BTS – Rozdział specjalny 5
Kochaj mnie, kochaj mojego tatę
[Pran]
Nie mogłem oddychać...
Otworzyłem oczy i stwierdziłem, że nie mogę się ruszyć. Odwróciłem się i spojrzałem na śpiącego faceta, który się na mnie opierał. Wygodnie na mnie leżał, nie przejmując się tym, że mogłem mieć paraliż senny.
– Pat – zawołałem winowajcę, który sprawił, że moje ramiona i prawa połowa ciała zdrętwiały, ale się nie ruszył. – Pat! – Tym razem uszczypnąłem go w ramię tak mocno, że podskoczył.
– To boli!
– Ból cię przynajmniej obudził.
– Trzeba było użyć innych sposobów. – Pat się uśmiechnął, chwytając mnie za kark i ciągnąc w dół. – Oglądałeś Śpiącą Królewnę?
– Nie ta bajka. Zdecydowanie jesteś Bestią – wykrztusiłem, odwracając wzrok.
– Daj Bestii buziaka.
Stłumiłem uśmiech i poddałem się jego dłoni, która przyciągała mnie do siebie. Pozwoliłem dzikiemu psu bawić się moimi ustami do woli, zanim skubnąłem jego dolną wargę.
– Hmm, nie bylibyśmy w stanie zejść z łóżka, gdybyś kontynuował w ten sposób. Wstajesz?
– Tak, proszę pana – powiedział drwiąco Pat, wyciągając rękę, żebym go podniósł. Pocałował mnie w policzek i pchnął w stronę łazienki. Zazwyczaj ciągnął mnie pod prysznic w dni, kiedy razem wyjeżdżaliśmy.
– Jedziesz jutro do pracy za miasto, prawda? – zapytałem mojego chłopaka, który zapinał właśnie koszulę.
– Tak, na tydzień – narzekał Pat. – Gdybyś nie był zajęty, zabrałbym cię ze sobą.
– Mówisz jak rozpieszczony dzieciak. – Uśmiechnąłem się. Podszedłem i klepnąłem go po ręce, zanim zapiąłem resztę guzików, a potem chwyciłem krawat, by mu go założyć. – Wszystko gotowe – powiedziałem, patrząc w górę, i ujrzałem, jak przymyka oczy w sposób, który sprawił, że moje policzki płonęły.
– Mówię poważnie – szepnął. – Jak mam spać bez ciebie?
– Przestań jęczeć – mruknąłem, ściskając mu policzki. – Zajmij się pracą i wracaj szybko.
– A tak przy okazji, jak poszło asystowanie przyjacielowi w jego firmie? Nie powiedziałeś mi nic wczoraj wieczorem.
– Kto odebrał mi szansę na zrobienie tego? – Zmarszczyłem brwi, a Pat otarł twarz o mój policzek. – Wystarczy.
– Więc?
– Było w porządku. Przeszkoliłem juniorów i oceniłem projekty. Prawdopodobnie za kilka miesięcy wszystko się ustabilizuje.
– Świetnie. Dużo się nauczyłeś, więc bez problemu założysz własną firmę.
– Przestań gadać. Spóźnisz się.
– Ok. Do zobaczenia wieczorem, Pran.
– Czy chociaż raz będziesz spał u siebie? Twoi rodzice się zdenerwują. – Spał w moim pokoju już od dwóch tygodni bez przerwy. Kiedyś było to co drugi dzień lub co dwa dni, ale ostatnio nie chciał wracać do domu, bo nikt nie protestował.
– Twój dom jest moim. Mój dom jest twój. Co za różnica?
Przewróciłem oczami.
– Pat, a pytałeś ojca, zanim to powiedziałeś?
– Nie. Nie obchodzi mnie to.
– Po prostu już idź – uciąłem i wypchnąłem go z pokoju.
***
– Pran.
– Hmm? – Odwróciłem wzrok od ekranu stażysty i skierowałem go na drugiego pracownika. – O co chodzi?
– Twój telefon.
– W porządku, zajmę się tym – odpowiedziałem, po czym odezwałem się do stażysty obok mnie: – Popraw tam, gdzie ci mówiłem, i zapisz plik osobno.
– Ok.
Kiwnąłem głową i wróciłem do biurka. Kiedy sprawdziłem telefon i zauważyłem nieodebrane połączenie od Pata, od razu do niego oddzwoniłem.
– Pran.
– Dzwoniłeś? O co chodzi?
– Tak, muszę cię prosić o przysługę.
Uniosłem brew, słysząc jego niezwykle poruszony głos.
– Co się stało, Pat?
– Par zepsuł się samochód. Zadzwoniła do mnie przed chwilą, ale ja wciąż jestem na spotkaniu.
– Gdzie jest? Pojadę tam – powiedziałem, sprawdzając zegarek. Była prawie dziewiętnasta. – Powiedziałeś jej, żeby nie wysiadała z auta?
– Stoi na drodze w pobliżu stacji benzynowej w centrum handlowym XXX.
– Rozumiem. Rozłączam się. Zadzwonię do niej.
– Jedź bezpiecznie, Pran. Dam znać, jak tylko skończę.
– Dobrze. Powodzenia.
Zakończyłem rozmowę i powiedziałem stażystom, że muszę już iść, po czym zebrałem swoje rzeczy i wyszedłem. W drodze na parking zadzwoniłem do Par i przypomniałem jej, by zamknęła drzwi samochodu i została w środku. Potem popędziłem na miejsce. Po trzydziestu minutach dotarłem i zatrzymałem się za samochodem siostry Pata.
Puk, puk.
Zostawiłem samochód na biegu jałowym i zapukałem w szybę samochodu Par. Widząc mnie, uśmiechnęła się, odblokowała drzwi i wyszła, by stanąć obok.
– Dziękuję, Pran.
– Wszystko w porządku? – Uśmiechnąłem się, delikatnie gładząc jej włosy. – Zadzwoniłem do mechaników. Wkrótce tu będą. Usiądź w moim aucie i zamknij drzwi.
– Nie siądziesz ze mną? Jest ciemno. Martwię się o ciebie.
– Spokojnie. Wsiadaj – powiedziałem, wyciągając rękę. – Daj swoje kluczyki.
Gdy się upewniłem, że Par wsiadła i zamknęła drzwi, przywitałem się z mechanikami, którzy właśnie podjechali. Okazało się, że musieli wezwać lawetę, by przetransportować samochód do warsztatu. Zająłem się dokumentami i wszystkim innym, przekazałem kluczyk Par mechanikom, a następnie wsiadłem do swojego auta, gdzie czekała na mnie zaniepokojona dziewczyna.
– Już wszystko w porządku.
Par promieniała.
– Dziękuję, Pran. Bez ciebie to mogło się źle skończyć.
– Nie mów tak. Ale powinnaś od czasu do czasu robić przegląd samochodu. To niebezpieczne, gdy jeździsz sama, a on psuje się gdzieś na pustkowiu.
– Dobrze.
Kiedy obiecała to słodkim głosem, kiwnąłem głową i zapiąłem pas.
– Jedźmy do domu.
Zaparkowałem samochód w garażu, wyłączyłem silnik i otworzyłem drzwi.
– Chodź, odprowadzę cię do domu.
– Dobrze.
Dziewczyna uśmiechnęła się i wzięła mnie za rękę. Zanim dotarliśmy do bramy, podjechał samochód Pata. Mój chłopak otworzył bramę pilotem i opuścił szybę, by się do nas uśmiechnąć.
– Kim jest ta śliczna dziewczyna? Jestem zazdrosny.
Westchnąłem i przybrałem sztucznie znudzoną minę, podczas gdy wspomniana dziewczyna przywarła do mnie i oparła głowę na moim ramieniu.
– Kim jest ten gangster? Przerażające.
– Cholera, Par. Uderzyłbym cię, gdybyś nie była moją siostrą.
– Nie boję się ciebie. Pran jest moim wsparciem.
– Po czyjej jesteś stronie, Pran?
Ich żart posunął się za daleko. Niech szlag trafi to rodzeństwo.
– Przestańcie. Wjeżdżaj do środka. Dlaczego zatrzymałeś się tutaj?
– Dobrze, ale nie idź jeszcze do domu. Zjedzmy razem.
– Co? – Uniosłem brew.
– Zjedzmy razem kolację. Tata i mama są dziś w domu – powiedziała Par.
– Och, ale…
– Do zobaczenia w środku Pran – powiedział Pat z uśmiechem, po czym odjechał, nie słuchając moich protestów. Czy żadne z nich nie zapyta, jak się z tym czuję? O co chodzi z tym nagłym zaproszeniem? Ostatni raz miałem do czynienia z tatą Pata około miesiąca temu, a napięcie było nieznośnie duszące.
– Chodź, Pran. Zjedzmy. – Par ćwierkała i tarmosiła mnie za ramię, ciągnąc do domu, nieświadoma tego, jaki miałem wyraz twarzy. Dorównałem jej kroku i wziąłem głęboki oddech. Dasz radę, Pran…
Tak jak się spodziewałem, stół jadalny był spowity ciszą, od czasu do czasu przerywaną pogawędką Par i Pata pytającego mnie, czego chcę spróbować. Kilka razy jadłem już z nimi posiłki, ale nie było wtedy ojca Pata. Nie byłem w złych stosunkach z jego mamą, a mimo to na początku nie bardzo wiedziałem, co jej powiedzieć. Posiłki wypełniały ciche, sztuczne momenty, ale nasze relacje stopniowo się poprawiały. Kiedy otworzyliśmy nasze serca, niezręczność w pewnym sensie zniknęła. Ale ojciec Pata…
– Ach, może chcesz trochę wody? – zaoferowałem, widząc jego prawie pustą szklankę. Gdy z uśmiechem po nią sięgnąłem, wujek Nui mnie powstrzymał.
– Par może się tym zająć.
Zatrzymałem się i uśmiechnąłem w napięciu. Cofnąłem rękę i napotkałem spojrzenie cioci Kaew. Uśmiechnęła się do mnie wspierająco.
– Co teraz zrobimy, skoro samochód Par się zepsuł? – Mama Pata zmieniła temat.
– No tak. Pat często pracuje poza miastem, a ja codziennie mam treningi cheerleaderek – wtrąciła Par.
– Mogę cię podwozić – zasugerował wujek Nui.
– To długo trwa, tato. Nie chcę, żebyś prowadził późno w nocy.
– Więc co mamy zrobić? Może po prostu korzystaj z mojego samochodu.
– A ty jak sobie wtedy będziesz radził?
– Ach… – mruknąłem pełnym szacunku tonem po wysłuchaniu rozmowy. – Mogę ją wozić.
– Naprawdę? Nie sprawi ci to kłopotu? – zapytała ciocia Kaew, spoglądając na wujka Nui.
– Nie. Uniwersytet jest blisko miejsca, w którym pracuję.
– Jesteś pewien? Nie powinniśmy zawracać ci głowy – powiedział wujek Nui, wpatrując się w swój talerz.
– Pran nie pomyśli, że to kłopot. Ta dwójka zawsze była blisko. Nie ma problemu – odpowiedział Pat. Dołożył jedzenia na mój talerz i powiedział: – Więc zostawiamy to tobie, Pran.
Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się do wujka Nui i cioci Kaew.
– Nie martwcie się. Zajmę się nią.
***
– Dlaczego nie wysiądziesz tutaj, żeby nie musieć daleko iść? – zapytałem Par, gdy już zatrzymałem się przed bramą jej domu. Odwołano dziś trening cheerleaderek i mogła wcześniej wrócić. Minęła zaledwie godzina, odkąd się ściemniło.
– Zaparkuj na swoim miejscu – odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem. Uniosłem brew, ale nic nie powiedziałem, tylko podjechałem do przodu zgodnie z jej sugestią. – Dziękuję za podwiezienie, Pran – powiedziała, gdy samochód się zatrzymał.
– Do usług. Chodź, odprowadzę cię do domu.
– Zjedzmy razem kolację. Zanim skończyłam zajęcia, powiedziałam mamie, że dołączysz do nas.
– Ale zaledwie dwa dni temu…
– Mama powiedziała, że zrobi twoje ulubione potrawy.
Ale przecież jadłem u nich dwa dni temu…
– Chodźmy – uśmiechnęła się Par. Wyszła z auta i gestem zaprosiła mnie na dół. Westchnąłem, wyłączyłem silnik i podążyłem za nią. Czy ta rodzina jest pełna dyktatorów?
Jak zawsze rozmowy podczas posiłku rozpoczynali głównie Par, ciocia Kaew i ja. Z całym szacunkiem. Wujek Nui milczał przez cały czas i odszedł od stołu, gdy był najedzony. Jedyna interakcja, jaką mieliśmy, odkąd wszedłem do środka, to…
– Dobry wieczór.
Uhm.
Tak było za każdym razem, gdy Par wracała wcześniej do domu i musiałem dołączyć do ich kolacji.
***
– Nie idziesz spać, tato? – zapytałem, gdy przechodziłem korytarzem i zobaczyłem go oglądającego film w salonie. Kiwnął głową i wyłączył telewizor.
– Idę.
– A co z mamą?
– Już śpi – powiedział. – Kazała mi powtórzyć, żebyś jutro zjadł śniadanie z rodziną.
– Ugh, tato.
– Musi być naprawdę zdenerwowana.
– Dwa dni temu jadłem tu śniadanie, prawda? – uśmiechnąłem się. – Dlaczego nie poszedłeś spać z mamą?
– Czekałem, żeby z tobą porozmawiać. Chodź tutaj.
Uniosłem brew ze zdziwienia. Dlaczego czekał na mnie tak późno w nocy? Podszedłem i usiadłem na krześle obok niego.
– O co chodzi? Dlaczego chcesz rozmawiać o tak późnej porze?
– Bo nigdy nie masz dla mnie czasu. Pat ukradł cały twój czas, przesiadujesz u niego dzień i noc.
Uśmiechnąłem się. Nigdy wcześniej nie wyobrażałem sobie dnia, w którym będę mógł porozmawiać o tej rodzinie z tatą bez kłótni.
– Samochód Par będzie gotowy jutro – mruknął tata. – Jak tam twoja praca?
– Wszystko w porządku. Chociaż prowadzenie firmy jest trudniejsze, niż myślałem.
– Nadal chcesz spróbować?
Kiwnąłem głową.
– Tak.
– Myślę, że SR dokona swojego żywota wraz z moim przejściem na emeryturę, ponieważ mój niewdzięczny syn podąża inną ścieżką.
Zachichotałem. Wyglądało na to, że tata nie był naprawdę zdenerwowany.
– Daj spokój, tato. Studiowałem projektowanie wnętrz. Byłoby mi ciężko zarządzać firmą budowlaną.
– Mówiłem ci, żebyś studiował inżynierię.
– Moje serce temu zaprzeczało.
– Twoje serce jest głupie – powiedział tata, uśmiechając się słabo. Ślad zmęczenia pojawił się na jego twarzy, sprawiając, że mój uśmiech zniknął.
– Nie martw się o firmę. – Ponownie uśmiechnąłem się, dotykając jego dłoni. – Nie porzucę tego, co zbudowałeś.
Tata uśmiechnął się, spoglądając na mnie.
– Wstrzymaj konie. To moja firma. Poradzę sobie z nią. Skup się na własnych sprawach.
– Och, tato – jęknąłem i obaj zaśmialiśmy się cicho. Tata klepnął mnie po głowie swoją wielką dłonią, kazał mi odpocząć i wstał. Patrzyłem, jak jego plecy powoli znikają, a w mojej klatce piersiowej rozchodziło się ciepło.
***
Gdy tylko dotarłem do swojego pokoju, westchnąłem i położyłem się na łóżku. Masowałem obszar między brwiami, by złagodzić napięcie, które znosiłem przez wiele godzin. To wyczerpało moją energię. Przez cały dzień weryfikowałem plany w firmie, a i tak nie dało się tego porównać do kolacji z „teściem”. Szczerze mówiąc, kiedy zgłosiłem się jako kierowca dla Par, chciałem wykorzystać tę szansę, by dogadać się z tatą Pata. Jednak musiałem dziesięć razy przemyśleć każde słowo, zanim cokolwiek powiedziałem. Napięcie było tak straszne, że nie miałem już pojęcia, co robić. Mój telefon zadzwonił, gdy ugniatałem czoło, brwi i skronie. Przesunąłem się i odebrałem.
– Co tam, Pat?
– Jesteś w domu?
– Właśnie wróciłem. – Uśmiechnąłem się, wstając. – Jadłeś?
– Tak, jadłem, jestem już w hotelu.
– To dobrze.
– Jesteś zmęczony?
– Hmm?
– Brzmisz, jakbyś był zmęczony.
Uniosłem brew. Jakiego głosu użyłem?
– Nie, Pat. Raczej jestem śpiący.
– Wracam pojutrze. Dodam ci energii.
– Raczej wyssiesz ze mnie całą energię.
Pat się zaśmiał. Czułem się lepiej, kiedy z nim rozmawiałem, więc słuchałem, jak opowiada mi o tym i owym.
– W każdym razie, Pran…
– Hmm?
– Jak tam z moim tatą?
– Twój tata… – Oblizałem wargi, próbując wymyślić najłagodniejsze słowo do opisania sytuacji. – Cóż… Chyba bez zmian.
– Czy zrobił coś, co cię niepokoi?
– Nie. Ciągle rozważam tematy do rozmowy z twoim tatą – powiedziałem szczerze. – Nie chcę, żeby mnie tak nienawidził.
– On cię nie nienawidzi.
Jak możesz tak mówić? Nie zauważyłeś jego reakcji na mnie?
– Mam nadzieję.
– Czujesz się nieswojo?
– Nie – powiedziałem szybko, żeby Pat się nie martwił. – Po prostu chciałbym… Przynajmniej powinniśmy być w stanie porozmawiać.
– Dziękuję, Pran.
– Za co?
– Za zrobienie tego dla mnie.
– Nie można tego porównać do tego, co ty zrobiłeś.
– Hmm? Zrobiłeś coś złego? Dlaczego mówisz tak słodko?
Przewróciłem oczami.
– Jesteś szalony, Pat.
– Zasypię cię pocałunkami, gdy wrócę.
– Zamknij się. Idę pod prysznic.
– W porządku. Dobranoc.
– Uhm – mruknąłem, zatrzymałem się i postanowiłem powiedzieć jeszcze jedną rzecz: – Wracaj szybko.
Usłyszałem jego śmiech i rozłączyłem się. Zmarszczyłem brwi, gdy otrzymałem SMS-a, który wyskoczył niemal w momencie zakończenia połączenia.
„Kocham cię”.
Przeczytałem tę krótką wiadomość jeszcze kilka razy, wygasiłem ekran i zrobiłem wydech. Czułem, jak kawałki mojego ciała, rozrzucone wszędzie, gdy padałem na łóżko, składają się z powrotem w całość. Potarłem dłonią twarz, by dodać sobie odwagi.
W porządku.
***
Rano czekałem na Par w jej domu godzinę wcześniej niż zwykle. Wszedłem i nikogo nie zobaczyłem, więc pozwoliłem sobie usiąść na kanapie w salonie. Po dziesięciu minutach usłyszałem, jak wujek Nui schodzi po schodach. Odwróciłem głowę i zobaczyłem, jak każe pokojówce zaparzyć kawę. Nasze spojrzenia się spotkały, ale jego twarz pozostała bez wyrazu. Po prostu zamówił jeszcze jedną filiżankę kawy i podszedł, by usiąść na długiej kanapie obok mojego fotela.
– Dzień dobry, wujku.
– Uhm.
Wciąż krótko i dosadnie.
Usłyszawszy odpowiedź, która prowadziła do ślepej uliczki, zamilkłem i zacząłem myśleć o tematach, które przygotowałem od wczoraj najlepiej, jak potrafiłem.
– Idziesz do firmy?
– Nie, dzisiaj odpoczywam.
– Rozumiem – mruknąłem. Kawa była podana w samą porę, więc podziękowałem pokojówce i upiłem łyk. Tata Pata przyglądał mi się, zanim podniósł swój kubek.
– Pijasz czarną kawę?
Uniosłem brew i gwałtownie odwróciłem głowę. Moje serce przyspieszyło. Po raz pierwszy sam odezwał się do mnie.
– Tak. Wiele razy w czasach studiów nie spałem całymi nocami.
– Nie wysypiałeś się i byłeś wykończony.
Uśmiechnąłem się, przypominając sobie czasy, kiedy oskarżył mnie o uzależnienie od narkotyków.
– Tak, było mnóstwo pracy do wykonania. Niewiele jadłem i spałem, więc okropnie wyglądałem.
– Uhm… Nigdy nie myślałem, że ktoś taki jak ty może być z Patem.
– Słucham? – Spojrzałem w górę zaskoczony. Myślałem, że rozmowa dobiegła końca.
– Nie wyglądasz na upartego.
– Och, nie. Jestem dość uparty.
– Jesteś pewien co do umawiania się z Patem?
– To dobry człowiek. Jego prawdziwe ja bardzo mi pomaga.
– Co masz na myśli?
Moje usta zacisnęły się, gdy pomyślałem o osobie, o której wspomniałem.
– Pat może wydawać się wesołkowaty i niepoważny, ale wkłada całe serce i duszę w to, co robi. Jest dosadny, ale nigdy nikogo nie okłamuje ani nie oczernia. Może być bałaganiarzem, ale nigdy nie robi zamieszania, gdy każe mu się posprzątać. Jest leniwy, ale odpowiedzialny. Nigdy nie robi z błahych spraw wielkich afer. Z drugiej strony zmienia te wielkie sprawy w coś, z czym można sobie poradzić. Kiedy jestem zestresowany lub pod presją, Pat zawsze pomaga mi przezwyciężyć te sytuacje. Nie rozwiązuje problemów za mnie, ale dodaje mi otuchy – kontynuowałem z uśmiechem na twarzy, gdy w mojej głowie pojawiały się przeszłe działania Pata. Napotkałem wzrok wujka Nui i zamknąłem usta. Czy moje paplanie go zirytowało? – Cóż… Coś w tym stylu.
Przyglądał mi się jeszcze przez chwilę, po czym odwrócił wzrok. Upił łyk kawy i odstawił filiżankę.
– Wygląda na to, że ma zarówno dobre, jak i złe strony.
– Racja – zaśmiałem się. – Ale to właśnie sprawia, że Pat jest tym Patem, którego znamy.
– Wygląda na to, że znacie się bardzo dobrze.
– Dorastaliśmy obok siebie.
– Uhm – mruknął i zmarszczył brwi, jakby się nad czymś zastanawiał. – Czy dlatego uważasz, że możesz zaakceptować wszystko, czym on jest?
– Mogę, ale nie dlatego, że dobrze go znam. Mogę go zaakceptować, ponieważ nigdy nie oczekuję perfekcji. Jego dobre i złe cechy kształtują to, kim jest. – Zacisnąłem usta, bo poczułem się dziwnie zażenowany komplementowaniem Pata w jego własnym domu. Gdyby mnie usłyszał, pomerdałby ogonem i nadstawił uszu. – Pat nie zna granic w wyrażaniu siebie. Nie potrafi kontrolować swojej twarzy ani emocji, a jego bezpośredniość tonuje mój upór.
Wujek Nui długo zwlekał z odpowiedzią, co sprawiło, że byłem tak poddenerwowany, że pociły mi się ręce, gdy czekałem w ciszy.
– Naprawdę jesteś pewien?
– Tak, jestem.
– Mam nadzieję, że to nie jest pomyłka.
Jego odpowiedź sprawiła, że zamilkłem. Kiwnąłem głową bez słowa, chociaż moje serce krzyczało.
– Nie jest.
Wujek Nui westchnął głęboko, oparł się plecami o poduszkę i patrzył przed siebie. Milczeliśmy przez kilka minut. Postanowiłem już nie przeszkadzać, pozwalając mu rozmyślać nad tym, co chodziło mu po głowie. W końcu odezwał się pierwszy.
– Pat i ja nie różnimy się tak bardzo. Mamy tę samą osobowość.
– Tak, wiem.
To był powód, dla którego wierzyłem, że wujek Nui nie jest tak bezduszny, na jakiego wyglądał. Ponieważ ma podobną osobowość do Pata, mojej jedynej miłości.
– Och, Pran. – Głos Par przyciągnął moją uwagę. Dziewczyna w studenckim mundurku uśmiechnęła się ze schodów. – Przyszedłeś tak wcześnie? Poczekaj chwilę, pójdę szybko po buty.
– W porządku. Nie musisz się spieszyć. Mogę poczekać.
– Zaraz wracam – powiedziała, pośpiesznie schodząc po schodach i skręcając do drugiego pokoju.
Patrzyłem na nią z uczuciem, gdy wujek Nui przesunął się i wstał. Ja również się podniosłem.
– Idę się przebrać. Zajmij się Par.
– Tak.
Kiwnął mi głową i odwrócił się. Na odchodnym jeszcze coś powiedział. Jego słowa sprawiły, że zrobiło mi się ciepło na sercu i nie mogłem zdusić uśmiechu.
– Pat może mieć niekończącą się listę złych cech, ale proszę, dbaj o niego.
Byłem oszołomiony, całkowicie zaniemówiłem, dopóki nie zaczął odchodzić.
– Zrobię to! – krzyknąłem za nim, gdy już się pozbierałem.
Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, pomyślałby, że zwariowałem, ponieważ stałem na środku czyjegoś domu z wielkim uśmiechem na twarzy.
Tłumaczenie: Baka




Komentarze
Prześlij komentarz