BTS – Rozdział specjalny 6 [18+]


 


Razem

[Pat]

 

    Zarówno moja rodzina, jak i rodzina Prana rzadko wyjeżdżały na wakacje lub święta. Po pierwsze nienawidziliśmy tłumów. Po drugie wolałem uniknąć utknięcia w samochodzie, gdy wszystkie drogi wylotowe z miasta były zakorkowane przez tłumy urlopowiczów. I z jeszcze jednego powodu…

    Mój tata i tata Prana mieli niekończącą się i niewypowiedzianą rywalizację o to, z czyją rodziną spędzimy czas. To była odwieczna gra seniorów. Często Pran i ja decydowaliśmy się zostać w domu w święta, chodząc tam i z powrotem między domami, by starsi mężczyźni nie czuli się zaniedbani. Czasem jednak wykorzystywaliśmy nasze urlopy, by wyjechać gdzieś, gdzie było cicho i spokojnie.

    Chcieliśmy jechać nad wodę i tym razem moim teściom udało się do nas wprosić. Wujek Pakorn lubił łowić ryby, więc tego dnia wszyscy trzej robiliśmy to przy tamie w Kanchanaburi.

    – Jesteś zbyt niecierpliwy – powiedział z uśmiechem jedyny syn sąsiadów. Miał wiadro pełne ryb, które planował potem wypuścić. Jeśli chodzi o mnie, trzymałem się jego boku przez cały dzień, lecz nie złowiłem ani jednej ryby.

    – Mam pecha.

    – Ryba kilka razy chwyciła przynętę. Szarpnąłeś wędką, gdy tylko drgnęła. Jak miałbyś ją w taki sposób złapać?

    – Straciłbym ją, gdybym był zbyt wolny – odpowiedziałem, a senior siedzący obok mnie zachichotał cicho.

    – Nie złapiesz nic do końca dnia, jeśli będziesz się tak wiercił – mruknął. Jego głos odbijał się echem w ciszy. – Może następnym razem będziesz łowił ze mną w Bangkoku?

    – Wow, odpuszczę. Nie sądzę, żebym to polubił.

    – Dobrze jest ćwiczyć cierpliwość i spokój – wyjaśnił wujek Pakorn z uśmiechem na twarzy.

    – Nie mogę. Od siedzenia już bolą mnie plecy, a mimo to nie udało mi się nic złapać.

    – Jesteś jeszcze młody i silny. – Niski głos ojca Prana był niesiony przez wiatr. Z tego miejsca widzieliśmy stado ptaków przelatujących przez chmury nad wielkim, okrągłym, żółtym słońcem powoli tonącym za tamą. – Tu jest naprawdę pięknie.

    Pran kiwnął głową, a spławik znów zadrgał. Tym razem udało mu się złowić olbrzymiego wężogłowa, a po chwili wujek również złowił kolejną rybę. Westchnąłem, spoglądając na swoje puste wiaderko.

    – Hej, synu, możesz wypuścić moje ryby.

    Kurewsko nienawidziłem wędkowania. Co jednak mogłem zrobić? Mój teść i moja żona wydawali się to bardzo lubić.

    – Powodzenia jutro, nowicjuszu. – Pran poklepał mnie po ramieniu i podniósł wiadro ojca, by zwrócić ryby naturze. Zebrał wszystkie wędki i zaniósł je do ośrodka. Stałem przy tamie przez chwilę, zanim senior do mnie podszedł.

    – Nie lubisz wędkować?

    – To nie pasuje do tak porywczego faceta jak ja.

    – Ale próbowałeś przez cały dzień. – Wujek Pakorn uśmiechnął się. Miał dokładnie taki sam uśmiech jak jego syn. – Porywczy człowiek z dużą cierpliwością.

    – Cóż, Pran to lubi. – Ostatnie światło odbijało się od powierzchni wody, połyskując. Spojrzałem przed siebie na aksamitny dywan ozdobiony brokatem. – Poza tym już minęły miesiące, odkąd gdzieś razem wyjechaliśmy.

    – Musiałeś mieć dużo pracy w firmie.

    – Tak. Planujemy przenieść biuro. W tym jest już za ciasno.

    – Inwestujesz w akcje?

    – Analizuję to. Sprawy przerosły moje oczekiwania. – Bryza rozczesywała mi włosy. Nawet latem to miejsce bywało zaskakująco chłodne.

    – Poradzisz sobie z kolejną firmą?

    – Słucham?

    – Pran dobrze sobie radzi z biznesem, który założył z przyjaciółmi. Wygląda na szczęśliwego. – Wiedziałem o tym. Nic nie wskazywało na to, by miał wrócić i przejąć rodzinny interes. – A ja naprawdę bardzo chcę przejść na emeryturę.

    – Rozmawiałeś o tym z Pranem, wujku?

    – Wspomniałem mu o tym. Szkoda byłoby sprzedawać firmę, którą zbudowałem własnymi rękami. Moi krewni nie są wystarczająco kompetentni, by nią zarządzać. Nie chcę widzieć, jak wszystko się rozpada. Przynajmniej nie za mojego życia.

    – Cóż… Jaki masz plan?

    – Chciałbym najpierw usłyszeć twoje pomysły. Gdzie widzisz siebie za dziesięć lat?

    Będę wtedy przed czterdziestką. Mój tata prawdopodobnie już całkowicie przejdzie na emeryturę. Par będzie po studiach i po ślubie. Jeśli nie będę miał nowych marzeń, to chyba będę mógł mu pomóc.

    – Chcę zacząć realizować projekty architektoniczne dla Prana, żebyśmy mogli razem pracować. Nasze branże i tak są ze sobą powiązane. Jeśli do tego czasu jego firma będzie się dobrze rozwijać, możemy zostać partnerami.

    Słońce utonęło w wodzie, a moje oczy utkwiły w ciemnofioletowym niebie. Po kilku minutach zrobiło się zupełnie ciemno, bez świateł, z wyjątkiem latarni w naszym ośrodku. Wszędzie było cicho. Kiedy odwróciłem głowę, wujek Pakorn uważnie na mnie patrzył.

    – Zapytaj Prana, co on na to, jeśli pozwolę ci przejąć moją firmę.

    – Ale…

    – Możecie być współwłaścicielami. Rozważcie to, dobrze? Obaj. Dajcie mi odpowiedź za jakiś czas. Nie ma pośpiechu. Lepiej jednak określ się przed przeniesieniem biura. W ten sposób będziesz mógł dostosować wszystko do nowego planu.

    Mężczyzna odszedł w stronę ciepłego światła naszej kwatery. Zostałem na zewnątrz, wsłuchując się w odgłosy natury.

***

    – Mój tata tak powiedział?

    Pran i ja piliśmy piwo po kolacji, siedząc przy oknie pokoju w ośrodku, gdzie tylko drewniana deska oddzielała część wewnętrzną od zewnętrznej. Bryza niosła chłód wody, uderzając w nasze twarze. Gwiazdy w noc nowiu mieniły się na niebie tym samym kolorem co woda. Kiwnąłem głową i przycisnąłem usta do chłodnej puszki. Pran zrobił to samo, patrzył przed siebie, gdy położył drugą dłoń na mojej.

    – Co o tym myślisz?

    – Nie wiem. Nie mamy pojęcia, czy twój tata zgodzi się na plan mojego. Co pomyśli o dołączeniu do firmy faceta, do którego wciąż żywi urazę? On ciągle jeszcze z tym nie skończył, nawet po tych wszystkich umowach.

    – Chyba już skończył…

    – Może, Pat. Ale to poważna decyzja. – Pran rozważał ten pomysł, ściskając moją dłoń.

    – Tak. Jeśli mnie pytasz, to nie mam nic przeciwko. Nie mam też nic przeciwko późniejszemu połączeniu naszych firm. Duża ilość zarejestrowanego kapitału przyniesie nam korzyści w akcjach.

    – No właśnie! W ten sposób zmonopolizujemy wiele projektów, zarówno firmy twojego ojca, jak i mojej. I wszystkie twoje. W przypadku innych projektów architektonicznych sukces jest bliski. Cena akcji gwałtownie wzrośnie.

    – A kiedy firma zostanie zarejestrowana na giełdzie, odbiorą ci stanowisko prezesa – zaśmiał się Pran. – Gdybym był członkiem zarządu, nie wybrałbym ciebie.

    – Wyluzuj, mądralo. Twój tata mi ufa, ok? – odpowiedziałem. Światło było przyćmione. Gdy patrzyłem na mojego faceta, w głowie pojawiło mi się kilka zboczonych pomysłów, ale bałem się, że nie będziemy zbyt cicho, a za ścianą miałem teściów… – Więc nie masz nic przeciwko?

    – Mi to nie przeszkadza, dopóki mogę pracować z tym, czego się nauczyłem. W porządku będzie także, jeśli tego nie zechcesz. Znajdę sposób na przejęcie firmy i przeorganizowanie jej głównie na działalność architektoniczną. Ale jeśli tego chcesz i uda ci się to omówić z moim i twoim ojcem, to świetnie. W ten sposób będę mógł skupić się na własnych sprawach.

    – Wow, wcale nie pomagasz mi podjąć decyzji.

    – Mam plany na każdą opcję. Nie mogę porzucić tego, nad czym tak ciężko pracował mój ojciec. Jednak nie jestem jeszcze gotowy, by tym zarządzać.

    – W takim razie… Będziesz szczęśliwszy, jeśli przejmę firmę twojego taty?

    – Dobry Boże, Pat! Dlaczego pytasz, czy będę zadowolony z tego, co zdecydujesz się zrobić albo nie? Lepiej zadaj pytanie, czy sobie z tym poradzisz. Czy to nie będzie męczące? To podwoi twoje obowiązki.

    – To, czy sobie z tym poradzę, zależy od wsparcia. A to ty jesteś moim wsparciem, Pran. Dlatego pytam, która opcja sprawi, że będziesz szczęśliwszy.

    – To zależy od ciebie. – Pran przechylił głowę. Przygryzał wargę, a policzki zarumieniły mu się od piwa. – Wszystko zawsze zależało od ciebie.

    Słysząc te słowa, przyciągany jakąś dziwną siłą, zbliżyłem twarz do jego twarzy, aż nasze usta się zetknęły. Słyszeliśmy szum fal, mieszający się z dźwiękiem splecionych języków. Odchyliłem głowę, by nasze usta idealnie się zetknęły, otworzyłem oczy i obserwowałem z bliska gęste rzęsy jego zamkniętych powiek. Objąłem dłońmi blade policzki. Pran był w tej chwili dość pijany. Poznałem to po tym, jak wsuwał mi język do ust i chciwie nim obracał. Miażdżył i ssał moje wargi bez zażenowania. Przysięgam, że nie planowałem uprawiać z nim dziś seksu. Ale gwiazdy, fale i naturalna bryza kusiły mnie, bym zignorował postanowienie, jakie podjąłem wczesnym wieczorem. Nie pomagał mi pocałunek Prana i jego nabrzmiałe, czerwone usta, od których nie mogłem oderwać wzroku, gdy się odsunął.

    – Zaczekaj na łóżku. Zgaszę światło.

    Pran kiwnął głową, a ciemne włosy opadły mu na policzek.

    – Pospiesz się, Pat.

    Prawie zaszarżowałem w jego stronę. Gdy tylko zgasiłem światło, wczołgałem się na łóżko i znów się całowaliśmy. Bez chwili wahania zrzuciliśmy ubrania. Atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca.

    – Nie bądź za głośno, dobrze? – szepnąłem, gdy położył się na brzuchu.

    – Pat… Lubrykant…

    – Nie mam. Nie martw się, zwilżę cię językiem, zanim w ciebie wejdę.

    Zacisnąłem usta na jego nagim ramieniu, po czym pocałunkami wyznaczyłem ścieżkę po kręgosłupie. Pran napiął mięśnie i nie udało mu się zachować ciszy, gdy mój język dotknął jego miękkiego wejścia.

    – Pran, kocham cię – szepnąłem.

    Nasze oddechy mieszały się z dźwiękiem uderzających o siebie ciał, a chrapliwe głosy odbijały się echem od tamy. Kochaliśmy się prawie przez pół nocy.

***

    Światło słoneczne późnego poranka powitało mnie, gdy otworzyłem drzwi pokoju. Miło jest podróżować poza weekendem. Ośrodek był cichy, otwarte były tylko dwa pokoje: nasz i teściów, więc nie odczuwałem wstydu, wychodząc na zewnątrz w samych szortach, ponieważ nikt się nie gapił.

    – Wcześnie wstałeś, wujku – przywitałem mężczyznę, który łowił, siedząc w tym samym miejscu co wczoraj. – Dużo złapałeś.

    – Wczoraj miałem więcej. Może rozpoznają przynętę. Zjesz coś? Już późno.

    – Poczekam i zjem razem z Pranem – odpowiedziałem, siadając obok. Wolne dni są po prostu wspaniałe. Mogłem robić wszystko, kiedy tylko mi się podobało, bez żadnych zmartwień. – Pewnie wkrótce się obudzi.

    – Rozmawiałeś z nim?

    – Tak, ale muszę jeszcze skonsultować się z tatą. To nie powinien być problem, ponieważ już jestem prawie w stu procentach odpowiedzialny za nasz biznes.

    Teść kiwnął głową, obserwując spławik.

    – To musiała być ciężka noc. – Skurczyłem się trochę na jego uwagę. Odchrząknął, a jego warga zadrżała. – Dobrze jest być młodym.

    – Cóż… Nie zawsze.

    – Było dość głośno. Nie mogłem jednak rozróżnić głosów, który był twój, a który Prana. Przecież oba były męskie. – Moja twarz płonęła, a ręce na kolanach nagle zaczęły mi przeszkadzać. Podniosłem je, by przetrzeć policzki, próbując ukryć zażenowanie. Na litość boską, to wcale nie jest zabawne, gdy słyszę takie słowa od ojca mojego partnera, którego przeleciałem tak intensywnie, że z rozkoszy prawie stracił przytomność. – Nie zostawiaj go, Pat. Masz zarówno jego serce, jak i ciało, a ja zamierzam oddać ci swoją firmę.

    – Nie zostawię go. – Mój głos był stłumiony przez zakrywające twarz dłonie. Pomasowałem skronie. – Będziemy razem, dopóki jeden z nas nie umrze. Nie wyobrażam sobie życia bez Prana.

    – Pozwól, że zapytam… Kto jest mężem, a kto żoną?

    – Wujku…

    – Przestań mnie tak nazywać. – Jego słowom towarzyszył śmiech. – Nazywaj mnie po prostu tatą, tak jak robi to Pran.

    – Dobrze, tato.

    – To jaka jest odpowiedź? Dostałem zięcia czy synową? A może to zależy od nastroju?

    Przez chwilę milczałem zażenowany, po czym mruknąłem:

    – Masz zięcia.

    – Dlaczego tak cicho mamroczesz? Nie podoba ci się to? Mam porozmawiać z Pranem?

    – To nie tak, tato. – Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, jaką minę powinienem zrobić. Mężczyzna uśmiechnął się, a czyjeś lekkie kroki przerwały naszą rozmowę.

    – Co robicie? Idziecie jeść? Powiem personelowi, żeby coś przygotował.

    – Twoje kroki mogły wystraszyć ryby. – Wujek żartobliwie upomniał swoją żonę.

    – Przypłyną. Pran jeszcze nie wstał, Pat?

    – Nie.

    Czy ten mój zboczony facet miał pojęcie, że to, co zrobiliśmy zeszłej nocy, sprawiło, że trudno mi było teraz stanąć twarzą w twarz z jego rodzicami? Jego mama uśmiechnęła się chytrze i kiwnęła głową ze zrozumieniem.

    – Obudź go o jedenastej, żeby mógł wziąć prysznic i zjeść lunch. Powinniśmy się wymeldować do trzynastej, ale pozwalają nam zostać godzinę dłużej, bo w dzień roboczy nie ma innych gości.

    – Dobrze, obudzę go.

    Odeszła, zostawiając teścia i mnie znowu samych.

    – Przedyskutuj z ojcem to, co ci powiedziałem. Pran mówił, że nie żywi już urazy?

    – Tak. Ostatnio często zapraszał go na kolację, więc nie powinno być problemu. Należy jednak wziąć pod uwagę różne podejście obu firm. Wciąż zastanawiam się nad tym, jak skomplikowane to będzie, jeśli zajmę się wszystkim sam.

    – Masz życiowego partnera. Znajdźcie wspólny sposób.

    Dostałem od niego wielką szansę. Podciągnąłem kolana do klatki piersiowej i spojrzałem na horyzont łączący się z wodą i białymi, puszystymi chmurami na niebie. Moje dni z Pranem miały ciągnąć się w nieskończoność. Wczoraj słońce świeciło jasno, tak samo jak dziś, jutro, pojutrze i w kolejne dni. Drzwi były otwierane i zamykane. Żadna ryba nie chwyciła przynęty wujka Pakorna, gdy zabrzmiały nowe kroki. Pran położył się obok mnie. Nasze ciała się nie stykały, ale oczy wpatrywały się w to samo miejsce.

    – Jesteś głodny, Pran?

    – Jeszcze nie. Chcę się rozbudzić. Jadłeś już?

    – Nie. Czekałem na ciebie.

    Nasze dłonie zbliżyły się do siebie, jednak nie dotykały się tak jak wtedy, gdy byliśmy sami.

    – W takim razie chodźmy.

    Kiwnąłem głową i wstałem pierwszy, po czym wyciągnąłem do niego rękę. Pran ją ujął i pozwolił mi podnieść się, aż stanęliśmy obok siebie i ruszyliśmy w stronę ośrodka.

    Nie zostawiaj go.

    Słowa ojca Prana rozbrzmiewały mi w głowie, a ja z całego serca obiecałem mu, że tego nie zrobię.

    Nie zostawiaj mnie.

    Wiedziałem, że wypowiedziana kiedyś prośba, to obietnica Prana, że on również nigdy nie odejdzie.


KONIEC


Tłumaczenie: Baka 

Korekta: paszyma / Juli.Ann



 Poprzedni   👈      

 

Komentarze

  1. No i kolejna nowelka za nami...Dziękuję bardzo za literki i bardzo się cieszę, że kiedyś przypadkiem trafiłam na Waszą stronę. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez czytania którejś z Waszych BL-ek. Uzależniacie ludzi-ale to bardzo miła i nieszkodliwa używka:) Pozdrawiam gorąco i czekam na nowe:):):)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty