TBC – Rozdział 24 [18+]
Zapomnij
[18+]
Skończyłem wczoraj dyżur o 4:30 i do tej pory nie wyszedłem z łóżka, byłem jak martwy dla świata. Usłyszałem otwierające się drzwi wejściowe i czyjeś kroki – kogoś, kto dobrze znał hasło. Odblokowałem telefon. Ekran pokazywał godzinę 2:55. Widząc, że w sypialni wciąż jest porządek, wróciłem do spania, bo nie chciało mi się ruszyć.
Niedługo potem Achiwich, którego nie widziałem od dwóch dni, wszedł cicho do pokoju. Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi od łazienki. Szum wody z prysznica potwierdził, że nie śnię – Achiwich wrócił.
Znów przysnąłem na chwilę, bo wciąż byłem bardzo śpiący, ale obudziłem się, kiedy uświadomiłem sobie, że przesuwne drzwi prowadzące na szeroki balkon są otwarte. Ciekawość zwyciężyła. Otworzyłem oczy i zapytałem faceta, który miał na sobie tylko długie spodnie od piżamy:
– Co robisz?
– Obudziłem cię?
– Uhm… Spałem długo, od wieczora. Co robisz na balkonie?
– Suszę włosy. Nie chciałem tego robić w pokoju.
Odpowiedź Achiwicha sprawiła, że usiadłem. Moje oczy próbowały przyzwyczaić się do światła, które odbijało się z sąsiedniego budynku. Byłem krótkowidzem, więc Achiwich wydawał się rozmazany.
– Czemu nie użyjesz suszarki?
– Bałem się, że cię obudzę.
– Już nie śpię.
– Nie chcesz wrócić do spania?
– Nie – odpowiedziałem, kiwając głową, a potem rzuciłem się z powrotem na łóżko, złapałem miękki koc, żeby się nim przykryć, i schowałem pod nim głowę.
Wydawało mi się, że słyszę dźwięk zamykanych drzwi balkonowych i cichy chichot Achiwicha. Zdawało mi się też, że ktoś duży wspina się na łóżko, ciągnąc za koc przy moich stopach i podgryzając moje palce.
– Au! Boli.
– Mógłbym cię zjeść.
– Ngern ma szczeniaka o imieniu Rian.
– No i?
– Lubię go brać, żeby spał w moim pokoju, kiedy wracam do domu. Gryzie mnie tak samo jak ty.
– Chcesz powiedzieć, że jestem psem?
– Uhm, piesku Chi. – Odepchnąłem silnego faceta, który wspiął się na mnie. Odwróciłem twarz od ciepłego, wilgotnego języka, którym Chi próbował polizać mnie po twarzy. – Zły pies.
– Pocałuj mnie.
– Nie, chcę spać. Dopiero wróciłeś, nie jesteś zmęczony?
– Gdy widzę twoją twarz, całe zmęczenie mija. Chcę zrobić coś innego. Tęskniłem za tobą.
– Co? – To, że mnie objął, sprawiło, że otworzyłem oczy i spojrzałem na jego przystojną twarz. Zapach słodkiego mydła i ciepło jego ciała utrudniały mi oddychanie.
– Nic. Tęskniłeś za mną?
– Uhm, tęskniłem.
– To mnie pocałuj.
Przesunąłem nogę, żeby zrobić mu więcej miejsca. Moje ramiona zostały przyciśnięte do łóżka i poczułem na ustach słodki pocałunek. Achiwich ssał moją dolną wargę, a potem zaczął badać całe moje usta. Jego gorący język wtargnął do środka, splatając się z moim, kradnąc mi oddech i drażniąc mnie, aż poczułem jego podniecenie napierające na moją nogę.
Wiedziałem, co się wydarzy po pocałunku. Nie opierałem się, po prostu pozwoliłem, by dotykał delikatnie mojego ciała. Pocałunki i pieszczoty, którymi mnie obdarzał, były powolne i leniwe. Nie działał w pośpiechu ani agresywnie.
Zagubiony w odczuciach, jęknąłem. Senność została zastąpiona przez pożądanie, które rozlewało się w moim brzuchu. Byłem już całkiem rozbudzony, gdy zdjął mi koszulkę. Przygryzał figlarnie moje twarde sutki – nie za mocno, nie za lekko – co doprowadzało moje zmysły do szaleństwa.
– Ach… Łaskocze.
Chi zsunął mi spodnie do kolan. Jęknąłem. Objął mojego gorącego, twardniejącego członka swoją dużą dłonią i zaczął go pieścić. Wbijałem mu paznokcie w ramię raz za razem, łapiąc oddech. Moje spodnie wylądowały na podłodze. Po chwili ciepłą dłoń zastąpiły miękkie usta.
Nie odważyłem się otworzyć oczu, żeby zobaczyć, jak wygląda jego twarz, gdy obejmował moją męskość ustami, ale niespokojne ruchy moich bioder zdawały się sprawiać mu przyjemność. Czubek jego języka, bardzo niegrzeczny, igrał z moim rozgrzanym, wilgotnym penisem. Uniosłem biodra wysoko, a moja dłoń powędrowała do jego miękkich włosów.
– Chi… Nie mogę…
– Mmm…
– Mocniej… Och, mocniej…
Sięgałem już szczytu przyjemności, moje ciało nie było w stanie dłużej wytrzymać. Mlecznobiała substancja wytrysnęła do gardła mojego kochanka, a mną wstrząsnęły spazmy rozkoszy.
– Nie połykaj…
– Już połknąłem.
Achiwich użył kciuka, by wytrzeć sobie kącik ust, po czym oblizał palec z głośnym mlaśnięciem, nie pozwalając, by choć kropla się zmarnowała. Już od samego patrzenia na to moje ciało się rozgrzało. Gdyby światło było zapalone, na pewno byłoby widać, że cały pokryłem się rumieńcem. Wstydziłem się tego, że Chi zawsze chętnie brał mojego członka do ust, gdy się kochaliśmy. Często pieścił moje intymne miejsca w ten sposób – jak teraz, gdy moje wejście przyjęło jego gorący język, który wślizgnął się do środka, choć nie byłem na to gotowy. Moje nogi, uniesione wysoko, drżały niekontrolowanie. Mój umysł niemal kazał mi powiedzieć coś, czego powiedzieć nie umiałem.
– Nie… Brudno.
– Mmmm.
To „mmmm” Achiwicha oznaczało, że zrozumiał. Ale nie przestał. Moje oczy zaczęły zachodzić łzami, całe ciało drżało, a dłoń kurczowo ściskała koc. W końcu Achiwich oderwał usta od mojego intymnego miejsca i pocałował mnie w szyję.
– Znowu doprowadzam Ji do płaczu.
– Za dużo gadasz. – Zwykle płakałem, gdy się kochaliśmy. Początkowo to go zaskakiwało, ale ostatnio wydawał się bardziej zadowolony. Wiedział, że moje łzy nie wynikały z bólu ani niechęci. Bo czułem, że należymy do siebie.
– Jesteś słodki.
– Zawsze tak mówisz, kiedy masz zamiar we mnie wejść – powiedziałem.
Obrócił mnie tak, że leżałem teraz na brzuchu, twarzą do poduszki. Spojrzałem na Chi, który sięgnął po butelkę lubrykantu stojącą na zagłówku. Uprawialiśmy seks niemal zawsze, gdy byliśmy sami w pokoju. Lubiłem być rozpieszczany i dopieszczany.
Za każdym razem, gdy nasza namiętna chwila się kończyła, Chi zdawał się kochać mnie jeszcze mocniej. A ja coraz bardziej kochałem być kochany.
– Powiedz, że mnie kochasz. Chcę to usłyszeć. – Błagalny głos Achiwicha zawsze roztapiał moje serce. Nie powiedziałem tego na głos. Po prostu wtuliłem twarz w poduszkę, podczas gdy jego długie palce wnikały w moje ciało. – Ji, powiedz, że mnie kochasz. A może mnie nie kochasz? Znalezienie kogoś tak przystojnego i bogatego jak ja nie jest łatwe.
– Nienawidzę cię.
– Nie możesz mnie nienawidzić. Musisz mnie bardzo kochać.
– …
– Ji, powiedz to.
– Uhm, kocham… Kocham cię bardzo. Ty też powinieneś. Kochaj mnie bardzo. Nie będzie drugiego takiego jak ja.
– Ja też cię kocham. Kocham cię bardzo. Wchodzę…
Jego silne palce przestały mnie wypełniać, zastąpione czymś gorętszym, twardszym i większym. To był dla mnie trudny moment.
– Ach… Uch…
– Boli?
– Nie…
Najbardziej intensywny moment był wtedy, gdy Chi zaczął we mnie wchodzić. Jęknąłem, odwracając twarz, żeby mógł mnie pocałować. Moje ramiona były tak napięte, że było widać wszystkie mięśnie, gdy zostałem dociśnięty do łóżka.
Achiwich wszedł we mnie powoli. Napięcie w moim brzuchu narastało, gdy przyjmowałem jego gorącą męskość. Czułem wszystko: bicie serca Chi i coraz silniejsze drżenie swojego ciała, które czekało na uwolnienie.
Co?!
– Nie założyłeś prezerwatywy?
– Zapomniałem…
Nie odpowiedziałem. Moje rozgrzane, wilgotne ciało pozostało nieruchome.
– Mogę? Tylko dzisiaj…
– Mhm. – I znów mu ustąpiłem.
Miękkie ścianki mojego wnętrza, które ciasno obejmowały jego członka, zaczęły pulsować. Nie przestawałem wydawać cichych odgłosów zadowolenia, zaciskając zęby i zamykając oczy, wsłuchany w ciężki, urywany oddech Chi.
Nie… To nie było dzikie.
Posuwiste ruchy Achiwicha doprowadzały mnie na skraj szaleństwa, przynosząc mi ogromną przyjemność. Nie rozłączyliśmy się nawet na moment. Nasze ciała i oddechy zsynchronizowały się idealnie, jakby należały do jednej osoby. Chi kontynuował tę rozkoszną penetrację, przyspieszając rytm, a odgłos zderzających się ze sobą ciał stawał się coraz bardziej surowy, pierwotny…
Achiwich doszedł, a jego głęboki jęk odbił się echem, mieszając się z potem spływającym mu po plecach. Chwilę później moje wnętrze wypełniło jego gorące spełnienie. Chi przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił, nie pozwalając, by między naszymi ciałami pozostała choć odrobina przestrzeni. Kiedy się w końcu ze mnie wyślizgnął, odwróciłem się i opadłem na plecy, a nasze spojrzenia się spotkały.
Przez długi czas nic nie mówiliśmy, nasze usta były zbyt zajęte pocałunkami, by wypowiedzieć choć jedno słowo. Wypełnialiśmy siebie nawzajem tym co najgłębsze, poprzez język ciała i rytm naszych oddechów.
A potem był drugi raz. I kolejny… Aż w końcu byliśmy całkowicie nasyceni.
Położyliśmy się na podłodze zamiast na szerokim łóżku. Potem obaj wzięliśmy prysznic i przebraliśmy się w czyste ubrania, a następnie usadowiliśmy się przy przesuwnych drzwiach prowadzących na balkon. Na zewnątrz wciąż było ciemno – zbliżała się szósta rano, więc widać było jedynie zarys horyzontu.
– Nie jesteś śpiący? – zapytałem Chi, którego twarz była wtulona w moją pierś, a jego nos muskał moją szyję. Mruczał cicho, że ładnie pachnę, że jestem miękki i tak dalej, choć jego powieki były już ciężkie.
– Jestem, ale nie chcę spać, bo nie mam często okazji być z tobą.
– Maruda.
– Mmm… Kocham cię.
– Wiem. Ja ciebie też.
– Zaraz zasnę. – Zaśmiałem się, gładząc jego włosy i pochylając się, by trącić nosem jego nos. Zadrżał lekko, kiedy polizałem jego podbródek, a po skórze przeszły mu ciarki.
– To śpij.
– Nie, pocałuj mnie.
– Całowałeś mnie już tyle razy, że całe usta mam odrętwiałe – powiedziałem, ale i tak się pochyliłem, pozwalając mu na pocałunek. Pocałował mnie z głośnym mlaśnięciem, które odbiło się echem po pokoju.
– Dobrze…
– Dobrze, czyli jak?
– Przynajmniej nie będę musiał całować nikogo innego.
– A ja kogo miałbym całować? Liczysz się dla mnie tylko ty. Moja ty własności publiczna. – Lekko klepnąłem Achiwicha w usta, odpychając jego twarz, gdy mówiłem o „własności publicznej”.
Tłumaczenie: paszyma

Dziękuję:):):) Warto było tak długo czekać:) Pozdrawiam serdecznie! J.
OdpowiedzUsuń