TT [Tom 2] –Rozdzia艂 58


 


Nieprawdopodobna spowied藕


    Pogr膮偶ony w rozpaczy Tharn spojrza艂 na Thorna. S艂uchaj膮c jego s艂贸w, poczu艂 si臋 zdezorientowany, zmieszany i zupe艂nie nie potrafi艂 ogarn膮膰 ich znaczenia. Po chwili pomy艣la艂, 偶e to tylko 偶art, ale gdy jego brat na powa偶nie i przekonuj膮co potwierdzi艂 pow贸d, dla kt贸rego Type z nim zerwa艂, m艂odzieniec bezzw艂ocznie pop臋dzi艂 na uczelni臋. Bardzo chcia艂 us艂ysze膰 wszystko od samego Tiwata.

    Type nie zerwa艂 dlatego, 偶e mu na nim nie zale偶a艂o. On planowa艂 z艂apa膰 osob臋, kt贸ra przez ca艂y czas go rani艂a.

    „Robi臋 to dla ciebie”.

    Przysz艂y mu na my艣l s艂owa wielokrotnie powtarzane przez Type’a, kt贸rych wtedy nie rozumia艂. S艂owa, nad kt贸rymi si臋 zastanawia艂. W obliczu tego, co us艂ysza艂 od Thorna, nareszcie nabra艂y znaczenia. 

    Kiedy kto艣 z kim艣 zrywa, zazwyczaj robi to, by uciec. Te my艣li sprawi艂y, 偶e Tharn wpad艂 w otch艂a艅 b贸lu... Skrajnego b贸lu utraty kogo艣, kogo nie spodziewa艂 si臋 tak g艂臋boko pokocha膰. Zacz膮艂 si臋 nawet zastanawia膰, czy podmiotowi jego uczu膰 w og贸le na nim zale偶y, ale w tym momencie by艂 sk艂onny przyzna膰, 偶e raczej nie by艂 Tiwatowi oboj臋tny.

    Gdyby kto艣 spr贸bowa艂 zdyskredytowa膰 w jego oczach Lhonga, a偶 do dzi艣 za nic by w to nie uwierzy艂. Ten m臋偶czyzna by艂 przecie偶 jego najlepszym przyjacielem, powiernikiem, kim艣, kto zawsze got贸w by艂 go wys艂ucha膰 i nieodmiennie go wspiera艂, stoj膮c u jego boku bez wzgl臋du na to, czy Tharn cierpia艂, czy by艂 szcz臋艣liwy. Takiemu komu艣 zawsze mo偶na by艂o si臋 zwierzy膰 niemal ze wszystkiego. Znali si臋 przecie偶 od ponad czterech lat. 

    Perkusista m贸g艂 z przekonaniem powiedzie膰, 偶e uwa偶a艂 Lhonga za wa偶niejszego od w艂asnych ch艂opak贸w, kt贸rzy jeden po drugim znikali i by艂o tak, dop贸ki w jego 偶yciu nie pojawi艂 si臋 Type. Niecierpliwy, wybuchowy, o wielkim sercu. M臋偶czyzna, kt贸ry starannie ukrywa艂 swoj膮 mi臋kk膮 stron臋. Jego kolczasty S艂odziak. 

    Type by艂 osob膮, kt贸rej os膮dom Tharn m贸g艂 zaufa膰 bez wahania, wiedzia艂 wi臋c, 偶e z pewno艣ci膮 nie oczernia艂by Lhonga pochopnie i bezpodstawnie. Tak wi臋c gdy tylko ton膮cy do dzi艣 w rozpaczy m艂ody cz艂owiek us艂ysza艂 od brata, co planuje zrobi膰 Type, uwierzy艂 ca艂ym sercem, 偶e nie podejmuje on bezpodstawnych dzia艂a艅.

    Skrzywi艂 si臋 na my艣l, 偶e cho膰 przez chwil臋 w膮tpi艂 w uczucia ukochanego, i bez oci膮gania ruszy艂 do Bangkoku, by wyja艣ni膰 ca艂膮 spraw臋.

    Type, nie m贸wi膮c nikomu ani s艂owa, chcia艂 zdoby膰 dowody knowa艅 Lhonga i samemu go powstrzyma膰. Us艂yszawszy o tym, Tharn by艂 w stanie otrz膮sn膮膰 si臋 z szoku i najszybciej, jak si臋 da, pr贸bowa艂 dotrze膰 do Tiwata. Jedyne, co mia艂o i b臋dzie mie膰 znaczenie dla pechowego w mi艂o艣ci perkusisty, to pragnienie, 偶eby Type si臋 z nim pogodzi艂. 呕eby z nim zosta艂 i ju偶 nigdy go nie porzuci艂. 

    W g艂owie Tharna kot艂owa艂y si臋 r贸偶ne my艣li, a ostro偶no艣膰 miesza艂a si臋 z nadziej膮, dop贸ki po telefonicznej rozmowie z Techno nie zaj膮艂 miejsca u jego boku. 

    Gdy dowiedzia艂 si臋, co zrobi艂 jego najlepszy przyjaciel, nie by艂 w stanie tak do ko艅ca uwierzy膰, 偶e m贸g艂 on by膰 zdolny do takiej pod艂o艣ci i w ten spos贸b go zdradzi膰. By艂 w szoku na sam膮 my艣l o tym, 偶e Lhong skrzywdzi艂 Tara. Absolutnie nie spodziewa艂 si臋 czego艣 takiego us艂ysze膰, ale skoro Type by艂 o tym przekonany, to perkusista zamierza艂 zaufa膰 jego os膮dowi. 

    – Spotkali艣my si臋 kilka razy z twoim by艂ym ch艂opakiem, Ai’Tharn. I to z tego powodu Type chce pom贸c mu wymierzy膰 sprawiedliwo艣膰 sprawcy jego cierpienia. Ten ch艂opak jest dog艂臋bnie zraniony i nieszcz臋艣liwy. Powiedzia艂 nam, 偶e ci臋 kocha, ale ba艂 si臋 stawi膰 temu czo艂a i zwierzy膰 si臋 ze wszystkiego, w obawie, 偶e go znienawidzisz, jak tylko zobaczysz to cholerne nagranie – wyja艣ni艂 Techno perkusi艣cie, kt贸ry pomstowa艂 w my艣lach na swoj膮 w艂asn膮 g艂upot臋. 

    Wygl膮da艂o na to, 偶e nie zosta艂 zraniony przez Tara, tylko przez kogo艣, komu ufa艂 i kto zawsze by艂 przy nim. Aczkolwiek im d艂u偶ej s艂ucha艂 s艂贸w Techno, tym bardziej nie potrafi艂 uwierzy膰, 偶e kto艣 podaj膮cy si臋 za najlepszego przyjaciela m贸g艂 by膰 odpowiedzialny za zako艅czenie jego poprzednich zwi膮zk贸w. Jak Lhong m贸g艂 by膰 tak podst臋pny, sk艂onny do takiej ogromnej pod艂o艣ci i nadal tak po prostu patrze膰 mu w twarz? 

    – Mo偶esz mi wierzy膰 lub nie, ale kole艣 odpowiedzialny za to, 偶e Type zdecydowa艂 si臋 z tob膮 zerwa膰, mimo 偶e by艂a to ostatnia rzecz, jakiej pragn膮艂, jest nikim innym jak osob膮, kt贸r膮 tytu艂ujesz swoim najlepszym przyjacielem – doda艂 Techno, podczas gdy Tharn, s艂uchaj膮cy k艂贸tni dobiegaj膮cej z g艂o艣nika, zaczyna艂 czu膰 si臋 jak ostatni g艂upek. Poznawa艂 prawd臋, kt贸rej nie potrafi艂 zaakceptowa膰.

    Trwa艂 w szoku i niedowierzaniu, dop贸ki nie dobieg艂 go odg艂os uderzenia. Nie chcia艂 ju偶 d艂u偶ej s艂ucha膰 czegokolwiek, martwi艂 si臋 jedynie o silnego m臋偶czyzn臋, kt贸ry pozwala艂 si臋 bi膰, mimo 偶e nie nale偶a艂 do os贸b, kt贸re kiedykolwiek biernie przyjmowa艂yby ciosy. Type nie kuli艂 si臋 i nie os艂ania艂 przed nimi, wi臋c najwyra藕niej robi艂 to celowo. 

    Skoro Type robi dla mnie co艣 takiego, to jak mia艂bym my艣le膰, 偶e mu na mnie nie zale偶y?!

    Perkusista nie zamierza艂 d艂u偶ej biernie czeka膰 na dalszy ci膮g, wi臋c rzuci艂 si臋 p臋dem w kierunku bij膮cych si臋 m臋偶czyzn i chwil臋 p贸藕niej z ca艂ej si艂y odepchn膮艂 t臋 karykatur臋 przyjaciela, a wzi膮艂 w ramiona tego, kt贸rego kocha艂 najbardziej. W tej chwili fa艂szywy przyjaciel zupe艂nie go nie obchodzi艂. Liczy艂a si臋 tylko osoba, kt贸r膮 Tharn ostro偶nie do siebie przytula艂. 

    – Dlaczego to zrobi艂e艣? Jak mog艂e艣 mi to zrobi膰?! – wykrzykn膮艂 perkusista chwil臋 po tym, jak przy艂o偶y艂 w twarz Lhongowi. 

    M臋偶czyzna, kt贸ry podni贸s艂 r臋k臋, by otrze膰 obola艂y nos, spojrza艂 na Tharna z przera偶eniem, po czym potrz膮sn膮艂 g艂ow膮 i powiedzia艂:

    – Ja... Ja nic nie zrobi艂em. Nie zrobi艂em – zapewnia艂 dr偶膮cym g艂osem. 

    Tharn wskaza艂 na pobitego niemal do nieprzytomno艣ci Type’a i zapyta艂:

    – A to? Co ma znaczy膰? Nadal twierdzisz, 偶e nic nie zrobi艂e艣?

    – On... On mnie wkurzy艂. Musisz mi uwierzy膰, Ai’Tharn. Opowiada艂 o tobie z艂e rzeczy, dlatego by艂em taki w艣ciek艂y. – Lhong z trudem m贸wi艂 dalej i dalej, pr贸buj膮c si臋 wybieli膰, ale Tharn czu艂 jedynie obrzydzenie. A wi臋c to prawda. To jest sukinsyn, kt贸ry od lat go rani艂 i nawet teraz wymy艣la艂 k艂amstwa, pr贸buj膮c si臋 z tego wy艂ga膰. 

    – Ach, i dlatego rani艂e艣 wszystkich wok贸艂 mnie? Czy oni te偶 藕le si臋 o mnie wyra偶ali? – pad艂o zadane zimnym g艂osem pytanie Tharna, na co Lhong potrz膮sn膮艂 gwa艂townie g艂ow膮.

    – Nie zrobi艂em tego! Czemu ufasz mu bardziej? Znasz mnie od czterech lat i wiesz, 偶e nie zrobi艂bym nic z艂ego. Przecie偶 jestem twoim najlepszym przyjacielem. – M臋偶czyzna wci膮偶 pr贸bowa艂 si臋 broni膰, na co Type, kt贸ry w mi臋dzyczasie stan膮艂 na nogi, z bezbrze偶n膮 pogard膮 wycedzi艂: 

    – Ty tch贸rzu.

    – Zamknij si臋! Tu nie chodzi o ciebie! – krzykn膮艂 Lhong, na co perkusista stan膮艂 mi臋dzy nimi i patrz膮c na niego jak na o艣lizg艂ego robaka, rzuci艂: 

    – Tak, ta sprawa nie ma nic wsp贸lnego z Typem. Chodzi o mnie i o ciebie. Teraz ju偶 widz臋, 偶e jeste艣 na wskro艣 pod艂y i zupe艂nie niewart mojego czasu. – Tharn wpatrywa艂 si臋 w Lhonga, jakby widzia艂 go po raz pierwszy. Cz艂owiek, kt贸ry sta艂 przed nim, by艂 kim艣 zupe艂nie obcym. 

    Znajduj膮cy si臋 na skraju paniki wokalista nie zamierza艂 jednak przyzna膰 si臋 do czegokolwiek i powt贸rzy艂 z uporem: 

    – Nie zrobi艂em tego.

    – Zamierzasz dalej brn膮膰 w te k艂amstwa? – rykn膮艂 Tharn, chwytaj膮c go za ko艂nierz.

    W oczach Lhonga co艣 zamigota艂o, zupe艂nie jakby mia艂 si臋 rozp艂aka膰, ale gwa艂townie potrz膮sn膮wszy g艂ow膮, powiedzia艂:

    – Ja… Zrobi艂em to dla ciebie, Tharn. Zrobi艂em to dla ciebie...

    – Dla mnie? Krzywdzisz wszystkich wok贸艂 mnie, a potem twierdzisz, 偶e dzia艂asz dla mojego dobra? – M艂ody cz艂owiek krzycza艂, nie potrafi膮c si臋 uspokoi膰. Gdzie pope艂ni艂 b艂膮d? Jak m贸g艂 ca艂ymi latami dawa膰 si臋 tak zwodzi膰? Jak to si臋 sta艂o, 偶e by艂 do tego stopnia 艣lepy? Przecie偶 musia艂y istnie膰 jakie艣 przes艂anki! 

    – Nie ma nikogo, kto by艂by dla ciebie wystarczaj膮co dobry, Ai’Tharn! Nie ma! 呕aden z nich nie by艂 wart, by by膰 u twojego boku! S艂yszysz? 呕aden! – Wokalista podni贸s艂 r臋k臋 i chwyci艂 rami臋 Tharna. 

    – Nie ty o tym decydujesz! – Gdy tylko Tharn to powiedzia艂, zalewaj膮cy si臋 艂zami Lhong potrz膮sn膮艂 g艂ow膮, m贸wi膮c:

    – 呕aden z nich tak naprawd臋 ci臋 nie kocha艂. Pami臋tasz swojego pierwszego ch艂opaka, kt贸ry gra艂 na dwa fronty? By艂em tym, kt贸ry go przy艂apa艂. To by艂 tylko zdzirowaty, rozwi膮z艂y seksualnie sukinsyn, kt贸ry nie by艂 wart twojej uwagi. Nikt nie jest tak powa偶ny jak ty. Jeste艣 szczer膮 osob膮, moim najlepszym przyjacielem. Chcia艂em ci臋 jedynie chroni膰. Kto艣 taki jak ty zas艂uguje na szczerego i oddanego ch艂opaka, ale 偶aden z nich taki nie by艂! Ani jeden! – Lhong przypomina艂 w tej chwili szale艅ca, kt贸ry pr贸bowa艂 swoje nikczemne post臋powanie wyt艂umaczy膰 ochron膮 przyjaciela. – Pomaga艂em ci. Sprawdza艂em, kto jest dla ciebie wystarczaj膮co dobry, ale bez wzgl臋du na to, z kim si臋 zwi膮za艂e艣, oni wszyscy 藕le ci臋 traktowali. Postrzegali ci臋 tylko jako przedmiot, bez wzgl臋du na to, jak dobry dla nich by艂e艣. Nie cenili ci臋. Na dodatek nie ufali ci, nie byli nic warci. Wierzyli w moje s艂owa. 

    – Co robi艂e艣? – zapyta艂 z niedowierzaniem perkusista, na co Lhong szale艅czo si臋 roze艣mia艂. 

    – Wszyscy... Wszyscy byli band膮 nic niewartych facet贸w. 呕aden z nich tak naprawd臋 ci nie ufa艂. Wszystko jedno, co powiedzia艂em, 艂ykali ka偶de s艂owo. Jak mogli? Powinni zawsze sta膰 po twojej stronie. Tylko ja ci ufam. Zawsze i bezapelacyjnie. Tylko i wy艂膮cznie ja mam prawo by膰 u twojego boku. – Wokalista zacz膮艂 potrz膮sa膰 ramieniem Tharna.

    – ...

    Perkusista nie odpowiedzia艂. Lhong wygl膮da艂 teraz jak obcy, kt贸rego nie zna艂. Zachowywa艂 si臋 jak szaleniec, kt贸ry swoje niecne czyny usprawiedliwia艂 ch臋ci膮 chronienia go. I wygl膮da艂o, jakby wierzy艂 we w艂asne s艂owa. Wielokrotnie powtarza艂 te same bzdury, sprawiaj膮c wra偶enie zupe艂nie oderwanego od rzeczywisto艣ci. By艂 jak ob艂膮kany. 

    – To ja zawsze ci臋 kocha艂em. A ty co? Dla ciebie by艂em tylko przyjacielem. Zrywali z tob膮 jeden po drugim, ale zamiast wybra膰 mnie, znajdowa艂e艣 kolejnego 艣miecia, kt贸ry nie by艂 ciebie godzien! Chocia偶 ci臋 kocham, zawsze m贸wisz, 偶e jestem twoim najlepszym przyjacielem. Szybko pociesza艂e艣 si臋 po zerwaniu, ale nie mog艂e艣 偶y膰 beze mnie, prawda? To ja zawsze by艂em tu偶 obok, zawsze ci臋 pociesza艂em. By艂em dla ciebie najwa偶niejszy. Wiem, 偶e czujesz to samo! To o mnie najcz臋艣ciej my艣lisz i mojego towarzystwa szukasz! Czego ty chcesz od tych ludzi? Przecie偶 masz ju偶 mnie! Czy ja ci nie wystarcz臋? 

    W tym momencie Lhong, desperacko trzymaj膮cy si臋 ostatniej szansy, wczepi艂 si臋 w rami臋 Tharna. 

    – Tak, mam ciebie i to wystarczy.

    – …

    Perkusista patrzy艂 z pogard膮 i politowaniem na m臋偶czyzn臋 przed sob膮. By艂 mu wdzi臋czny za pocieszanie, gdy by艂 w do艂ku po kolejnym zako艅czonym zwi膮zku. Ale kto m贸g艂by si臋 domy艣li膰, 偶e to on sta艂 za ka偶dym zerwaniem? Teraz Lhong najwidoczniej myli rzeczywisto艣膰 z w艂asn膮 wyobra藕ni膮. Tharn nigdy nie patrzy艂 na niego w ten spos贸b, po prostu ceni艂 w nim oddanego przyjaciela. Nigdy nie istnia艂 nawet cie艅 szansy na to, by ten cz艂owiek m贸g艂 zosta膰 jego kochankiem. 

    – Nigdy nie patrzy艂em na ciebie tak, jak ty patrzysz mnie.

    – To nieprawda!

    – Tak w艂a艣nie by艂o. By艂e艣 dla mnie przyjacielem i powiernikiem. Ale najwyra藕niej tak naprawd臋 nie by艂e艣 przyjacielem, bo kto艣 nosz膮cy to miano nigdy by mnie nie zrani艂. 

    Teraz Tharn nie zamierza艂 okaza膰 mu serca. Tyle cierpienia i to wszystko z powodu tego m臋偶czyzny. Krzywdzi艂 przecie偶 nie tylko jego, ale r贸wnie偶 bliskie jego sercu osoby. A przy okazji… 

    – Ai’Lhong, naprawd臋 to zrobi艂e艣? Naprawd臋 poda艂e艣 Tarowi afrodyzjak i zorganizowa艂e艣…?

    To, co Tharn us艂ysza艂 od Techno, by艂o czym艣 tak nikczemnym, 偶e wszystko w nim wzbrania艂o si臋 przed uwierzeniem. 

    – On tak naprawd臋 wcale ci臋 nie kocha艂. Bzyka艂 si臋, z kim popadnie. Musisz zobaczy膰, jaki by艂 szcz臋艣liwy, kiedy rozk艂ada艂 nogi przed tymi wszystkimi oble艣nymi facetami. Ten ch艂opaczek to zwyczajna m臋ska dziwka. Chcia艂, 偶eby go przelecieli, a偶 si臋 trz膮s艂, nie mog膮c si臋 tego doczeka膰. My艣l臋, 偶e absolutnie na to zas艂u偶y艂, sam mo偶esz sprawdzi膰, Ai’Tharn. Chcia艂 tego. Wcale ci臋 nie kocha艂, on po prostu chcia艂 jakiegokolwiek ogiera. Ja... mam dow贸d. Wys艂a艂em ci do obejrzenia filmik. Przekonasz si臋, jaki jest lubie偶ny. 

    Gdy tylko Lhong zacz膮艂 opowiada膰 o tym, co zrobi艂, Tharn zamkn膮艂 oczy. Z ca艂ej si艂y zacisn膮艂 z臋by i pi臋艣ci, zadaj膮c sobie pytanie, jak m贸g艂 my艣le膰, 偶e ten cz艂owiek jest przyjacielem. Im d艂u偶ej Lhong opisywa艂 przed nim obrzydliwe sceny dotycz膮ce Tara, tym wi臋ksze obrzydzenie czu艂 Tharn. Nie, nie wobec swojego eks, brzydzi艂 si臋 Lhongiem. Dlatego nie zawaha艂 si臋 przed wymierzeniem mu kolejnego ciosu w twarz. Nie po偶a艂owa艂 si艂y, w wyniku czego Lhong wyl膮dowa艂 na betonowej nawierzchni uczelnianego parkingu.

    – Wygl膮da na to, 偶e to ja jestem tym, kt贸ry najbardziej zrani艂 Tara – stwierdzi艂 perkusista g艂osem nabrzmia艂ym od 艂ez. 

    Tak. Gdyby Tar go nie spotka艂 i nie zakocha艂 si臋 w nim, m贸g艂by nadal by膰 pe艂nym 偶ycia nastolatkiem, kt贸ry by艂 przez wszystkich kochany. Po艣rednio to Tharn ponosi艂 odpowiedzialno艣膰 za najwi臋kszy koszmar jego 偶ycia. 

    – Nie ty, tylko ten dra艅. – Type chwyci艂 go za ramiona i przemawia艂 cichym, pocieszaj膮cym g艂osem, patrz膮c, jak na ustach partnera ukazuje si臋 wymuszony u艣miech, mimo 偶e z oczu p艂yn臋艂y mu 艂zy. – Nie, Ai’Tharn, nie rozpaczaj nad przesz艂o艣ci膮, kt贸rej nie dasz rady zmieni膰. Tar nie b臋dzie ci臋 wini艂.

    – Ale to z mojego powodu zosta艂 skrzywdzony – wyszepta艂 perkusista, kt贸rego policzki by艂y ju偶 ca艂kiem mokre. 

    Patrz膮c na zdruzgotanego Tharna, Type przytuli艂 go, opieraj膮c mu g艂ow臋 na ramieniu. 

– Nie obwiniaj si臋. Nic nie wiedzia艂e艣. To tw贸j przyjaciel jest skurwielem.

Dotyk Type’a zmniejszy艂 nieco ci臋偶ar w sercu rozpaczaj膮cego m臋偶czyzny, ale nadal czu艂 on przeszywaj膮cy b贸l na sam膮 my艣l, 偶e jest po艣rednio odpowiedzialny za cierpienie bliskich mu os贸b. 

    – Nie dotykaj Ai’Tharna! Zerwa艂e艣 z nim. Nie masz prawa go dotyka膰! – wykrzykn膮艂 gniewnie Lhong, na co Tiwat spojrza艂 mu z pogard膮 w twarz i spokojnie odrzek艂: 

    – To ty jeste艣 tym, kt贸ry nie ma prawa go dotyka膰. 

    – Ai’Sukinsynu Lhong, do wczoraj uwa偶a艂em ci臋 za swojego przyjaciela, ale teraz... nienawidz臋 samego siebie ju偶 za to, 偶e jestem zmuszony oddycha膰 tym samym powietrzem co ty!

    – Ai’Tharn! – wykrzykn膮艂 z niedowierzaniem wokalista. 

    – Nie mog臋 znie艣膰 my艣li o tym, co zrobi艂e艣. Nie jestem w stanie przebywa膰 w pobli偶u ciebie. Nie potrafi臋 znie艣膰 twojego widoku. Rzucam studia. 

    Lhong by艂 absolutnie zszokowany, bo najwidoczniej nie dopuszcza艂 do siebie my艣li, 偶e Tharn m贸g艂by do tego stopnia si臋 nim brzydzi膰. 

    – O czym ty gadasz?! Przesta艅 wygadywa膰 bzdury! – Type doskonale wiedzia艂, jak wiele znacz膮 dla Tharna studia na wydziale muzycznym. 

    – Je艣li jestem 藕r贸d艂em tego, co przytrafi艂o si臋 Tarowi, to jestem got贸w za to zap艂aci膰, rezygnuj膮c z czego艣 tak dla mnie wa偶nego jak muzyka. Jak m贸g艂bym w takiej sytuacji my艣le膰 o sobie? Powinienem ponie艣膰 ofiar臋 – powiedzia艂 powa偶nym g艂osem perkusista. 

    W艂a艣nie w tym momencie s艂uchaj膮cy go Tiwat z ca艂ej si艂y wymierzy艂 mu policzek. 

    – Zapomnij! Nie r贸b z siebie g艂贸wnego bohatera jakiej艣 tragedii! To ta kanalia jest odpowiedzialna za to, co si臋 wydarzy艂o, a nie ty! Obwieszczaj膮c, 偶e zamierzasz rzuci膰 studia, m贸wisz mi, 偶e ze mn膮 zrywasz. Naprawd臋 tego chcesz? G艂upcze!!! – wyrzuci艂 z siebie Tiwat, na co Tharn spojrza艂 na niego wyra藕nie wystraszony. 

    – Nie zrywam! Prosz臋, Ai’Type nie zrywaj ze mn膮. – B艂agalne spojrzenie jego oczu sprawi艂o, 偶e Tiwat westchn膮艂.

    – S艂ysza艂e艣 to, palancie? Jak bardzo jeszcze musisz zniszczy膰 偶ycie Tharna, zanim b臋dziesz zadowolony? Odsuwasz od niego ludzi, kt贸rych kocha, a teraz zabierasz mu jeszcze jego muzyk臋. Jeste艣 zwyczajnym sukinsynem! – Wyrzuciwszy z siebie te s艂owa, Type odwr贸ci艂 si臋 w stron臋 m臋偶czyzny, z kt贸rego oczu wci膮偶 jeszcze p艂yn臋艂y 艂zy. 

    – Ty... Nie uwa偶asz mnie ju偶 za przyjaciela? – zapyta艂 Lhong ochryp艂ym g艂osem, na co Tharn skin膮艂 g艂ow膮, nawet na niego nie patrz膮c.

    By膰 mo偶e to zimne i puste spojrzenie oraz nieprzyst臋pno艣膰 Tharna sprawi艂y, 偶e Lhong szlochaj膮c powiedzia艂: 

    – Nie musisz rezygnowa膰. Ja... sam zrezygnuj臋.

    Tharn odwr贸ci艂 si臋, by spojrze膰 mu w twarz, i ujrza艂 m臋偶czyzn臋, kt贸ry wygl膮da艂, jakby straci艂 wszystko i teraz p艂aka艂 ze spuszczon膮 g艂ow膮.

    – Je艣li... nie mog臋 by膰 z tob膮, to wszystko przepad艂o. To ja rzuc臋 studia. Nie musisz rezygnowa膰 z muzyki. Nie mog臋... Nie chc臋 odci膮ga膰 ci臋 od muzyki – powiedzia艂 dr偶膮cym g艂osem, podnosz膮c r臋k臋, by otrze膰 krew i 艂zy, ale Type’owi w najmniejszym stopniu nie by艂o go 偶al. 

    – Ech, masz racj臋! To ty powiniene艣 zrezygnowa膰, nie Ai’Tharn!

    Lhong nie podj膮艂 tematu, zamiast tego spojrza艂 wprost na podmiot swojej d艂ugoletniej mi艂o艣ci i po raz pierwszy wypowiedzia艂 s艂owa, kt贸re od zawsze ukrywa艂 w swoim wn臋trzu.

    – Kocham ci臋.

    – Ale ja nie kocham ciebie.

    Ta stanowcza odpowied藕 sprawi艂a, 偶e s艂uchaj膮cy nagle opad艂 do pozycji siedz膮cej i ponownie zala艂 si臋 艂zami.

    – Chod藕my ju偶, nie musisz si臋 nad nim litowa膰. – Type nie zamierza艂 pozwoli膰, 偶eby widok 艂ez Lhonga zmi臋kczy艂 serce Tharna.

    Obejmuj膮ce go rami臋 Tiwata da艂o perkusi艣cie si艂臋, by odwr贸ci膰 si臋 od cz艂owieka, kt贸rego jeszcze do wczoraj uwa偶a艂 za najlepszego przyjaciela, a kt贸ry zrani艂 go najbardziej. Dzi臋ki Type’owi by艂 w stanie stamt膮d odej艣膰.

    – Jak si臋 czujesz? Trzymasz si臋?

    Tharn nie odezwa艂 si臋 ani s艂owem od chwili, gdy podszed艂 do samochodu, a偶 do momentu, gdy weszli do mieszkania. Zaniepokojony Type patrzy艂 na niego zatroskanym wzrokiem, nie wiedz膮c, jak go pocieszy膰. Perkusista odwr贸ci艂 si臋, by spojrze膰 mu w twarz. Potrz膮saj膮c g艂ow膮, ze smutkiem si臋 u艣miechn膮艂. To spojrzenie sprawi艂o, 偶e Type popuka艂 si臋 w g艂ow臋.

    – Nie po艣wi臋caj czasu na my艣lenie o tej kanalii. – Type mia艂 nadziej臋, 偶e jego ukochany uwolni si臋 od poczucia winy i dostrze偶e, kto jest prawdziwym z艂oczy艅c膮. Nie powinien przecie偶 bra膰 odpowiedzialno艣ci za cudze grzechy. Jednak patrz膮c w jego naznaczon膮 cierpieniem twarz, nie m贸g艂 si臋 powstrzyma膰, by jej nie pog艂aska膰. 

    – Nie wiem... Nie wiem, co robi膰 – wyszepta艂 Tharn.

    – Jako pierwsze wystarczy nie rzuca膰 studi贸w. Nie wolno ci patrze膰 na 艣wiat przez pryzmat cudzej winy – odpowiedzia艂 Type, kt贸ry zapragn膮艂 mu przy艂o偶y膰, gdy tylko us艂ysza艂, 偶e bierze odpowiedzialno艣膰 na siebie i zamierza rzuci膰 nauk臋. Potrafi艂 przekona膰 rodzic贸w, 偶eby pozwolili mu urzeczywistni膰 marzenie, a teraz mia艂by z niego zrezygnowa膰 przez b艂膮d, kt贸rego nie pope艂ni艂. Co za bzdura!

    – Ale to ja zawini艂em…

    – Chcesz znowu oberwa膰? – Ch艂opak z po艂udnia uni贸s艂 pi臋艣膰, by mu pogrozi膰, po czym westchn膮艂 i podszed艂 do m臋偶czyzny, kt贸ry zrezygnowany siedzia艂 przy stole. Chwil臋 p贸藕niej przytuli艂 go tak, 偶e g艂owa Tharna spocz臋艂a na jego piersi. Uspokajaj膮co g艂aszcz膮c go po w艂osach, cichym g艂osem przem贸wi艂: 

    – Nie. To z ca艂膮 pewno艣ci膮 nie jest twoja wina. 

    – Ale Tar...

    – Nienawidz臋 imienia tego dzieciaka. Nie zrobi艂em tego dla niego, tylko dla ciebie. A teraz jedyne, co w k贸艂ko powtarzasz, to Tar, Tar, Tar. Jestem zm臋czony s艂uchaniem tego.

    – Przepraszam – powiedzia艂 Tharn. W rzeczywisto艣ci Type wcale tak nie my艣la艂, ale celowo si臋 z nim dra偶ni艂, by oderwa膰 go od ponurych my艣li. 

    – 呕artuj臋. Widzia艂em si臋 z nim kilka razy i uwierz mi – on ci臋 nie obwinia.

    – Ale to przeze mnie musia艂...

    – Powiedzia艂em ci ju偶, on ci臋 nie obarcza win膮. I ty te偶 nie powiniene艣 poczuwa膰 si臋 do odpowiedzialno艣ci – odpar艂 ci臋偶kim g艂osem Tiwat. – W艂a艣ciwie to powinienem ci臋 przeprosi膰  – szepn膮艂, co sprawi艂o, 偶e perkusista podni贸s艂 g艂ow臋 i spojrza艂 mu w oczy.

    – ...

    Jeden rzut oka w twarz Tharna pozwoli艂 Type’owi domy艣li膰 si臋, 偶e musia艂 on naprawd臋 bardzo cierpie膰 w wyniku ich zerwania, skoro nawet nie zawraca艂 sobie g艂owy goleniem zarostu. 

    – Przepraszam, z艂ama艂em obietnic臋. Obieca艂em, 偶e ju偶 nigdy nie powiem s艂owa o zerwaniu. 

    Te s艂owa sprawi艂y, 偶e Tharn owin膮艂 ramiona wok贸艂 jego talii i zapyta艂 jak dziecko:

    – Ju偶 nigdy o tym nie wspomnisz, prawda?

    – Nigdy wi臋cej! To by艂 ostatni raz. Teraz ju偶 b臋dziesz mnie mia艂 na karku przez ca艂e 偶ycie.

    Tharn spojrza艂 na niego z takim zdziwieniem, 偶e Type poczu艂 si臋 w obowi膮zku wyja艣ni膰: 

    – Nie tylko ty cierpia艂e艣, ja r贸wnie偶… Koncentrowa艂em si臋 na moim planie i mia艂em nadziej臋, 偶e wszystko si臋 uda. Ale by艂em zrozpaczony. – Type podni贸s艂 d艂o艅 Tharna i po艂o偶y艂 j膮 na swojej piersi. – Moje serce te偶 boli. – Przycisn膮艂 d艂o艅, daj膮c do zrozumienia, 偶e w tym sercu jest jego ukochany.

    – …

    – Przepraszam. Czu艂em, 偶e musz臋 to zrobi膰. Ai’No sugerowa艂, 偶e powinienem odpu艣ci膰, ale nie chcia艂em. Kiedy艣 nadszed艂by dzie艅, w kt贸rym Lhong wymy艣li艂by kolejny podst臋pny plan i by膰 mo偶e na zawsze by艣my si臋 rozstali. Nie chcia艂em czeka膰 na t臋 chwil臋. I nie mog艂em tego znie艣膰. Nie potrafi艂bym patrze膰, jak on przez ca艂y ten czas tob膮 manipuluje, a podejrzewa艂em, 偶e gdybym ci powiedzia艂, kim on jest, to by艣 mi nie uwierzy艂. 

    – Zrani艂e艣 mnie. 

    Po us艂yszeniu tych s艂贸w Type zmarszczy艂 brwi. 

    – Przepraszam.

    – Sprawi艂e艣, 偶e zupe艂nie oszala艂em. I wpad艂em w depresj臋. 

    – Przepraszam za to.

    – Wiesz, jak bardzo zmartwi艂em swoj膮 rodzin臋? 

    – Hmm, czy ja ju偶 nie przeprasza艂em?

    Type zdawa艂 sobie spraw臋 ze swojej niecierpliwo艣ci, ale wiedzie膰, a j膮 opanowa膰 to dwie r贸偶ne rzeczy. Wpad艂 w panik臋, kiedy us艂ysza艂, 偶e Tharn obwinia si臋 za to, co przytrafi艂o si臋 temu dzieciakowi, a nawet ma zamiar posun膮膰 si臋 do rzucenia studi贸w w ramach odkupienia winy. Poczu艂 si臋 wtedy tak, jakby kto艣 wycelowa艂 w niego bro艅. Niespokojnie patrzy艂 na m臋偶czyzn臋, kt贸ry wci膮偶 nie przestawa艂 czyni膰 mu wyrzut贸w.

    – Pad艂em przed tob膮 na kolana, a ty i tak mnie zostawi艂e艣. 

    – Czego ode mnie oczekujesz? Nie przeprosi艂em ci臋? Co jeszcze mam zrobi膰?

    – Opu艣ci艂em tydzie艅 wyk艂ad贸w i wyst臋py w barze P’Konga. 

    – Och, za to te偶 przepraszam! – Zniecierpliwiony Type podni贸s艂 g艂os. 

    – Musisz naprawi膰 swoje b艂臋dy.

    – Mhm, powiedz tylko, co chcesz, 偶ebym zrobi艂. 

    – Musisz wr贸ci膰 do mnie i ze mn膮 zosta膰. I ju偶 nigdy wi臋cej ze mn膮 nie zrywa膰. Musisz obieca膰, 偶e ju偶 nigdy nie wypowiesz tego s艂owa.

    Tym razem przysz艂a kolej na Tiwata, by spojrze膰 ogromnymi oczami na rozm贸wc臋. Jego bystremu spojrzeniu nie uszed艂 oczywisty fakt. Tharn patrzy艂 na niego tak jak wtedy, kiedy na kl臋czkach b艂aga艂 go, 偶eby nie odchodzi艂. 

    On si臋 ba艂.

    Type pochyli艂 si臋 i mocno obj膮艂 ukochanego, po czym z艂o偶y艂 na jego skroni poca艂unek. 

    – Zgoda, Tharn. Do ko艅ca 偶ycia razem. 

    Nie przejmowa艂 si臋 tym, jak te s艂owa zabrzmi膮. W tym momencie chcia艂 podkre艣li膰 swoje zaanga偶owanie. Pragn膮艂 przekona膰 Tharna, 偶e jest got贸w si臋 z nim zwi膮za膰. Tylko on by艂 dla niego tak wa偶ny. I nie mia艂o znaczenia, czy jest dziewczyn膮, czy gejem. Tiwat wiedzia艂, 偶e kocha艂by go bez wzgl臋du na p艂e膰. By艂o tak, jak jego ch艂opak m贸wi艂 ju偶 wcze艣niej. Je艣li odrzuci si臋 na bok kwesti臋 p艂ci, to mo偶na poszerzy膰 w艂asne horyzonty i spojrze膰 z innej perspektywy. Te s艂owa wci膮偶 tkwi艂y g艂臋boko w jego sercu, a ostatni incydent sprawi艂, 偶e Type naprawd臋 i w pe艂ni je zrozumia艂. To, co wcze艣niej nie by艂o jeszcze do ko艅ca sprecyzowane, teraz jawi艂o si臋 przed nim w zupe艂nie innych barwach. Kocha艂 tego m臋偶czyzn臋 i by艂 pewien, 偶e nikt inny nigdy nie zajmie jego miejsca. Type zrozumia艂, 偶e istnieje aspekt mi艂o艣ci bez rozr贸偶niania p艂ci. Kocha si臋 cz艂owieka. Po ostatnich wydarzeniach zrozumia艂 r贸wnie偶, 偶e jest got贸w walczy膰 o t臋 mi艂o艣膰. Nie by艂o niczego, czym by nie zaryzykowa艂, byle m贸c pozosta膰 u boku Tharna. 

    – Wtedy, gdy m贸wi艂em, 偶e nie chc臋 w to ju偶 dalej brn膮膰, wcale nie mia艂em na my艣li zerwania w przysz艂o艣ci. Po prostu chcia艂em jak najszybciej wyj艣膰. Obawia艂em si臋, 偶e mo偶e si臋 okaza膰, 偶e jestem w tobie zbyt zakochany, 偶eby trzyma膰 si臋 mojego planu. Martwi艂em si臋, 偶e je艣li zostan臋 d艂u偶ej, to nie b臋d臋 w stanie opu艣ci膰 tego mieszkania, a wtedy ten gnojek b臋dzie mia艂 okazj臋 mi臋dzy nami namiesza膰.

    – Co? Co powiedzia艂e艣?! 

    Tharn nagle wsta艂 i przerwa艂 mu dono艣nym g艂osem. Type spojrza艂 na niego z niek艂amanym zdumieniem. 

    – Co? Co masz na my艣li? M贸j plan? 

    – Nie, nie! Przed chwil膮 powiedzia艂e艣… Powiedzia艂e艣, 偶e mnie kochasz! – wykrzykn膮艂 perkusista, jakby us艂ysza艂 co艣 niesamowicie wa偶nego i nie m贸g艂 tak do ko艅ca uwierzy膰 w艂asnym uszom. Zupe艂nie jakby Type’owi wymskn臋艂o si臋 to przypadkiem. Patrz膮cy na niego m臋偶czyzna odpowiedzia艂 pytaniem: 

    – A co? Nigdy ci nie powiedzia艂em, 偶e ci臋 kocham?

    – Nie! Nigdy. – G艂os Tharna zadr偶a艂, co wywo艂a艂o 艣miech Tiwata i spowodowa艂o, 偶e natychmiast poczu艂 bol膮ce po pobiciu miejsca. Mimo to nie m贸g艂 si臋 powstrzyma膰. 

    – M贸wi艂em to ju偶 wcze艣niej.

    – Nie, nigdy. Nigdy tego nie s艂ysza艂em.

    Type pomy艣la艂, 偶e Tharn by艂by zdziwiony, gdyby mu powiedzia艂, 偶e wyzna艂 mu mi艂o艣膰, kiedy ten spa艂. To absolutnie nie pasowa艂o do jego wizerunku. Ale… 

    – Powiedzia艂em ci, ale mog艂e艣 nie us艂ysze膰. – Type wzruszy艂 ramionami, na co Tharn zacie艣ni艂 u艣cisk.

    – Powiedz mi wi臋c jeszcze raz! Powiedz! 

    W艂a艣ciwie to Type mia艂 zamiar wymiga膰 si臋 przed wypowiadaniem na g艂os tych dw贸ch jak偶e znacz膮cych s艂贸w.

    Kocham go. Czy to a偶 tak wa偶ne, by wypowiedzie膰 to na g艂os? 

    Ale widz膮c wpatrzone w siebie bystre, pe艂ne b艂agania oczy, Type, kt贸rego lodowata pow艂oka ju偶 dawno zd膮偶y艂a stopnie膰, poczu艂, jak mi臋knie mu serce. 

    – Wi臋c s艂uchaj uwa偶nie, bo powiem to tylko raz – zwr贸ci艂 si臋 Tiwat do ukochanego m臋偶czyzny, kt贸ry nie odrywa艂 od niego wzroku. Nieznacznie u艣miechn膮艂 si臋 bol膮cymi ustami, a nast臋pnie zbli偶y艂 si臋 do Tharna i opar艂szy w艂asne czo艂o o jego, powiedzia艂: 

    – Kocham ci臋, Ai’Dupku Tharn!

    Prawdopodobnie tego typu wyznanie bardziej odpowiada艂o stylowi Tiwata ni偶 jakiekolwiek inne. Ale perkusista nie zwraca艂 uwagi na takie drobiazgi. Na jego bezbronnej twarzy pojawi艂 si臋 szcz臋艣liwy u艣miech. W nast臋pnej chwili mocno przytuli艂 Type’a, po czym pe艂nym uczucia g艂osem wyzna艂: 

    – Ja te偶 ci臋 kocham, najbardziej na 艣wiecie.

    – Spr贸buj mnie tylko nie kocha膰 po tym wszystkim, co zrobi艂em. – Type ucich艂, a po policzkach przystojnego perkusisty sp艂yn臋艂y 艂zy. 

    M臋偶czyzna bezg艂o艣nie p艂aka艂. Type delikatnie po艂o偶y艂 d艂onie na dr偶膮cych ramionach ukochanego i przytuli艂 jego spuszczon膮 g艂ow臋. Zrozumia艂, 偶e napi臋cie ostatnich dni najwidoczniej opad艂o i w ten spos贸b znalaz艂o uj艣cie. On sam r贸wnie偶 odczuwa艂 strach przez ca艂y tydzie艅. U偶y艂 ca艂ej si艂y woli, by powstrzyma膰 cisn膮ce si臋 do oczu 艂zy i pocieszy膰 swoj膮 po艂贸wk臋. 

    Musia艂 przyzna膰, 偶e z jakiego艣 powodu mia艂 obsesj臋 na punkcie tej mi臋kkiej, bezbronnej strony Tharna... Tej strony, kt贸r膮 partner pokazywa艂 wy艂膮cznie jemu. 



T艂umaczenie: Juli.Ann

Korekta: Baka / paszyma



Poprzedni 馃憟             馃憠 Nast臋pny 

Komentarze

  1. Cudny rozdzia艂, sprawiedliwo艣膰 sta艂o si臋 zado艣膰, dobro zwyci臋偶y艂o a mi艂o艣膰 jest mi艂o艣ci膮 馃槏

    OdpowiedzUsu艅
    Odpowiedzi
    1. 馃挏 Wed艂ug spisu tre艣ci kolejny b臋dzie 18+, ale mnie interesuje ten rozdzia艂 po nim. Zacznie si臋 starcie te艣cia in spe z zi臋ciem in spe. 馃ぃ

      Usu艅

Prze艣lij komentarz