TBC – Rozdział 23



Pewność


    – Branża rozrywkowa to jest naprawdę coś, prawda?

    – Przyprawia mnie to o ból głowy… – Upiłem łyk kawy, pozwalając, by jej gorzki smak powoli spłynął mi do gardła. Delektowałem się jej aromatem i goryczą, do której zdążyłem się już przyzwyczaić.

    Znów siedziałem w kawiarni z moim najlepszym przyjacielem Pe. Miał podekscytowany wyraz twarzy. Za to moja twarz nieco pobladła. Mimo to wciąż zachowywałem surową postawę doktora Chirawata – ze stoickim spokojem, siedząc niedbale i nie reagując na otoczenie, ale w swoim wnętrzu wykrzykiwałem wiązankę przekleństw długą jak Wielki Mur Chiński.

    Branża rozrywkowa to było naprawdę coś.

    Zdjęcie, na którym całuję Achiwicha w restauracji zeszłej nocy, z dnia na dzień stało się gorącym tematem. A może sprawa zaczęła nabierać rozpędu już wczoraj wieczorem, kiedy pakowałem sobie do ust szarpaną wieprzowinę?

    Powiem jeszcze raz, że branża rozrywkowa to naprawdę coś.

    – I co Chi powiedział?

    – Nic nie powiedział. Nie wiem, czy widział te wiadomości. Zachowywał się zwyczajnie, kiedy podwoził mnie dziś rano. – Wypuściłem powietrze przez szparę między zębami, wydając cichy, świszczący dźwięk. Mój wzrok przesunął się po otoczeniu. Nikt nie zwracał uwagi na mnie i Pe, siedzących w mało widocznym miejscu. 

    Miałem szczęście, że na zdjęciu paparazzich mnie i Achiwicha nie było widać zbyt wyraźnie. Ciężar spadł na tego sławnego, którego twarz była dobrze uchwycona. A teraz był krytykowany – i to w sposób, który dla innych był zabawny.

    Przewijałem komentarze na ekranie telefonu, czytając je z mieszanymi uczuciami… Kim wy w ogóle jesteście, że tak dobrze się bawicie, krytykując mojego chłopaka? Dlaczego to miałoby mieć znaczenie, że mój chłopak spotyka się z mężczyzną? Nawet mnie to nie obchodziło, skoro to ja z nim sypiam.

    Narodowy skarb… Gówno prawda! On był MOIM skarbem. Tylko moim.

    Ależ jestem wściekły!!!

    – Uspokój się, Ji. Wyglądasz, jakbyś chciał kogoś zabić. Przestań to czytać. – Praveen zabrał mi telefon i podał szklankę wody. – Powinieneś porozmawiać z Chi.

    – Dzwoniłem do niego. Nie odebrał. Pewnie jest zajęty. Poczekam, aż oddzwoni. Ale jeśli wypadnie mi jakaś operacja, to pewnie porozmawiamy wieczorem.

    – Martwisz się?

    – Ja? – spytałem, wskazując na siebie. Gdy tylko Pe skinął głową, odpowiedziałem na jego pytanie, kręcąc głową i uśmiechając się tak, że było mi widać kły. – Nie. Twój przyjaciel niczego się nie boi, tylko trochę się zmartwił, że da Chi popalić. A on nie odbiera telefonu. Cholera!

    – Martwisz się o swojego chłopaka, co?

    – Teraz jego ruch. Lepiej żebyś nie miał chłopaka takiego jak ja, bo będę się z ciebie nabijał do końca świata i jeden dzień dłużej.

    – Hej, hej, nie wyżywaj się na mnie. Nigdy nie będę miał chłopaka. Dziewczyna to wszystko, czego chcę.

    – No proszę, pan Casanova.

    – Hej! Czemu tak mnie nazywasz, panie Chirawat? Jestem po prostu przystojny i zabawny. Nie mam tak jasnej skóry jak twój mąż. Przepraszam, że urodziłem się z piękną opalenizną.

    – Nie musisz przepraszać, skoro i tak sam sobie prawisz komplementy. 

    Mówiąc „piękna opalenizna”, miał na myśli skórę czy co? Chirawat nie rozumiał…

    – Nic na to nie poradzę, jestem przystojny.

    – Jasne. – Pokręciłem głową, patrząc, jak Pe zapisuje coś na papierowej serwetce. To był identyfikator LINE albo numer telefonu, nie byłem pewien. Chwilę później serwetka znalazła się w rękach pięknej dziewczyny, która od jakiegoś czasu przyglądała się Pe.

    Praveen był naprawdę bezczelnym typem. No dobra, był przystojny, ale mniej niż Achiwich.

    Patrzyłem, jak Pe wraca do stolika z szerokim uśmiechem. Jego telefon lekko zawibrował, co sprawiło, że spojrzał na zewnątrz kawiarni. Pomachał do dziewczyny, której właśnie wręczył serwetkę. I wszystko jasne… Dziewczyna leciała na tego ciemnoskórego faceta o ostrych rysach.

    Cóż, miałem szczęście, że moim chłopakiem był Achiwich, a nie Pe. Mówię wam, gdyby Achiwich zachowywał się jak Pe, uciąłbym mu głowę. Sama myśl o tym sprawiła, że się zagotowałem.

    – Idę do pracy. – Rozprostowałem nogi, otrzepałem spodnie i wstałem. Praveen zatrzymał mnie jednym zdaniem.

    – W wiadomościach ludzie nie widzieli twojej twarzy, Ji, ale gdy ktoś jest z tobą tak długo jak ja… Potrafię to rozpoznać.

    – Co próbujesz mi powiedzieć?

    – Myślisz, że twoja rodzina wie?

    Przełknąłem ślinę, przybierając jeszcze bardziej opanowaną postawę. Uświadomiłem sobie, że mam tendencję do milczenia, kiedy jestem zestresowany, a moje usta zaciskają się w prostą linię.

    – Jak myślisz, Ji?

    – Pomyślę o tym, kiedy zapytają.

    – Sam im nie powiesz?

    – Jeśli moi rodzice będą ciekawi, to zapytają.

    – A jeśli nie będą w stanie tego zaakceptować?

    – Nie wiem… – Westchnąłem głęboko, zmuszając się do uśmiechu. – Ale nie chcę już żyć bez Chi.

    Nie chcę znowu być z dala od niego…

    – Jesteś zakochany na zabój, co?

    – Zamknij się!

    Cholera, tu mnie ma!


    Skupienie było czymś, czego potrzebowałem w pracy. Z powodu przytłaczającej ilości obowiązków sprawa mojego związku z Achiwichem zeszła na dalszy plan. Zauważyłem, że Chi dzwonił do mnie kilka razy, ale nie odebrałem. Oddzwoniłem później, zastanawiając się, czy sławna gwiazda będzie miała czas odebrać telefon.

    Uhm… – Achiwich odebrał, jego głos brzmiał tak, jakby wciąż nie wyszedł z roli. Gdyby nie to, że byłem w nim zakochany, już dawno bym go zwyzywał.

    – Chciałbym wiedzieć, czy potrzebujesz ode mnie czegoś pilnego.

    To chyba zły numer.

    – W takim razie się rozłączę – powiedziałem wesoło, wyraźnie widząc w lustrze, że nie mogę przestać się uśmiechać. Byłem naprawdę zauroczony. Wystarczyło, że usłyszałem jego głos...

    Nie chcesz chwilę porozmawiać? Chcę cię lepiej poznać.

    – Co można zrobić za 500 bahtów?

    Cokolwiek… Samochód stoi przed szpitalem. Pospiesz się.

    Usłyszałem, jak Chi się zaśmiał. Jego słowa sprawiły, że zmarszczyłem brwi.

    – Przyjechałeś po mnie?

    Nie mogę odebrać swojego chłopaka?

    – Przyjedź jutro, mam dyżur – skłamałem, chwytając plecak i zarzucając go na ramię.

    Mogę poczekać. Zostanę tu i poczekam.

    – Dobrze, zaraz zejdę. Musimy porozmawiać o tych wiadomościach – powiedziałem, gotowy wysłuchać tego, co Achiwich miał do powiedzenia.

    Dobra, pospiesz się. Zaraz umrę z tęsknoty za tobą.

    Przygryzłem dolną wargę, czując, jak rumieniec wpełza na moje policzki, po czym rozłączyłem się, nie mówiąc już nic więcej. Pół szedłem, pół pobiegałem, żeby szybciej dotrzeć do Achiwicha. Niedługo potem wsiadłem do czarnego, luksusowego samochodu. Tego ranka również jechałem tym autem, zamiast – jak zwykle – łapać motocyklową taksówkę spod mojego mieszkania. Mieszkając w Bangkoku, regularnie korzystałem z motocyklowych taksówek. Samochód, który kupiłem, służył mi praktycznie tylko do powrotów do domu w Chiang Mai albo do jeżdżenia na imprezy późno w nocy.

    Korki były koszmarne. Moje mieszkanie znajdowało się zaledwie kilka mil od szpitala, mimo to ruch całkowicie stanął, gdy tylko wyjechaliśmy ze szpitalnego parkingu.

    – Gdzie zjemy? – Achiwich przerwał ciszę, gdy rzuciłem torbę na podłogę samochodu, dyskretnie sprawdzając, czy nie ma tam cudzych butów. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy żadnych nie zauważyłem.

    – Możemy zjeść w domu. Słyszałem, że zaopatrzyłeś lodówkę w świeże jedzenie.

    – Jasne, ale kiedy tam dotrzemy? Te korki są okropne. – Zgodziłem się z Achiwichem i oparłem się o jego ramię, gdy utknęliśmy w miejscu. Uwielbiałem jego zapach, wtuliłem nos w jego silne, twarde ramię, lekko je przygryzając, aż jego koszulka przesiąkła moją śliną. Odepchnął moją głowę, a potem przyciągnął mnie z powrotem i poczułem, jak czubek jego wysokiego nosa dotyka moich rozczochranych włosów.

    – Doktorze Ji, twoje ugryzienie boli.

    – Nic ci nie jest?

    – Co do ugryzienia, to wszystko w porządku. To nawet trochę mrowi.

    – Nie to! Chodzi mi o te wiadomości.

    – Dlaczego? – zapytał Achiwich, jakby to było zupełnie zwyczajne pytanie, po czym przerwał całowanie moich włosów i cmoknął mnie w policzek. Już miałem odpowiedzieć na jego pytanie, ale pocałunek zamknął mi usta.

    Wydawało mi się, że pocałunek trwa wieczność, jakbyśmy nie widzieli się całe życie. Z tej błogiej chwili wyrwał nas brutalnie dźwięk klaksonu samochodu za nami. Chi ruszył, cicho się śmiejąc.

    Założę się, że facet w samochodzie za nami właśnie cię wyzywa…

    – Więc jak to jest, Achiwich? Te wiadomości – wciąż mi nie odpowiedziałeś.

    – To nic takiego. Kazałem mojemu menedżerowi to wyjaśnić.

    – Wyjaśnić co?

    – Powiedziałem im, że się z tobą spotykam. Tym razem to coś poważnego.

    – Co? – wydusiłem zdezorientowany, spoglądając z ukosa na jego przystojną twarz, na której czaił się półuśmiech, a on spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.

    – Co w tym złego?

    – Nic, ale to nie wpłynie na twoją pracę, prawda? – zapytałem, a mój głos zadrżał.

    – To co mam powiedzieć reporterom? Że zerwaliśmy, że tylko się wygłupialiśmy czy że po prostu chcieliśmy spróbować czegoś nowego?

    – …

    – Jeśli tak powiem, będziesz na mnie wściekły. Nie chcę spać na wycieraczce.

    – Jesteś bezczelny. – Podniosłem rękę, żeby podrapać się po karku, maskując swoje zakłopotanie. Achiwich roześmiał się i kontynuował:

    – Jeśli chodzi o pracę… Wszedłem do branży z powodu tego, co wtedy powiedziałeś. Chciałem, żebyś widział mnie wszędzie. Jeśli będę miał zastój w karierze, to nic wielkiego. Może trochę będę żałował, że nie mogę robić tego, co kocham, ale naprawdę nic się nie stanie. Bo teraz jestem w zasięgu twojego wzroku.

    – Ale słaby tekst. Musiałeś się naczytać za dużo scenariuszy. – Przewróciłem oczami, udając irytację, ale w rzeczywistości…

    – Rumienisz się, wiem o tym.

    – Zamknij się.

    – A ty? Martwisz się tymi wiadomościami?

    – Nie, po prostu boję się, że mój tata się dowie. On jest surowy.

    – Na pewno. Wciąż pamiętam, jak zostałeś ukarany. Byłeś cały posiniaczony. Musi być naprawdę surowy… Jeśli teraz się dowie i będzie chciał cię ukarać, wezmę to na siebie, dobrze?

    – Tata już mnie nie karze. Jestem już dorosły i wielki jak byk.

    – Właściwie to jesteś potomkiem osła.

    – Achiwich… – Ściszyłem głos, patrząc na niego, gdy wyłączył silnik po zaparkowaniu samochodu na parkingu przy moim mieszkaniu. Wciąż nie mogłem się z tym pogodzić – z tą sprawą z „przodkiem osłem”.

    – Tak, kochanie?

    – Nie nazywaj mnie „kochanie”. Mam od tego gęsią skórkę. Jeszcze nie wyrównałem z tobą rachunków za tę historię z oślim przodkiem. Jak śmiesz tak się do mnie zwracać? Nie powiedziałeś mi, że mnie lubisz, pozwalając mi tak długo żyć w błędnym przekonaniu.

    – Przypomnij sobie, jaki byłeś w tamtych czasach. Czy zasługiwałeś na wyznanie miłości?

    – Niby co było ze mną nie tak? To ty postąpiłeś źle.

    – Dobrze, to moja wina. Za bardzo się wtedy bałem.

    – Więc czemu teraz jesteś taki odważny?

    – Odwaga 18-letniego chłopaka i 28-letniego mężczyzny to dwie różne rzeczy… Tak samo jak miłość. Wtedy to była młodzieńcza miłość. Teraz musi być namiętna.

    Achiwich znów się uśmiechnął, unosząc brwi. Skrzywiłem się, jakbym nie znosił słowa „namiętna”, po czym roześmiałem się na głos, gdy Achiwich uniósł swą dużą dłonią czubek mojego podbródka, by mnie pocałować.

    Hmm… Namiętna. Jednocześnie gorąca i słodka. Nieźle.

    – Nie martw się o swojego ojca, Ji. Ja się nie boję.

    – Co byś zrobił, gdyby… mój ojciec kazał mi z tobą zerwać?

    – Zabrałbym cię za granicę.

    – Ucieczka?

    – Nie ucieczka. – Chi nachylił się, żeby znów mnie pocałować, tym razem tylko lekko, nie tak głęboko. Bardzo podobał mi się świeży zapach jego oddechu. Każdy wdech był jak przyjemny chłód spływający w dół mojego gardła. – Zabiorę cię, żebyś poznał moją mamę, a potem wrócimy i zastanowimy się, jak sprawić, żeby twój ojciec mnie zaakceptował. „Proszę pana, naprawdę kocham pańskiego syna i mam nadzieję go poślubić”.

    – Ależ jesteś wygadany. – Nie powiedziałem tego poważnie. Mówił więcej niż zwykle, ale mnie to nie denerwowało. To było raczej krępujące.

    – Moje usta są też słodkie. – Znów się pocałowaliśmy, a on nawet mnie przytulił.

    – Wystarczy… Moje usta zaczynają drętwieć.

    – Ale są słodkie.

    – Chi…

    – Dobrze już, dobrze. Boję się, że nie wytrzymam i zacznę cię całować w samochodzie. Masz ostry język, ale jesteś też uroczy.

    – Twoja mama wie?

    – Wie. Zapytała tylko, czy jesteś tą samą osobą, która złamała mi serce dziesięć lat temu. Jeśli tak, nie pozwoli mi z tobą być.

    – Co jej odpowiedziałeś?

    – Że jesteś tą samą osobą.

    Zamilkłem, czując się, jakbym stracił głos. Przeszkody nadciągały jak tsunami.

    – Ale moja mama jest bardzo miła. Jeśli ją ładnie poprosisz, może pozwoli mi się z tobą spotykać.

    – Żarty sobie ze mnie stroisz?

    – Nie, możesz wziąć wolne i przygotować się do odwiedzin u mojej mamy.

    – Dobrze. – Przyjąłem jego słowa i nachyliłem się, by go pocałować. Gdy się odsunąłem, zadałem pytanie, które mnie nurtowało: – Dlaczego wróciłeś do Tajlandii?

    – Szczerze mówiąc, nie wiem… – Achiwich się roześmiał, odpiął pas bezpieczeństwa i wysiadł z samochodu. Niedługo potem drzwi po mojej stronie się otworzyły. Achiwich lekko się pochylił, napotykając moje spojrzenie. – Po prostu czułem, że jeśli wrócę, coś może się zmienić.

    – Zmieniło się?

    – Tak.

    Znów się pocałowaliśmy. Straciłem rachubę, ile razy całowaliśmy się w ciągu tych 30 minut, które spędziliśmy razem. Na początku martwiłem się, że ktoś może nas potajemnie nagrywać, ale kiedy nasze usta się zetknęły i poczułem smak tego słodkiego pocałunku, zapomniałem o całym świecie…

    – Wystarczy, naprawdę, Chi. Moje usta zaraz popękają.

    – Mówiłeś „wystarczy” już wiele razy, ale jakoś nie widzę, żebyś naprawdę przestawał.

    – Teraz już naprawdę wystarczy. – Odepchnąłem jego twardy brzuch i wysiadłem z samochodu, nerwowo rozglądając się wokół.

    Achiwich to zauważył. Wyciągnął rękę, chwycił moją dłoń i zapytał:

    – Boisz się, że ktoś zrobi nam zdjęcia?

    – Mhm.

    – Są dwie opcje, jeśli chodzi o nasze bycie razem. Pierwsza: utrzymać to w tajemnicy. Pozwól, że cię ukryję.

    – A druga?

    – Niech cały pieprzony świat wie, że cię kocham.

    – Którą opcję wybierasz? – Zaśmiałem się na zachowanie Achiwicha. Był zabawny, kiedy szeroko się uśmiechał, mrużąc oczy tak, że były widoczne tylko do połowy. Rzadko robił takie miny, tylko od czasu do czasu pozwalając sobie wyglądać głupio.

    Ale głupkowata mina Achiwicha była… cóż, urocza.

    – Tę drugą, mój Ji.

    – W takim razie ja też wybieram drugą. – Kiedy spojrzałem w górę na Chi, którego ramię spoczywało na moim ramieniu, znów poczułem na ustach pocałunek… Nigdy nie było dość.

    Niech cały pieprzony świat wie, że się kochamy.

    Duża, pastelowo-niebieska plastikowa miska wypełniona domowym popcornem sprawiła, że Achiwich zapomniał, że powinien dbać o swoją sylwetkę. Jego duża dłoń nabrała popcornu i podała mi go. Na ekranie leciał film, ale Chi nie wydawał się nim zbytnio zainteresowany. To, że leżałem na nim, grając w grę, chyba go rozpraszało.

    Kogo to obchodzi?

    – Umarłem! – krzyknąłem po dłuższej chwili ciszy. 

    Opierałem się o jego szeroką klatkę piersiową. Przez kilka minut nawet nie odrywałem od niego wzroku. Chi cicho obserwował, jak gram i jem popcorn. Od czasu do czasu pochylał się, żeby pocałować moje włosy, wciąż wilgotne po prysznicu. Jego pocałunki były miękkie i długie, prawdopodobnie z okruszkami popcornu przyklejonymi do jego ust.

    – Głośno.

    – Umarłem, nic się nie stało. Pozwól mi zagrać jeszcze jedną rundę.

    – Wystarczy. Zwróć na mnie uwagę.

    – Zwracam na ciebie uwagę – zachichotałem. 

    Głos Achiwicha brzmiał tak, jakby mój chłopak był lekko zirytowany. Odwróciłem się w jego stronę, siedząc na nim okrakiem. Jego wyraz twarzy był tak prowokujący, że chciałem krzyczeć. Moja twarz znajdowała się tuż przed jego kroczem.

    – Co zamierzasz zrobić? O czym myślisz, doktorze Ji?

    – Nie… Nie planowałem niczego ci robić.

    – Nie zaczynaj, Chirawat. Dziś wieczorem pozwalam ci odpocząć. – Jego oczy błyszczały. Przełknąłem ślinę, wydając przy tym głośny dźwięk, i szybko wstałem.

    Ale czy ktoś taki jak Achiwich by odpuścił? Ledwo zdążyłem wstać, a już zostałem pociągnięty z powrotem, żeby oprzeć się o jego klatkę piersiową. Och! To zaczynało przypominać powieść romantyczną. Poprzednia scena była nieco erotyczna.

    Spróbujmy jeszcze raz. Cięcie.

    – Ten popcorn jest nijaki – powiedziałem, przewracając się na plecy i sięgając ręką do miski. Oparłem głowę o jego ramię, z nosem i ustami blisko jego szyi.

    – Obejrzyjmy film. Nauczyłem się jeść słony popcorn.

    – Szkoda, ja przerzuciłem się na słodki.

    – Ech, kiedy zmieniam się, żeby do ciebie pasować, ty już nie jesteś taki sam. – Achiwich odstawił miskę z popcornem na szklany stolik przed kanapą. Musiałem przyznać, że miał długie ręce, a żyły wyraźnie rysowały się na jego przedramionach i grzbietach dłoni.

    – Słyszałeś kiedyś o tej teorii? Mamy tendencję do naśladowania zachowania osoby, za którą tęsknimy.

    – Kto wymyślił tę teorię?

    – Doktor Chirawat – powiedziałem swoje własne imię, chichocząc radośnie. Wtedy Chi objął moją szyję obiema rękami i uniósł mój podbródek.

    Jego wysoki nos znów musnął moje czoło, a następnie przesunął się wzdłuż grzbietu mojego nosa. Lubiłem jego dotyk tak bardzo, że zamknąłem oczy i pozwoliłem swoim uczuciom podążyć za tym rytmem. Ale zanim nasze usta znów mogły się spotkać, ekran telefonu, który położyłem na brzuchu, rozświetlił się. Wiadomość na LINE… od mamy.

    Achiwich i ja odsunęliśmy się od siebie. Poruszyłem się trochę, ale nadal leżałem oparty o Chi. Spojrzałem na niego, sięgając po telefon, żeby przeczytać wiadomość od mojej matki. W środku był link do artykułu. Zdjęcie, na którym całuję Achiwicha w restauracji…

    Mama: Czy to ty jesteś w tych wiadomościach, Ji?

    Pytanie było krótkie, zaledwie kilka słów, ale sprawiło, że głośno nabrałem powietrza. Długo wahałem się, co odpowiedzieć. Zaprzeczenie byłoby kłamstwem, ale przyznać się nie miałem odwagi.

    – Odpiszę.

    Chi nagle objął mnie od tyłu, jego dłoń dotknęła mojej, wciąż mocno trzymającej telefon. Nacisnął przycisk odpowiedzi i pozwolił mi patrzeć.

    Dr. Ji The GODFATHER: Tak.

    Wiadomość od mojej matki przyszła natychmiast.

    Mama: Twój ojciec mówi…

    – Chi, źle się czuję. Nie mam odwagi czytać dalej.

    – Uspokój się, to nic takiego. Zaufaj mi.

    Otworzyłem oczy, by znów spojrzeć na ekran. Lekko zadrżałem na widok słowa „ojciec”. Bałem się swojego ojca, od kiedy tylko pamiętam. Określenie „nie okrutny, ale surowy” zawsze dobrze pasowało do mężczyzny, który mnie wychował.

    Moje myśli zaczęły krążyć wokół różnych rzeczy – tego, co ojciec kazałby matce mi przekazać, i tego, co bym zrobił, gdyby kazano nam się rozstać. To rozdzielenie ojca i syna, które tak często pojawia się w dramatach… Nie tylko Achiwich recytował kwestie jak z dramatu. Musiałem obejrzeć ich za dużo.

    Przyznaję, że się bałem.

    – Przeczytaj, Ji. Myślę, że powinniśmy znaleźć czas, żeby pojechać do Chiang Mai.

    – Co? – Wyrwałem telefon z ręki Achiwicha i czytałem wiadomość od mojej matki raz za razem, nie wierząc własnym oczom.

    Mama: Twój ojciec mówi, że jeśli masz wolne, to przywieź swojego chłopaka do domu.

    Mama: Twój ojciec chce go poznać, ja też.

    Mama: Powiedz Achiemu, że ten dramat jest całkiem zabawny. Do zobaczenia wkrótce.

    Spojrzałem na Achiwicha i ujrzałem na jego twarzy szeroki uśmiech.

    – Odpisz swojej mamie. Powiedz jej, że jesteś ze mną.

    – Mama będzie w szoku.

    – Jakby zdjęcie w wiadomościach nie było wystarczająco szokujące.

    – Ty gaduło.

    Achiwich zamilkł. Lekko się uśmiechał. Znów spojrzałem na ekran telefonu i zacząłem wklepywać odpowiedź.

    Dr. Ji The GODFATHER: Mamo, kocham cię. Tatę też.

    Mama: Twój brat pyta, czy jego też kochasz.

    Dr. Ji The GODFATHER: Powiedz mu, żeby się odczepił.

    Mama wysłała naklejkę śmiejącego się misia i na tym rozmowa się zakończyła. Chi wyjął mi telefon z dłoni i przewrócił mnie tak, że padłem płasko na kanapę. Jego szczupłe, umięśnione ciało pochylało się nade mną, ale nie opierał na mnie swojego ciężaru.

    – Twoi rodzice już wyrazili zgodę. Wiem to, widzę to.

    – I co z tego?

    Achiwich nie odpowiedział. Widać było tylko jego białe zęby. Uśmiechał się szeroko. Po chwili wszystko zaczęło się rozmywać pod wpływem intymnego dotyku. Dwie dłonie, dwoje ust, skóra, bicie serc… Rytm słodkiego i gwałtownego zderzenia, zanim ciepłe krople zaczęły spływać z obu gorących ciał.

    Jestem pewien, że nie ma ani jednej części ciała Achiwicha, której tej nocy bym nie dotknął.

    Jestem też pewien, że nie ma ani jednej części mojego ciała, której by nie dotknął Achiwich.



Tłumaczenie: paszyma

Korekta: Juli.Ann 

    

 Poprzedni   👈              👉  Następny 

Komentarze

  1. Ale miła niespodzianka:):):) Wielkie dzięki! Pozdrawiam. J.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz