SE [TOM 5] – Rozdział 23.7


 

Jaehong był przekonany, że brat utrzyma swój ślub w tajemnicy. Ten ekscentryczny starzec wciąż był na tyle sprawny, by w wieku ponad 70 lat jeździć za granicę na mecze golfa i potrafił przyłożyć swojemu wnukowi kijem golfowym, jeśli ten popełnił jakiś błąd.

– Czy doszło do jakiegoś incydentu? Na przykład… nie zostałeś uderzony czymś w twarz?

– Spotkaliśmy się z agresją werbalną na najwyższym poziomie, ale żadna krzywda fizyczna nam się nie stała. Mam dobry refleks, więc umiem unikać takich rzeczy. Poza tym, niezależnie od wszystkiego, to starszy człowiek.

– …

– Niestety, nie dostaliśmy błogosławieństwa, ale otrzymaliśmy jasną odpowiedź, że pojawi się na ślubie.

– Co?! Co dokładnie powiedział?

– Że na pewno się zjawi, zamierza wywołać skandal. Podziękował za zaproszenie.

Sangwoo z pełnym spokojem oznajmił, że pokonał „ostatecznego bossa”.

Cholera, ten gościu jest szalony.

Jaehong zaklął pod nosem. Zapadła cisza. Sangwoo patrzył na niego, jakby miał do powiedzenia coś więcej. Jaehong poczuł napięcie. Nie miał pojęcia, co ten nieprzewidywalny facet zaraz powie, ale wtedy Sangwoo bardzo uprzejmie złożył dłonie.

– Wierzę, że Jaeyoung będzie dobrym mężem.

– Rozumiem.

– Czułe pary mają większe szanse na bycie czułymi małżonkami. Zawsze staram się być dla Jaeyounga wyrozumiały i spełniać jego potrzeby. Jeśli pojawiają się problemy, co roku przeprowadzamy ankietę satysfakcji w naszym związku, by się doskonalić. Średni wynik z sześciu edycji to 99,83 punktu.

– …

– Za trzecim razem dostałem 99 punktów i średnia mocno mi spadła. To był dzień po naszej wielkiej kłótni.

Sangwoo mówił spokojnym tonem, jakby prowadził kampanię wyborczą. Jaehong poczuł pulsujący ból głowy. Jeśli pozwoli mu mówić dalej, pewnie rozpocznie kolejną przemowę, więc szybko otworzył usta i powiedział pierwszą lepszą rzecz, jaka przyszła mu do głowy:

– To nieporozumienie. Nie chodzi o to, że cię nie lubię.

Sangwoo nagle zamilkł.

Tak, dlaczego właściwie? Sangwoo był dziwny, ale przecież Jaehong nie sprzeciwiał się temu małżeństwu dlatego, że go nie lubił. Nawet gdyby na jego miejscu był ktoś inny, Jaehong i tak zrobiłby wszystko, by to powstrzymać. To żałosne. Wcale nie było trudno dojść do takiego właśnie wniosku. Jang Jaeyoung twierdził, że boi się być nieszczęśliwy, ale Jaehong nie chciał dopuścić do siebie myśli, że jego brat bliźniak zakochał się jak kompletny głupiec. Sangwoo z kamienną twarzą wciąż czekał na wyjaśnienie. Jaehong jednak nie zamierzał przyznać wprost, iż pragnąłby, żeby jego brat żył jak on – swobodnie, bez zobowiązań. Zamiast tego spojrzał Sangwoo prosto w oczy.

– Jesteście sobie zupełnie obcy. Jeśli Jang Jaeyoung jest ptakiem w przestworzach, to ty jesteś grzybem rosnącym na ziemi.

Na twarzy Sangwoo pojawiło się zdziwienie. Po dłuższej chwili intensywnego myślenia odparł ze śmiertelną powagą:

– Jeśli już masz mnie obrażać, to przynajmniej na poziomie Shin Jongseoka. Nie zasługuję na coś tak bezsensownego.

– Co?

– Nie udawaj, że nie wiesz. Musiałeś mieć jakiś powód, by zestawić nas jako ptaka i grzyba, zamiast po prostu powiedzieć „roślina”.

– Dobrze. Jeśli Jaeyoung jest mewą, to ty jesteś pingwinem. W porządku?

– Tak.

Jaehong westchnął, po czym kontynuował:

– Słuchaj, ty jesteś człowiekiem logicznym, który ceni stabilizację. Jang Jaeyoung to emocjonalny chaos, który żyje dla ekscytacji i niepewności. Ma niechlujny charakter. Dlaczego, do diabła, zamierzacie się pobrać? Żyjcie sobie osobno.

– …

– Jaeyoung to prawdziwy lekkoduch, prawda? Czasem potrafi być okropnie nieznośny.

Wysłuchawszy w milczeniu jego słów, Sangwoo spokojnym tonem odpowiedział:

– Ma otwarty umysł i odwagę do podejmowania decyzji. Lubi wyzwania, chociaż jego sposób wypowiadania się bywa kąśliwy. Poza tym określenie „nieznośny” jest subiektywne. Ciekawi mnie też, co dokładnie masz na myśli, mówiąc „niechlujny charakter”.

– Nie sprzątał swojego pokoju. Zawsze ja to robiłem. Jak dzielicie się obowiązkami domowymi?

– To prawda, jego styl życia jest nieco chaotyczny, ale mi to nie przeszkadza, więc mogę to nadrabiać. Radzę sobie z domowymi obowiązkami bez problemu, a Jaeyoungowi sprawia to trudność. Jeśli weźmiemy pod uwagę poziom trudności tych zadań, to idealnie się uzupełniamy. Poza tym, zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, świat naturalnie zmierza od porządku do chaosu. Bałagan w pokoju to naturalne zjawisko, a nie wada, za którą można kogoś winić.

– W jego obronie skoczyłbyś w ogień, co?

Jaehong spojrzał na niego, myśląc, że Sangwoo przypomina smoka strzegącego wieży księżniczki.

– Wy dwaj…

– Przeciwieństwa się przyciągają. Na przykład między protonami i elektronami różnych biegunów działa silne przyciąganie. Szachownica przyciąga wzrok, bo zestawia ze sobą czarne i białe pola. W naturze chaos i harmonia są nierozłączne.

– …

– Jestem pewien, że też myślisz, że pasujemy do siebie. Proszę, nie psuj tego.

Sangwoo był zaskakująco elokwentny. Słuchając jego słów, Jaehong niemal dał się przekonać, ale na szczęście w porę się otrząsnął. To był ostateczny moment. Jeśli się podda, Jaeyoung naprawdę go poślubi.

– Uważam, że na świecie jest mnóstwo osób, które pasują do ciebie lepiej. Dlaczego musi być to akurat Jaeyoung?

Zmrużywszy oczy, Sangwoo bez najmniejszego wahania rzucił:

– Bo go kocham.

Jego odpowiedź padła w ułamku sekundy. Tym razem nie było w niej żadnej logiki, żadnych racjonalnych wyjaśnień. Była prosta.

– Na świecie są ludzie, którzy mogliby dać ci więcej radości…

– To niemożliwe.

– Skąd wiesz? Nigdy nikogo innego nie poznałeś.

– Bo nie muszę.

– Sam jestem tym, komu podoba się wygląd Choo Sangwoo, ubierającego się w swoim stylu i szukającego stabilności.

Narzeczony brata nie ukrywał swojego dyskomfortu. Krzyżując ramiona, zmarszczył brwi i powiedział poważnym tonem:

– Jestem osobą biseksualną, więc to, co właśnie powiedziałeś, zabrzmiało tak, jakbyś próbował wywołać skandal. Proszę, powstrzymaj się od dwuznacznych komentarzy i czynów. To bez sensu i nie ma żadnego znaczenia.

– Jaeyoung nie mówił ci, że jestem gejem?

– Nigdy o tym nie wspominał.

– Cóż, ale jestem gejem. I ty mnie pociągasz, Choo Sangwoo.

Oczy mężczyzny rozszerzyły się, wyglądem przypominając teraz monety. Otworzył usta, jakby ktoś walnął go w tył głowy. Zaskoczenie na jego zazwyczaj beznamiętnej twarzy, sprawiło Jaehongowi pewną satysfakcję. Spojrzał na zegarek. Zostały 22 minuty – mało, jeśli chodziło o czas na reakcję, ale wystarczająco dużo, by spróbować. Szansa jeszcze nie przepadła.

– Przez dłuższą chwilę mi się przyglądałeś – powiedział, opierając się o oparcie krzesła i powoli wypinając pierś. – Nie chcesz się przekonać, czy bliźniacy mają podobny styl w łóżku?

W jednej chwili wyraz twarzy Sangwoo stał się tak poważny, że Jaehong przez moment obawiał się, że zaraz dostanie w twarz. Jednak mężczyzna jedynie odwrócił głowę i spojrzał w dół.

– Jang Jaehong – odezwał się cicho – jesteś bezczelnym hipokrytą i tylko udajesz ideał.

– …

– Jesteś jak zgniłe jajo – perfekcyjna skorupka, ale w środku cuchniesz. Jesteś brudny, nieuporządkowany, niemoralny, niepoprawny… Zmarnowany potencjał.

– Przesadzasz.

– Co z tobą nie tak? Mówisz, że nie chcesz mieć brudnych myśli, ale teraz próbujesz mnie uwieść?

Całe szczęście, że w pobliżu nie było nikogo, kto znałby koreański. Jaehong był w najprawdziwszym szoku. Po raz pierwszy w życiu ktoś go tak zrugał, a on na dodatek nie był w stanie wtrącić się w tę tyradę.

– A jakie to ma znaczenie, jeśli fizycznie mnie pociągasz?

– Może bonobo tego nie rozumieją, ale w społeczeństwie ludzkim obowiązują pewne zasady.

– Więc trzymajmy to w sekrecie. Podobam ci się. Sam powiedziałeś, że mój styl różni się od Jaeyounga. I wiem, że ci się podoba.

– To tylko twoje złudzenie.

Zupełnie nieoczekiwanie na twarzy Sangwoo pojawił się wyraz autentycznego rozbawienia.

– Jesteś Jang Jaehong, nie Jang Jaeyoung. Nieważne, jak bardzo wasze geny są identyczne, jesteście dwiema różnymi osobami.

Ten facet był jak mur, przez który nic nie mogło się przebić. Na pozór był człowiekiem absolutnie logicznym, ale gdy chodziło o Jaeyounga, stawał się zupełnie ślepy – niczym fanatyk.

Położywszy dłonie na stole, Sangwoo nagle wstał i spojrzał na Jaehonga chłodnym wzrokiem.

– Przepraszam, ale nie mogę dotrzymać obietnicy, że spędzę z tobą dwie godziny.

– Odchodzisz?

– Tak. Jeśli chcesz bezpiecznie wrócić do domu, nie mów dziś nic Jaeyoungowi i weź pierwszy lot do Anglii.

– Zaczekaj, Choo Sangwoo!

Jaehong spróbował go zatrzymać, ale Sangwoo zignorował jego słowa i odwrócił się na pięcie. Przez chwilę bliźniak zastanawiał się nawet, czy za nim nie pobiec, ale mężczyzna nagle wrócił. Z ciężkim oddechem stanął przy stole i spojrzawszy mu w oczy, powiedział:

– Jesteś obcokrajowcem, więc próbowałem to zignorować, ale nie przestaje mnie to drażnić…

– Co?

– Słowa „błędny” i „odmienny” powinny być stosowane osobno. Różne style, pies i kot są różne, dwie osoby są różne. Nie błędne. Różne. Koreański jest twoim ojczystym językiem, więc powinieneś to wiedzieć.

– …

– Do widzenia, Eric Jean. – Sangwoo wypowiedział jego imię z taką samą koreańską intonacją jak wtedy, gdy się poznali, po czym odszedł, nie oglądając się za siebie.

Jaehong został sam. Przez chwilę siedział w osłupieniu.

Cholera.

Przetarłszy twarz dłońmi, oparł się na krześle, czując, jak ogarnia go zmęczenie. Od chwili, gdy wymienili się wizytówkami, aż do teraz, gdy Sangwoo zniknął, czuł się, jakby jego energia była dosłownie wysysana.

Analiza sytuacji zajęła mu zaledwie chwilę, a wniosek był prosty:

To była porażka od samego początku.

Nie miał żadnego pomysłu, jak stworzyć romantyczną atmosferę z tym mężczyzną. Dla Jaehonga Sangwoo od samego początku był jak zamknięte drzwi bez klamki, jak model idealny, ale zupełnie niedostępny. Absolutnie pozbawiony emocji.

– Gdybym tylko w ogóle się tym nie przejmował, nie miałbym teraz takiego problemu.

Olśnienie przyszło, niestety, zbyt późno. Już w tamtym momencie, gdy zobaczył uśmiechniętą twarz Jaeyounga, powinien był się domyślić, że ten idiota już wiedział, że jego misja jest skazana na sromotną wręcz porażkę. Jaehong dał się zaślepić swoim uczuciom i zmarnował czas oraz energię na coś kompletnie bezsensownego.

Po co ja tu w ogóle przyjechałem? Niech ci idioci biorą ten ślub i szczęśliwie sobie żyją.

Na jego stolik padł czyjś cień.

– Gdzie jest Sangwoo?

Jang Jaeyoung usiadł na pustym krześle, rzucając na stół perukę, którą najwyraźniej gdzieś zdobył. Miał na sobie dres wyglądający na nowy.

Jaehong westchnął.

– Wkurzył się i sobie poszedł.

Na twarzy Jaeyounga pojawił się uśmiech pełen zadowolenia. Podniósłszy kieliszek wina, który Sangwoo zostawił nietknięty, spojrzał na jego zawartość, a potem przeczesał palcami włosy. Z uśmiechem, który wyglądał na aż nazbyt beztroski, zapytał:

– I co? Jak ci się podoba mój facet?

– Nie jest normalny.

– Słodki, prawda?

– Słodki?!

Wciąż miał w uszach surowy głos Sangwoo nazywający go hipokrytą i porównujący do zgniłego jajka.

– Jest całkiem uroczy w porównaniu z tym, jaki był na początku.

Jaehong westchnął. Dopiero teraz do niego dotarło, że Jang Jaeyoung rozegrał go jak pionka na swojej szachownicy.

– Jest taki... prostolinijny.

– Prostolinijny? On jest jak kot, który myśli, że jest wężem. Czasami jest zbyt szczery, ale nie jest złym człowiekiem.

– ...

– Jak już się pobierzemy, wyjaśnię ci wszystko i przedstawię go ponownie.

– Mam żyć przez sześć miesięcy z tym nieporozumieniem?

– A kogo to obchodzi? To nie twój mąż.

Jaehong ponownie westchnął. Cały dzień czuł się tak, jakby grał w grę, w której Jaeyoung był mistrzem strategii. Był tak zaskoczony, że nie miał pewności, czy szybko się z tego otrząśnie. Nagle przypomniał sobie najbardziej absurdalną rzecz, jaką dziś usłyszał.

– A tak w ogóle… Naprawdę powiedziałeś o tym dziadkowi?

– Ech…

– Oszalałeś!

– Myślałem wtedy nawet, że robię sobie zdjęcie do nekrologu. – Jaeyoung pokręcił głową z wyrazem zażenowania.

– I jak wypadło? Jakoś to przeżyłeś?

– Po prostu dostałem w twarz.

– To świetnie, że tylko tyle.

– Też tak uważam. Sangwoo się chyba przeraził, kiedy zobaczył, że oberwałem od dziadka. Ten spokojny chłopak nagle przewrócił oczami i warknął jak doberman. Chwycił staruszka za kołnierz i się na niego wydarł, a w międzyczasie poleciała jakaś porcelana i roztrzaskała się o regał. Wrzaskiem ogłosił, że jest biseksualny…

– …

– Ale koniec końców jakoś się udało. Dziadek nie jest już tak sprawny jak kiedyś. Cieszę się, że Sangwoo jest człowiekiem nienawykłym do przemocy, bo nie chcę sobie nawet wyobrażać, co by było, gdyby było inaczej.

To był obraz, którego Jaehong nie potrafił sobie nawet wyobrazić. Niewiele osób potrafiło bez lęku stawić czoła jego dziadkowi. Był on człowiekiem, który całe życie dominował nad innymi i bez wyjątku podporządkowywał ich swojej woli. Ale łatwo było sobie wyobrazić Sangwoo, który nawet nie drgnął, stojąc naprzeciwko niego.

– Jak ty go w ogóle poderwałeś? – Pytanie, które nurtowało go przez cały ten czas, w końcu opuściło jego usta.

Jaeyoung, który jeszcze chwilę temu mówił poważnym tonem, nagle wybuchnął śmiechem.

– Nie da się tego opowiedzieć w całości. Gdybym to wszystko spisał, wyszłaby z tego książka na cztery tomy. – Na jego twarzy błąkał się lekki uśmiech. – To był piękny dzień. Zawsze miał taki drażniący wyraz twarzy, a był taki uroczy. Goniłem go i zanim się opamiętałem, był już moim chłopakiem.

– A kiedy się obudzisz, będzie twoim mężem?

– Dokładnie tak.

Jaeyoung z rozbawionym uśmiechem dodał:

– Wpadłem w pułapkę. Nie masz co się łudzić. Będę przy nim nawet wtedy, gdy obaj dożyjemy osiemdziesiątki, a on będzie na mnie warczał, żebym umył mu protezę.

– …

– A jeśli przyjdzie mi się ponownie odrodzić, to i w kolejnym życiu z nim będę.

Gdyby Jaehong usłyszał te słowa przed spotkaniem z Sangwoo, prychnąłby, uznając je za przesadzone. Teraz jednak tylko kiwnął głową z pełnym przekonaniem.

– To dziwne…

– Cóż, są na tym świecie kajdany, w których można poczuć się dobrze.

Jaehong odniósł wrażenie, że jego twarz nieznacznie tężeje. Nagle ogarnęło go dziwne, nieprzyjemne uczucie. Gdyby Jaeyoung chełpił się wysokością swojego wynagrodzenia czy rozmiarem apartamentu, pewnie nie zrobiłoby to na nim żadnego wrażenia. Ale wspólne zdjęcia, zabawne anegdoty, szerokie uśmiechy i pewność siebie w głosie… To wszystko wydało mu się ogromnie irytujące. Chciał zareagować na jego słowa, rzucić coś kąśliwego, chciał zmazać mu z twarzy ten szczęśliwy uśmiech.

– Z uśmiechem byłoby ci do twarzy, Jang Jaehong.

– …

– Charakter masz podły, ale jeśli chodzi o wygląd…

– Co?

Jaeyoung, który jeszcze chwilę temu się śmiał, nagle spoważniał. Jego brat miał ochotę zakląć, ale zamiast tego przywołał na twarz wymuszony uśmiech.

– Pewnie wyglądam jak doktor lub jakiś narcyz.

– O, serio? Zaskoczyłeś mnie, bo myślałem, że twój idealny typ to Sangwoo.

– …

– No i co z tego, nawet jeśli podoba ci się cudzy facet? Przecież nie zamierzasz mu się narzucać, prawda?

Jaehong zignorował sarkastyczny ton Jaeyounga i bez słowa spojrzał za okno. Tymczasem Jaeyoung sięgnął po butelkę wina i zakręcił nią w dłoni.

– Wziąłem coś ładnego. Mogę?

– Rób, co chcesz.

– Wezmę też trochę mięsa i go nakarmię. Od jakiegoś czasu jest za chudy.

Jaehong miał wrażenie, że to Sangwoo przejął nad nim kontrolę. Jaeyoung wydawał się człowiekiem, który sam wpadł w pułapkę, dobrowolnie oddając swoją racjonalność w zamian za ten związek.

Jaeyoung przez chwilę bawił się obrusem, po czym nagle zapytał:

– Wracasz od razu?

– Chyba tak.

– Przejechałeś taki kawał drogi. Powinieneś się rozerwać. Jest tu sporo pięknych plaż.

– Może masz rację.

Początkowo zamierzał wrócić do domu zaraz po osiągnięciu celu, ale po totalnej porażce czuł się wyczerpany. Potrzebował odpoczynku. Na którejś z tych plaż na pewno znajdzie się jakiś dobrze zbudowany, opalony mężczyzna, który tymczasowo wypełni pustkę w jego sercu.

Jaeyoung zjadł kawałek sera, wziął swoje rzeczy oraz butelkę wina i wstał od stołu. Skinął na kelnera, by uregulować rachunek. Zapłaciwszy, znów spojrzał na brata.

– Chodź. Masz już jakiś hotel?

– Odwieziesz mnie? Myślałem, że jesteś zajęty.

– Lepiej, żebym cię odwiózł. Poza tym coś mi się od ciebie należy.

– Co takiego?

– Oddaj mi to, co masz na sobie. Nawet perfumy.

– …

– Założyłeś się, pamiętasz?

Jaehong nie przypominał sobie żadnego zakładu.

– No dalej, wstawaj. Jak się będziesz opierać, to cię po prostu zgarnę.

– Kretyn.

Jaeyoung uśmiechnął się, jakby ta obelga była komplementem. Kiedy Jaehong w końcu wstał, jego brat odwrócił się w stronę wyjścia.

– Mówisz, że mamy takie same geny…

Wspominając słowa Sangwoo, Jaehong poczuł, że jego bliźniak tego dnia stał się kimś zupełnie innym. Miał wrażenie, że stracił coś bardzo istotnego, coś, co ich łączyło.

– Jang Jaeyoung.

– Hm?

Jaeyoung odwrócił się, wyglądając na niezbyt zainteresowanego. Jego brat poczuł, że coś między nimi się zmieniło. Czy to dlatego, że w ich świecie była już trzecia osoba? Człowiek, który skrywał swoje emocje pod maską beztroski, nagle wyglądał, jakby znajdował się w zupełnie innym miejscu. W umyśle Jaehonga mieszały się jednocześnie sprzeciw i zazdrość.

– No chodź, zobaczmy się z Choo Sangwoo.

Jaehong westchnął i ruszył za nim, wiedząc, że właśnie całkowicie przegrał.

Kiedy opuszczali restaurację, nagle przez głośniki rozległ się komunikat:

– Uwaga, goście z 15. piętra. Bagaż pana Erica Janga został zdeponowany w recepcji. Prosimy o jego odbiór. Powtarzamy…

Jaehong spojrzał na brata i obaj wybuchnęli śmiechem.



Tłumaczenie: Juli.Ann

Korekta: paszyma



 Poprzedni  👈              👉 Następny 


Komentarze

Popularne posty