SE [TOM 5 ] – Rozdział 23.6





    – Pozwól, że pokażę ci przykład.

    Sangwoo zignorował prośbę Jaehonga i ostrożnie schował aparat do torby. Wyciągnąwszy z kieszeni telefon, długo przeglądał album ze zdjęciami, aż w końcu wybrał jedno i pokazał je Jaehongowi. Na tle ciemnej pustyni jego brat prowadził pojazd przypominający odkrytego terenowego jeepa, mając na głowie przewiązaną chustę. Horyzont był przechylony i rozmazany, ale szeroki uśmiech rozjaśniał twarz mężczyzny. Jaehong nigdy wcześniej nie widział Jang Jaeyounga tak szczęśliwego.

    – Od razu po tym zdjęciu zacząłem żałować, że nie mam aparatu. Wiatr był tak silny, że rozbił mi sprzęt, a ja najadłem się piasku. Ale mam tę fotografię, więc jest w porządku.

    Nagle Sangwoo stał się rozmowny.

    Co ja mam z tym zrobić?

    Nadszedł moment, by się z nim zmierzyć, ale Jaehong jedynie ciężko westchnął. Dlaczego pojechali na pustynię? Dlaczego Jang Jaeyoung tak szeroko się uśmiechał? I dlaczego Sangwoo pokazywał mu to zdjęcie? Nie czuł najmniejszej ciekawości wobec jego wspomnień. Zmienił więc temat, powstrzymawszy się od uszczypliwej uwagi.

    – Chyba lubisz podróżować.

    – Tak. Ten sam obiekt wygląda inaczej w zależności od tła.

    – Zgadza się. Dokąd wybieracie się na najbliższy urlop?

    – Za koło podbiegunowe w Kanadzie.

    – Żeby zobaczyć zorze polarne?

    – Tak. I pojeździć na snowboardzie. Byłem tam cztery lata temu, ale przez pogodę nie udało mi się zobaczyć zorzy. Naprawdę chcę ją zobaczyć z Jaeyoungiem.

    Mężczyzna mówił obojętnym tonem, jakby został zmuszony do tej rozmowy.

    Znużenie i poczucie obowiązku w długoletnim związku.

    Jaehong poczuł, że natrafił na lukę.

    – Nie wiem, co ta światłość oznacza dla turystów. Wydaje mi się, że można by poświęcić czas i pieniądze na coś bardziej wartościowego.

    – Cóż, kiedyś myślałem podobnie.

    – Słucham?

    – Siedem lat temu powiedziałbym, że nie rozumiem, dlaczego ludzie tak szaleją na punkcie jonizacji cząsteczek powietrza, kiedy plazma z wiatru słonecznego ociera się o atmosferę.

    Siedem lat temu… To było, zanim zaczęli się spotykać.

    – A teraz?

    – Teraz… Chcę mniej tlenu, a więcej azotu i neonu, kiedy plazma w wietrze słonecznym uderza w atmosferę. Spośród całego spektrum światła widzialnego Jaeyoung wygląda najlepiej w czerwieni.

    Znów to nieprzyjemne uczucie.

    Mężczyzna, który robi zdjęcia, by posiąść Jang Jaeyounga. Mężczyzna, który podróżuje, by uchwycić jego tło. Mężczyzna, który pragnie, by zorza była czerwona, bo to najlepiej podkreśli wygląd jego chłopaka. Nieważne, jak dziwne to było. Nieważne, jak obojętną przyjmował postawę. Wniosek mógł być tylko jeden.

    – Myślałem, że chcesz go poślubić dla pieniędzy.

    Może to przez własne doświadczenia Jaehonga – był przyzwyczajony do relacji opartych tylko na ciele. Może to dlatego, że miał już dość związków, w których pieniądze były kością niezgody. Sam pomysł, że w tej relacji mogłaby istnieć „miłość”, budził w nim niesmak.

    – Choo Sangwoo.

    – Tak?

    – Jaki park odwiedzisz następnym razem?

    – To miejsce, w którym można poznać historię ludzkich wojen i znaczenie pokoju.

    – To nie brzmi dobrze. Wolałbym porozmawiać z tobą na osobności, w spokojniejszym miejscu.

    Facet, który patrzył na wyblakłe zdjęcia, mając nos przyklejony do szyby w akwarium, odwrócił się z podejrzanym wyrazem twarzy. Jaehong spojrzał mu prosto w oczy, nie odwracając wzroku.

    – Myślę, że zobaczyłem już wystarczająco dużo. Chodźmy. Naprawdę warto zobaczyć to z tej perspektywy. – Sangwoo wskazał znak z napisem „Kamuflaż – mistrzowie ukrycia”.

    Jaehong przyglądał się jednak innemu plakatowi.

     „Romantyczna kolacja w podniebnej restauracji! 10% zniżki! Ciesz się wspaniałym widokiem na 15. piętrze u boku ukochanej osoby”.

    Bliźniak nie zamierzał dłużej tracić czasu. Spędził już 58 minut na bezowocnej rozmowie. Okazało się, że w korytarzu była winda. Wsunąwszy jedną dłoń do kieszeni, drugą Jaehong nacisnął przycisk.

    – Dokąd chcesz iść?

    – Na 15. piętro.

    – To restauracja. Jesteś głodny?

    – Mówiłem, że chcę porozmawiać z tobą w spokojnym miejscu.

    – Jeśli nalegasz, zrobię to, ale miałem inny plan.

    Sangwoo spojrzał na zegarek z niezadowoloną miną, ale Jaehong udawał, że tego nie zauważył. Winda wkrótce przyjechała i obaj weszli do środka. Jaehong oparł się o ścianę, a narzeczony jego brata stanął wyprostowany przy drzwiach.

    – Dobrze wyglądasz.

    Sangwoo sprawiał wrażenie przystojnego, o ile nie otwierał ust. Jaehong nie miał specjalnego gustu co do fryzury czy ubioru, ale nawet przy przeciętnym stylu twarz tego mężczyzny miała pewien magnetyzm. Smukła sylwetka podkreślała delikatne rysy. Kąt nachylenia jego czoła i drobna twarz sprawiały, że wyglądał młodziej, niż wskazywałby jego wiek. Podbródek miał wąski, szyję szczupłą, skórę jasną…

    Chciałbym zacisnąć na niej dłoń…

    – Obserwujesz mnie? – odezwał się cicho Sangwoo. Atmosfera w windzie nagle zgęstniała.

    Jaehong odpowiedział od razu, jakby tylko na to czekał:

    – Tak. Nie mogę oderwać od ciebie wzroku.

    – Dlaczego mi się przyglądasz?

        – Nie wolno mi? Uważam, że przystojni ludzie są dobrem publicznym.

    – Jak na ekonomistę masz nieprzyzwoite poczucie humoru.

    Sangwoo lekko się uśmiechnął, a gdy ich spojrzenia się spotkały, Jaehong wyczuł swoją szansę.

        Nie zmarnuję jej.

    Zbliżywszy się o krok, pochylił się tak, by ich spojrzenia się skrzyżowały.

    – Powiedz mi… przypominam Jang Jaeyounga?

    – Tak, jesteście identycznymi bliźniakami.

    – To zabawne. Tyle błędów.

    Brwi Sangwoo lekko się zmarszczyły. Jego wzrok powoli przesunął się od włosów Jaehonga przez jego szyję, tors, biodra aż po czubki butów.

    – Skąd jest ta koszula?

    – Szyta na miarę.

    – Szkoda. Chciałem kupić taką samą dla mojego hyunga.

    Czy to normalne myśleć o prezencie dla ukochanego, kiedy ktoś inny otwarcie cię uwodzi?

    Jaehong naprawdę nie rozumiał, jak funkcjonuje umysł tego człowieka.

    – Jaeyoung rzadko nosi garnitury, ale ma swój własny styl. Uważa, że standardowy wygląd jest nudny.

    – Zgadza się.

    – Gdybyś był tak ubrany… Jestem pewien, że trafiłoby go to prosto w serce.

    Jaehong wypowiedział te słowa mimochodem, a później zamilkł, spoglądając w stronę otwartych drzwi. Jego rozmówca wydawał się spokojny, ale pod tą fasadą kryło się coś intensywnego.

    Atmosfera w restauracji na 15. piętrze była przyjemna. Nie była to ani pora lunchu, ani kolacji, więc miejsce nie było zatłoczone, a na pewno łatwiej było się tu skupić niż w muzeum wojny. Gdy tylko usiedli przy stole przykrytym białym obrusem, podszedł do nich kelner i podał menu w twardej oprawie. Jaehong, bez pośpiechu przeglądając karty win, przesunął menu w stronę swojego towarzysza.

    – Na co masz ochotę? Tym razem ja stawiam.

    – Niczego nie potrzebuję.

    – Może chociaż przekąskę?

    – Zjem później kolację z hyungiem.

    Oczywiście. Jaehong udawał, że go to nie drażni, ale i tak złożył zamówienie na paletę serów i białe francuskie wino. Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał. Mężczyzna skrzyżował ręce i patrzył przez okno, a Jaehong, analizując w myślach możliwe tematy rozmowy, przyglądał się jego sylwetce.

    Czarne polo dopasowało się do jego wyprostowanych ramion, a smukłe, lecz wyraźnie zarysowane mięśnie przyciągały uwagę. Na palcu miał obrączkę identyczną jak ta, którą widział wcześniej u Jaeyounga. Skóra na jego dłoniach nosiła ślady kilku długich, cienkich zadrapań.

    – Masz blizny na rękach.

    Mężczyzna rzucił na nie okiem, po czym znów odwrócił wzrok ku oknu.

    – Mamy w domu zwierzę.

    Kształt zadrapań przypominał ślady pazurów kota. To była dobra okazja, by złagodzić atmosferę.

    – Kota? Jaka rasa?

    – Koty nie mają tak rozbudowanej klasyfikacji rasowej jak psy, ale jeśli już chcesz wiedzieć – to mieszaniec.

    – Ludzie też dzielą się na kategorie według własnej wygody. Najważniejsze, żeby był zdrowy.

    – Kiedy Jaeyoung go znalazł, był na granicy śmierci z powodu pasożytów i niskiego poziomu białych krwinek, ale teraz ma się dobrze.

        – Rozumiem. Jak się nazywa?

    – Jego pełne imię to Visual Basic. Wołamy na niego Bibi.

    – Ciekawe imię.

    – Miał związek z moim zawodem. Chciałem, żeby brzmiało znajomo, ale plan się nie powiódł.

    Jaehong poczuł, że temat nie zmierza w dobrym kierunku, i szybko zmienił go na inny.

    – Nigdy nie przepadałem za kotami. Są mniej lojalne niż psy.

    Sangwoo zmarszczył brwi.

    – Nie uznają nikogo tylko za to, że ktoś daje im jeść i po nich sprząta. Nie wiem, czy to głupota, czy po prostu cecha charakteru, ale to poważny problem.

    – Nigdy nie miałem kota, a mój ojciec kochał psy. W domu zawsze były co najmniej dwa.

    – Wiem. Lucy i Tan, labrador i owczarek niemiecki. Hodowaliście je we Francji, dopóki nie skończyłeś dziewięciu lat. Słyszałem, że bardzo płakałeś, gdy się z nimi rozstaliście.

    Jaehong zacisnął usta.

    – Jaeyoung ci o tym opowiadał?

    Nagle uderzyło go wspomnienie dużych psów, które miał w dzieciństwie. Kiedy jego ojciec zmienił pracę, przekazał je nowemu właścicielowi. Tamtej nocy Jaehong płakał, wsłuchując się w cichy oddech Jaeyounga śpiącego obok.

    – W Hongkongu przez dwa lata hodowałeś samojeda o imieniu Mir.

    – To prawda. Był bardzo uparty, więc zabrałem go ze sobą do Anglii.

    To było w czasie rozwodu ich rodziców. Jaeyoung wrócił do Korei z matką, a Jaehong został z ojcem w Anglii.

    Nagle rozmowa zaczęła płynąć naturalnie. Wykorzystując ten moment, Jaehong sięgnął po kilka anegdot o psach, które miały złagodzić nastrój.

    – Miałem kolegę na studiach, który szczekał, kiedy się upił.

    – Rozumiem.

    – Było to tym bardziej zaskakujące, że szczekał jak suczka. Kiedyś rozeszła się plotka, że pewnej nocy, gdy się upił, pod jego mieszkaniem zebrało się stado samców w rui, powodując skargi mieszkańców.

    Sangwoo ani się nie roześmiał, ani nie okazał irytacji. Po prostu wysłuchał historii z neutralnym wyrazem twarzy, skinął głową i podziękował.

    – Możemy wrócić do tematu dzieciństwa?

    – Jeśli chcesz.

    Sangwoo przesunął wzrokiem po Jaehongu.

    – Jaeyoung był popularny wśród dziewczyn, prawda?

    Bliźniak nie zastanawiał się długo nad odpowiedzią.

    – Bardziej niż powinien.

    – Chyba żartujesz. To niemożliwe. – Narzeczony brata uśmiechnął się, jakby nie wierzył w jego słowa. – Jego pierwsza dziewczyna miała na imię Amelia. Miał dziesięć lat. Musiałeś ją znać.

    – Tak, pamiętam…

    – Jaka była?

    – Niezbyt bystra.

    – Mój hyung wciąż mówi, że była jego pierwszą miłością. – Sangwoo nagle się ożywił, a w jego oczach pojawił się blask. – Przez 17 lat praktykował umawianie się na randki z dziewczynami, by w końcu uwieść mnie. Kto w to uwierzy?

    Jaehong uważnie na niego spojrzał, a narzeczony brata kontynuował:

    – Jaeyoung grał w koszykówkę jako dziecko? Bił się w szkole? Kiedy zaczął rysować? Jak traktował starszych? Jakiego był wzrostu i wagi w pierwszej klasie podstawówki?

    Pytania padały jedno po drugim, a Jaehong, który nigdy nie przywiązywał wagi do przeszłości swojego brata, nie potrafił odpowiedzieć na żadne z nich.

    – Jeśli masz jakieś jego rysunki, skany lub notatki, chętnie je odkupię. A jeśli masz oryginały – jeszcze lepiej.

    – Nie.

    – Listy, zeszyty, cokolwiek.

    – Nic.

    Jaehong zdał sobie sprawę, że nie miał do czynienia z zakochanym człowiekiem, ale z kimś, kto był na granicy obsesji. W tym momencie kelner przyniósł wino i przekąski, a Jaehong skorzystał z okazji, by zmienić temat.

    – Nie wyglądasz na kogoś, kto dużo pije.

    Mężczyzna przez chwilę patrzył ponad ramieniem Jaehonga. Widocznie coś tam było, skoro tak długo wpatrywał się w jedno miejsce. Bliźniak odwrócił się, ale nie dostrzegł niczego szczególnego – zwykły widok restauracji.

    – Dlaczego tam patrzysz? Co tam jest?

    – Nic takiego.

    – Coś widziałeś.

    – Jaeyoung ciągle tu krąży.

    – Jang Jaeyoung?

    – Twierdził, że jest zajęty, ale nie wiem, co robi, paradując w peruce.

    Jaehong gwałtownie się odwrócił i zaczął nerwowo rozglądać się po restauracji, ale nigdzie nie dostrzegł swojego brata. Głos Sangwoo rozbrzmiał mu tuż przy uchu:

    – Już się ulotnił.

    – Jeśli ciągle tu chodził, to widziałeś go już kilka razy?

    – Nie zauważyłeś go na pierwszym piętrze? Chował twarz za ulotką i przeszedł obok nas w odległości metra.

    – O mój Boże, co za wariat!

    Jaehong załamał się, przypominając sobie, jak brat zapewniał go, że da mu dwie godziny, a potem sklei wskazówki i wyciągnie wnioski. Tymczasem nawet nie wytrzymał bez obserwowania go z ukrycia. Sangwoo ponownie rozejrzał się dookoła i ściszył głos, jakby obawiał się, że ktoś ich podsłuchuje.

    – Udawaj, że o niczym nie wiesz. Błagam.

    – Co? Dlaczego?

    – Jeśli odkryje, że został przyłapany w przebraniu, oszaleje ze szczęścia.

    Jaehong nic nie odpowiedział, ale wyraźnie poczuł, jak wzbiera w nim irytacja.

    – Pięć lat temu, w prima aprilis przyszła do mnie paczka, a gdy otworzyłem drzwi, ujrzałem przystojnego listonosza. Bez zastanowienia odruchowo go pocałowałem.

    – Chcesz powiedzieć, że... – Jaehong zaniemówił.

    – Tak, to był Jaeyoung.

    – Ale teraz już naprawdę zniknął?

    – Tak, przed minutą.

    Jaehong zerknął na zegarek. Zostało mu 36 minut. Nie było już czasu na przeciąganie sprawy. Jeśli Jang Jaeyoung nagle zniknął, to sytuacja mogła stać się jeszcze bardziej nieprzewidywalna. Narzeczony jego brata nie rozumiał aluzji, więc jedyne, co pozostawało Jaehongowi, to zagrać otwarcie. Napił się wina i utkwił wzrok w swoim rozmówcy. Po chwili jego oczy spotkały się z ciemnymi, przenikliwymi tęczówkami.

    – Choo Sangwoo.

    – Tak?

    Jaehong na moment się zawahał, po czym ściszył głos do szeptu.

    – Czy naprawdę sądzisz, że przyleciałem tutaj tylko po to, żeby oglądać ryby?

    – Powiedziałeś, że jesteś na wakacjach.

    – To tylko wymówka. Mam swój cel.

    Sangwoo kilkakrotnie zamrugał, jakby analizował jego słowa. Po chwili spojrzał na Jaehonga z wyrazem twarzy sugerującym, że już wszystko wie.

    – Wiedziałem to od samego początku.

    Jaehongowi dosłownie opadła szczęka.

    – Co...?

    – Tak naprawdę od razu się zorientowałem.

    – Od kiedy...?

    – Po 12 minutach, czyli od momentu, gdy wsiadłeś do mojego auta, po tym jak nie udało ci się wprosić do naszego domu. Podejrzewałem cię od samego początku. – Sangwoo splótł palce i przemówił tonem detektywa, który właśnie rozpracował sprawę.

    – Przyleciałeś tu, żeby sprawdzić, czy nadaję się na męża dla Jaeyounga, prawda?

    – Co?!

    – Obserwowałeś mój styl życia, zadawałeś pytania, żeby ocenić moje reakcje, testowałeś moją odporność, rzucając niewygodne tematy, sprawdzałeś moją sprawność, każąc cię uczyć fotografii, a nawet oceniłeś moje zdrowie, analizując mój wygląd.

    Jaehong zaczął się czuć coraz bardziej nieswojo.

    – A więc? Jaką dostałem ocenę?

    Mężczyzna wyglądał, jakby zupełnie się tym nie przejmował.

    Jaehong miał ochotę rzucić to wszystko i uciec. Przetrwał wiele pułapek i niezręcznych sytuacji, ale tym razem miał naprawdę dość. Jednak jeśli teraz by się poddał, Jaeyoung będzie musiał poślubić tego gościa! Wziąwszy głęboki oddech, podjął decyzję.

    – Sprzeciwiam się temu małżeństwu.

    – Wiedziałem.

    Zamiast gwałtownej reakcji, mężczyzna po prostu przyjął tę deklarację z absolutnym spokojem. Jaehong czuł, że z każdą chwilą jego opór słabnie. Poczuł, że tym razem naprawdę nie ma sił, by walczyć.

    Nagle Sangwoo poważnym tonem dodał:

    – Jeśli sprzeciwiasz się temu z powodu mojej płci, jak Shin Jongseok i Shin Mihee, to proszę, przemyśl to jeszcze raz.

    – Co?

    – Poza tym… nie wybrałeś ani swojego brata, ani swojej orientacji.

    Jaehong niemal zamarł.

    – Boże… Nie… Spotkałeś mojego dziadka?!

    Ich dziadek był człowiekiem wyjątkowo upartym. I z wiekiem stawał się jeszcze bardziej konserwatywny. Nie mógłby zaakceptować faktu, że jego ukochany wnuk poślubi mężczyznę. Sangwoo nie wyglądał jednak na speszonego.

    – Odwiedziłem go trzy miesiące temu, by wręczyć mu zaproszenie.



Tłumaczenie: Juli.Ann

Korekta: paszyma



 Poprzedni  👈              👉 Następny 

Komentarze

  1. Jak ja uwielbiam tą novelkę 💖 Sangwoo jest po prostu niedopodrobienia XD Już nie mogę się doczekać spotkania z dziadkiem to pewnie będzie epickie 😂 Bardzo dziękuję za tłumaczenie 💕

    OdpowiedzUsuń
  2. Po prostu sangwoo jest genialny! niewinnie i spokojnie niechcący demoluje światopogląd szwagra 🤣💙💚

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaskakuje mnie to, w jakim kierunku to zmierza...:)))))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty