LM – Rozdział 13
Wścibska uciążliwość
[Vee Vivis]
Ostatnio moje życie
stało się o wiele lepsze. Odkąd ten dzieciak kazał mi przestać kochać Ploy,
starałem się to robić. Mogłem śmiało powiedzieć, że będąc z Markiem, czułem się
dobrze. Przy nim potrafiłem zapomnieć o złych rzeczach, a od przyjaciół
usłyszałem, że jestem wesoły i pogodny jak zwykle. Oczywiście byłem w stanie to
zrobić. Być może to, co powiedział mój brat, było prawdą.
Nie tylko Ploy
pragnęła dystansu, ja również go sobie życzyłem.
– Chodźmy go
zaprosić. Pond pojechał już po Dana, więc zahaczymy o akademik Bara – zwrócił
się do mnie po zakończeniu rozmowy telefonicznej Kla. Obecnie znajdowałem się w
akademiku Kla i Yeewy. Zamierzaliśmy wyskoczyć się zabawić, by uczcić wizytę Dana,
który od czasów liceum przyjaźnił się z Barem i ze mną. Dan dostał się na inny
uniwersytet, więc od czasu do czasu się odwiedzaliśmy, a gdy zapoznał się z
moimi przyjaciółmi z uczelni, im również stał się bliski.
– Dlaczego miałby
chcieć wybrać się z nami? – marudziłem, nie wykonując żadnego ruchu.
– Hej, nie jesteście
przyjaciółmi? Może chciałby posłuchać, co tam w twoim życiu słychać nowego –
wysunęła przypuszczenie Yeewa, zanim chwyciła z wieszaka marynarkę.
– No jasne. Bo
wszyscy tak bardzo mnie kochacie – rzuciłem sarkastycznie.
Wielokrotnie używali
mnie jako pretekstu do mocno zakrapianych spotkań. Miałem siedzieć z nimi w
pubie, chociaż wcale mnie nie pocieszali. Ale musiałem przyznać, że w ich
pobliżu czułem się komfortowo. Pokrzepiająca obecność moich przyjaciół pomagała
mi złagodzić ból, choć szczerze mówiąc, nie było to dla mnie tak wielką
pociechą jak bycie z tym, o kim teraz myślałem.
Nie powiedziałem mu
jeszcze, dokąd się wybieramy.
– Hej, jesteśmy
przyjaciółmi, więc nie musisz mówić takim tonem. – Głos Yeewy był równie
szczery jak moja sarkastyczna odpowiedź.
– Dzięki nam ci się
polepszyło, prawda? Wystarczy spojrzeć, stałeś się bardziej pogodny – zauważył
Kla, szczypiąc mnie w policzek.
Odsunąwszy jego dłoń,
spojrzałem na niego ze złością.
– Co wy tam wiecie…
– skomentowałem, po czym usiadłem, krzyżując nogi.
– Daj spokój,
przyjaciele mogą zrobić przynajmniej tyle, by ci pomóc, hm? – Yeewa rzuciła mi
przebiegły uśmiech.
– Czy ty wiesz coś,
czego my nie wiemy, ślicznotko? – zwrócił się do niej Kla.
– Vee nie pisnął
słówka. Jeśli chcesz coś wiedzieć, zapytaj jego – padło z ust pięknej
dziewczyny, która po tych słowach spojrzała w inną stronę, ignorując głupią,
pełną ciekawości minę Kla.
– Vee…
– Chodźmy po Bara –
zarządziłem i wstałem, by wyprowadzić ich z pokoju.
Słysząc za plecami
jęki Kla i chichot Yeewy, mogłem jedynie zaśmiać się pod nosem z ich wścibstwa.
Naprawdę miałem
później ochotę zrezygnować z przyjaźni z Barem. Tego wieczoru, kiedy ruszyliśmy
tyłki z pokoju Kla, skierowaliśmy się do jego akademika. Dan i Pond byli gotowi
wyjść i upić się do nieprzytomności. Ale na litość boską! Kiedy dotarliśmy do
pokoju Bara, drzwi otworzył nam ten jego doktor, pokazując swoje jędrne mięśnie
i zaróżowione ciało. Jeden rzut oka na Kana wystarczył, żebym się zaczerwienił.
Na widok muskułów tego kolesia mój umysł bezwiednie powędrował myślami do
mięśni tego drugiego dzieciaka.
Siedząc,
dyskutowaliśmy przez chwilę, zanim usłyszeliśmy, że Bar do nas nie dołączy,
ponieważ jego ukochany mąż mu na to nie pozwoli. Przez chwilę się z nim
drażniłem, ale on wtulił tylko zaczerwienioną twarz w klatkę piersiową swojego
doktora. Bar zwykle taki nie był. Wcześniej nie ogarniałem, jak mógł tak łatwo
poddać się Tossakanowi, ale teraz zaczynałem go rozumieć.
– Kompletnie
zaniemówiłem, stary. Nie mogłem nawet podnieść szklanki. Ręce mi się trzęsły i
w ogóle – opisywał Pond, kiedy po opuszczeniu akademika naszego przyjaciela
dotarliśmy do pubu, mając Bara za temat rozmowy.
– Czułem się
cholernie niezręcznie, kiedy tak bezpardonowo wspiął się na kolana tego młodego
kolesia. Mój przyjaciel naprawdę z dnia na dzień coraz bardziej się do niego
klei – zauważył Kla.
– Drażnijcie się z
nim, chłopaki, żeby stał się jeszcze odważniejszy – zasugerowałem, uśmiechając
się, zanim stuknąłem kieliszkiem o kieliszek Dana.
– Więc nie
zamierzasz mnie poinformować, co słychać w życiu twoim i Bara? – Dan spojrzał
na mnie ze zirytowaną miną.
– U mnie nic
wielkiego się nie dzieje, a jeśli chodzi o Bara, to sam go później zapytaj. Po informacje
należy udać się do źródła – odparłem zwięźle.
– Jasne, stary… Więc
koleś ze złamanym sercem nadal potrafi być tak irytujący?
– Myślisz, że twój
przyjaciel długo będzie cierpiał z powodu złamanego serca? Może mieć kogoś, kto
pomaga mu je uzdrowić, więc wrócił do siebie po tym, co zrobiła jego eks…
– Bądź cicho i pij,
Yeewa – wtrąciłem, podsuwając jej szklankę z napojem, a ona – zrobiwszy
niewinną minę – podniosła drinka do ust, by się napić.
– Co masz na myśli?
– Hej, przystojniaku,
co się dzieje? – zwrócili się do mnie równocześnie Kla i Pond.
Starałem się
zachować spokój. Szczerze mówiąc, chętnie bym im o tym powiedział, ale nie
byłem pewien, czy ten facet to doceni. Poza tym byłem głupi i niekonkretny w
rozmowie z Markiem. Wolałem więc teraz pozwolić moim przyjaciołom na domysły.
Zresztą tak było bardziej zabawnie.
– On wam nie powie.
Nie jesteście wystarczająco ważni. – Mówiąc te słowa, Yeewa zmarszczyła brwi.
– A może wy dwoje… –
zasugerował Dan, wskazując na Yeewę i mnie.
Jego oczy szeroko
się rozwarły, a pozostali dwaj wyglądali na nieźle zdezorientowanych.
– To cię oświeciło…
– Ja też umawiam się
z ludźmi, patrząc na ich osobowość, a nie tylko wygląd –
odparłem
nonszalancko.
– Auć. – Bawiąca się
komórką Yeewa zmarszczyła brwi.
Prowadziliśmy luźne
rozmowy, a po jakimś czasie dołączyli do nas Nuea i Pan. Wkrótce miał przybyć
również Pin. Temat moich spraw osobistych został odłożony na bok i na tapet
wjechała historia Bara. Yeewa scena po scenie opowiadała o naszej wizycie w
jego akademiku Pan, która wściekała się, że nie zabraliśmy jej tam ze sobą,
więc została pozbawiona widoku jędrnego i gorącego ciała doktorka.
– Zamiast tego
możesz przyjść i pogapić się na moje – zaproponowałem, nie mogąc znieść jej
głośnych narzekań.
– Mówisz poważnie,
Vee? – zamrugała.
– Nie. Po prostu
próbuję ci przekazać, że jesteś irytująca – oznajmiłem, odsuwając jej słodką,
małą twarz od mojej.
– Dlaczego jesteś
taki wredny? Dla kogo je oszczędzasz? Nie masz już przecież żony.
– Ale jest ktoś, kto
je ogląda.
– Kto?!
– To moja sprawa – powiedziałem,
unosząc brwi, żeby się z nią podroczyć.
Dziewczyna spojrzała
na mnie bez słowa, domyśliwszy się, że jej nalegania na nic się nie zdadzą.
– Zawsze taki
jesteś. Zawsze nam skąpisz najbardziej soczystych kawałków. Nawet w sprawę z
Ploy nas nie wtajemniczyłeś. Gdyby nie Dew, nigdy byśmy się o tym nie
dowiedzieli – wygłosiła Pan, patrząc na mnie z pełnym niezadowolenia grymasem.
– Gdyby nie Dew, to
ja też zapewne nie wiedziałbym o Ploy i jej starszym kolesiu. Prawdopodobnie
nadal byśmy się kochali – skorygowałem spokojnie, nie pozwalając, by to na mnie
wpłynęło.
Prawdę
powiedziawszy, wciąż o tym myślałem. Nie mogłem powiedzieć, że już całkowicie wymazałem
to z pamięci. Ale jeśli ktoś zapytałby mnie, czy nadal tak samo mnie to boli, to
mógłbym z przekonaniem oznajmić, że nie. I to wcale nie dlatego, że miałem tego
dość lub byłem obojętny na komentarze ze strony przyjaciół. Powodem, dla
którego potrafiłem się otrząsnąć, był chłopak, który zajął miejsce zwolnione
przez Ploy. Szczerze mówiąc, o Marku myślałem częściej niż o niej.
– To nieprawda. Z
tego, co słyszałam, musiał nadejść dzień, kiedy i tak byście się rozstali, bo
jesteś…
– Jestem kim? – kazałem
dokończyć Yeewie, która niespodziewanie zamilkła, spoglądając na wyczekujących
jej odpowiedzi przyjaciół.
– Nieważne. Dlaczego
tak się na mnie gapicie? To jeszcze większa presja niż wtedy, gdy rywalizowałam
o tytuł Gwiazdy Uniwersytetu. To tylko zwyczajne przejęzyczenie. Po prostu umówmy
się, że nic nie powiedziałam. – Ślicznotka machnęła ręką.
Zmrużyłem oczy,
patrząc w jej twarz, a ona dodała mi niewinny uśmiech. Słowo daję, że poczułem
niepohamowaną chęć, by podnieść wiadro z lodem i chlusnąć jej w twarz jego
zawartością.
– Jestem pewien, że
między wami coś się dzieje – zauważył Kla, wskazując na Yeewę i mnie.
– Powiedz nam! – Dan
intensywnie się na mnie gapił, próbując wywrzeć presję.
Pod spojrzeniem jego
bystrych oczu poczułem się jak rzadki okaz pod mikroskopem. W odpowiedzi
wzruszyłem ramionami.
– Nic między nami
nie ma – udzieliłem zdawkowej odpowiedzi, ale mój rozmówca z niedowierzaniem i
frustracją zmarszczył nos.
– Drań!
Z uśmiechem
przyjąłem „komplement” i podniosłem do ust szklankę. Sącząc drinka,
przysłuchiwałem się ich rozmowie. Dan opowiadał o swoim uniwersyteckim życiu,
mówiąc, że na ich uczelni również muszą się ciężko uczyć, a ich aktywności są
inne niż nasze. Między innymi był przekonany, że wszystko musi robić w
pośpiechu. Kontynuowaliśmy wymianę myśli i anegdot, powracając po jakimś czasie
do plotkowania na temat Bara i studenta medycyny, by – zatoczywszy koło – znów
wziąć na tapet mnie. Słuchając ich rozmów, kiwałem głową. Od czasu do czasu moi
przyjaciele przerywali pogawędki, by udać się na parkiet.
– Nie chcesz iść
potańczyć? – zwrócił się do mnie Dan.
– Nie przepadam za
pląsami.
Nie należałem do
miłośników tańca, a do relaksu wystarczyło mi kilka drinków.
– Spodoba ci się –
padło z ust uśmiechającej się do mnie Yeewy.
Spojrzenie jej
ładnych oczu powędrowało do grupy tancerzy szalejących na parkiecie. Pochyliwszy
się, dziewczyna szepnęła mi do ucha:
– Popatrz tam. – Gestem
głowy wskazała mojego przystojnego przyjaciela o imieniu Nuea tańczącego z chłopakiem,
którego dobrze znałem. Przez chwilę patrzyłem, jak ich ciała kołysały się w
rytm muzyki.
– I co z tego? – odpowiedziałem
pytaniem.
– Jaki skryty… Wiem,
co myślisz, przystojniaku. – Powiedziawszy te słowa, chwyciła mój podbródek i
pokręciła w lewo i prawo moją głową, by uważniej mi się przyjrzeć.
– Co wiesz? – zapytałem
spokojnie, nie odsuwając jej ręki, ale naciskając na nią wzrokiem.
– O twoim chłopaku –
odparła lekko kpiąco.
– Skąd wiesz?
– Więc się przyznajesz?
– Jej brwi podjechały w górę.
– Powiedziałaś… że
wiesz. – Zrobiłem zdezorientowaną minę.
Nie mów, że dałem
się nabrać na jej zwodnicze sztuczki!
– Haha! Tylko
spekulowałam, ale teraz jestem już pewna. – Dziewczyna przebiegle się
uśmiechnęła, po czym puściwszy mój podbródek, uniosła do ust szklankę.
– Jędza! – wytknąłem
łagodnie, ale ona jedynie z doskonałą obojętnością wzruszyła ramionami.
A od kiedy to ona chowa
się pod moim łóżkiem?
– Widzisz? Po prostu
przyznaj, że między wami coś jest. – Spojrzawszy w górę, ujrzałem Kla wskazującego
na moją twarz, który wymownie skinął głową w kierunku Yeewy. Obok niego stał
Nuea w towarzystwie Marka. Tego ostatniego obrzuciłem teraz surowym spojrzeniem,
ale jego owalne oczy, po rzucie oka w moją twarz, natychmiast zwróciły się w
inną stronę.
Czekaj… Czy to nie
on przed chwilą tańczył? Dlaczego popatrzył na mnie z takim niezadowoleniem?
– Witajcie. – Mark, złożył
dłonie, by pozdrowić siedzących przy stole.
– Witaj, mój uroczy
protegowany. Proszę, usiądź obok swojej pięknej mentorki. – Yeewa pociągnęła go
za ramię, by zajął miejsce obok niej. Zresztą nie tylko obok niej, ale pomiędzy
nią a mną.
Co za przebiegła dziewczyna…
– Dlaczego jesteś rabusiem?
To ja zabrałem go od jego przyjaciół. – Zmarszczywszy brwi, Nuea usiadł
naprzeciwko Marka.
– Gdzie są twoi
przyjaciele? Dlaczego ich tu nie zaprosisz? – Yeewa pochyliła się, by zapytać o
to Marka.
– Jest ich tu sporo –
odparł z uśmiechem.
– Och, to nie Fuse i
wasz gang?
– Nie, James i
ekipa.
W myślach mignął mi
obraz chudego kolesia Marka. Spotkaliśmy się zaledwie kilka razy, ale wpatrzone
we mnie oczy tego dzieciaka przeszywały mnie na wylot. Nie byłem pewien, czy
Mark coś im powiedział, ale wyglądało na to, że chłopak o imieniu James mnie
nie lubił. Przekonałem się o tym, rzucając okiem na sekretne rozmowy na Line.
– James to przystojniak
z Wydziału Administracji Biznesu.
– Ojej! Przyprowadź
go tutaj, żeby usiadł obok mnie. To miejsce jest jeszcze wolne – powiedziała
Pan, uśmiechając się do Marka, który odwzajemniwszy jej uśmiech, spojrzał na
swój telefon. Domyśliłem się, że chciał przekazać przyjaciołom, gdzie jest. A
może naprawdę zamierzał zaprosić ich do naszego stolika? Nie rozumiałem jednak,
dlaczego musiał zgłaszać to Jamesowi, zupełnie jakby ten był jego matką.
– Dlaczego mi nie
powiedziałeś, że tu będziesz? – zapytała Marka Yeewa.
– A niby dlaczego ma
ci o tym meldować? – wtrącił się Nuea.
– Nie musisz się tak
unosić. To mój junior – padła kontra Yeewy.
– Mój też.
– O co w tym chodzi?
– wymamrotałem cicho, skłaniając Marka do spojrzenia w moją stronę. – Jestem
ważniejszy, ale nawet się do mnie nie odezwałeś – powiedziałem z lekkim
wyrzutem, patrząc mu w twarz, zanim przeniosłem wzrok gdzie indziej.
– A ty powiedziałeś
mi, gdzie jesteś? – odpowiedział równie łagodnie.
– To nie było zaplanowane.
– Hmph!
– Możesz sobie
kaszleć, ile chcesz. Tak długo, jak nie boli cię gardło.
– O co się tak
kłócicie? – Yeewa pochyliła się za plecami Marka, zwracając się z tym pytaniem
do mnie. Po usłyszeniu jej słów chłopak lekko się wzdrygnął i wbił we mnie
surowy wzrok.
– Nie twój interes!
– odciąłem się głębokim głosem, skłaniając ją do kontynuowania rozmowy z
przyjaciółmi.
– Spójrzcie tam!
Znowu flirtuje. – Dan wskazał na mnie.
– Kto z kim
flirtuje? – dopytywał się Pin.
– Sir Vee i Madame
Yeewa – droczył się zapytany.
– Ty z nią tak na poważnie,
przystojniaku? – chciał wiedzieć siedzący obok Pina You.
Rzuciwszy mu krzywe
spojrzenie, podniosłem do ust drinka.
– On tylko się ze
mną bawi – skwitowała Yeewa.
– Ale z ciebie drań…
– skarcił mnie Nuea.
Spojrzałem na niego
spokojnym wzrokiem, całkowicie ignorując drwiny przyjaciółki, a chwilę później
się wzdrygnąłem, kiedy poczułem szturchnięcie w kolano. Rzut oka wystarczył, by
zorientować się, że to kolano należy do faceta siedzącego obok. Poczułem, że na
mojej twarzy pojawia się uśmiech.
– Co? – zapytałem
delikatnie, położywszy rękę na oparciu za jego szyją.
– Nic. – Nic, ale jego
noga nawet nie drgnęła.
Jeśli tak bardzo to lubisz,
to może udamy się w bardziej odosobnione miejsce?
Mogłem jedynie o tym
myśleć, podczas gdy spoglądałem mu w twarz, zastanawiając się, co jest z tym
gościem nie tak.
– Więc z kim
przyszedłeś? – zapytałem, puszczając mimo uszu muzykę i paplaninę przyjaciół,
by skupić się na tym, co on miał mi do powiedzenia.
– Z Jamesem, Windem
i grupą ich przyjaciół.
– Masz na myśli Pita
i jego ekipę? – Uniosłem pytająco brwi.
– Znasz go?
– Wydaje mi się, że mignął
mi na fejsie – wyjaśniłem i na tym zakończyła się nasza rozmowa.
Mark zwrócił twarz
ku Nuei, który otwierając butelkę whiskey, walczył o jego uwagę, by ponowić
zaproszenie jego przyjaciół do naszego stolika.
– Po prostu ich zaproś.
Nie mamy nic przeciwko – poparł go Pin.
– Im więcej, tym
weselej. Przyciągnąłem już Li i spółkę – dorzucił Kla.
Wyglądający na
cokolwiek niechętnego Mark zwrócił twarz w moją stronę, zupełnie jakby bezgłośnie
chciał uzyskać pozwolenie. Zamiast odpowiedzi zrewanżowałem mu się, wbijając
kolano w jego nogę, tak jak on to zrobił wcześniej ze mną, co skłoniło go do
spojrzenia w dół i zabawy telefonem.
Wkrótce do naszego
towarzystwa dołączyła grupka Li, a za nią kilku przyjaciół Marka. Po
przedstawieniu się wszyscy zajęli miejsca, a alkohol sprzyjał zacieśnianiu
więzi. Po jakimś czasie wyczułem na sobie intensywny wzrok jednego z
dzieciaków. Szturchnąwszy chłopaka obok mnie, skinąłem w kierunku gapiącego się
na mnie juniora, na co Mark uśmiechnął się w odpowiedzi.
Nie czujesz się o
mnie zazdrosny?
Przewróciłem oczyma
z frustracją, gdy spostrzegłem, że ten dzieciak wciąż wlepia we mnie wzrok, a gdy
ja spoglądałem mu w twarz, on natychmiast odwracał głowę. Trwało to jakiś czas,
dopóki Mark mnie nie szturchnął.
– Jeśli nie chcesz go
oglądać, po prostu patrz gdzie indziej. – Jego lekko ochrypły głos stał się nieco
bełkotliwy. Wyglądało na to, że mój towarzysz zaczyna być podchmielony.
– Cóż, po prostu
czuję się dziwnie, więc i tak muszę spoglądać w jego kierunku.
Tak właśnie się czułem.
Kiedy ktoś nas taksuje, wyraźnie daje się to wyczuć i bez podjęcia
jakichkolwiek kroków ten ktoś nie przestanie się gapić. Próbowałem więc nawiązać
z nim kontakt wzrokowy, by oczami przekazać mu: „Przestań się wreszcie na mnie
gapić”, ale on najwyraźniej nie miał odwagi, by odwzajemnić moje spojrzenie. Gdybym
miał zgadywać, powiedziałbym, że ten koleś mnie lubi.
– Nic na to nie
poradzisz – usłyszałem szept Marka.
Wysoki chłopak obok
mnie, wyciągnąwszy rękę przed moją twarzą, sięgnął po butelkę whisky, którą chwyciłem,
zanim zdążył ją do siebie przyciągnąć.
– Upijesz się – powiedziałem
spokojnie, rzucając mu surowe spojrzenie.
– Nie jestem pijany.
Mark szarpnął, ale
nie puściłem. Nie miałem pojęcia, że przy stoliku zapadła cisza, ale
oprzytomniałem, gdy Yeewa klepnęła mnie w ramię. Dotarły do mnie jej słowa, żebym
przestał przesadzać. Zmarszczywszy więc brwi, pozwoliłem chłopakowi zająć się
butelką whisky. Nalał sobie drinka jak gdyby nigdy nic.
– Do diabła!
– Co? – Spojrzałem
na mężczyznę siedzącego po przeciwnej stronie stołu. Nuea przenosił wzrok ze
mnie na Marka, po czym wskazawszy mnie drżącym palcem, zapytał:
– Ty… i mój Mark?
Twój Mark?
Te słowa
wypowiedziałem jedynie w myślach, ukradkiem patrząc na Marka. Wszyscy moi
przyjaciele niemal natychmiast zamilkli i wbili we mnie niecierpliwe
spojrzenia. Tak samo zresztą zachowali się przyjaciele Marka.
– Zapytaj jego. – Gdy
tylko to powiedziałem, siedzący obok chłopak rzucił mi ostre spojrzenie. Był
małomówny, więc nie rwał się do długich wyjaśnień.
– Do diabła,
człowieku. Nie mów, że jest tak, jak myślę! – zwrócił się do Marka Wind, który
naciskał wzrokiem, chcąc uzyskać odpowiedź. Niczym nie różnił się zresztą od
Jamesa, który odstawił szklankę, złożył ręce i wbił wzrok w przyjaciela.
– Cóż, nic wielkiego.
A co? Wygląda na to, że coś jest? – Pierwsze zdanie zapytany skierował do swoich
przyjaciół, natomiast z pytaniem zwrócił się do wszystkich obecnych.
Nie dało się ukryć,
że spotkało się to z westchnieniami ulgi i jękami lamentu.
– Czy to niedobrze,
że nic się nie dzieje? Wyobraźcie sobie, jaki byłby bałagan, gdyby było inaczej
– zauważyła Pan.
– Właśnie. Bardzo dobrze,
że Mark wciąż jest singlem. – Nuea posłał mu promienny uśmiech.
Na domiar złego
podmiot ich rozmowy nawet nie zaprzeczył. Zamiast tego w odpowiedzi uśmiechnął
się od ucha do ucha. Był pijany, czy co? Dlaczego tak radośnie się uśmiechał?
– Skąd wiesz, że
jest singlem? – dopytywał się Pond.
–
Tak… Jesteś singlem? Bo ja tak! – wyznał Li, pochylając się w stronę Marka, który
nieznacznie się cofnął.
– Cóż… – zaczął, a
ja stuknąłem czubkiem buta w jego stopę.
Nie patrząc w moją
stronę, po chwili uśmiechnął się i dokończył:
– Jest ktoś, kogo
lubię.
– Co? Jak to? – lamentował
Tee.
– Kto to, do cholery,
jest? Dlaczego nic o tym nie wiemy? – domagał się odpowiedzi Win.
– Bar? – pytając o
Bara, Kla uniósł brwi.
Westchnąłem cicho,
by dać upust mojemu niezadowoleniu. Co za kretyński pomysł z wywlekaniem
imienia Bara. Przecież każdy wie, że spiknął się już z tym swoim młodziutkim
lekarzem.
– Nie – zaprzeczył z
uśmiechem Mark.
Nie powiedział
jednak nic więcej, pozwalając swoim i moim przyjaciołom snuć dzikie domysły.
Milczałem podobnie jak on. I jak Yeewa, która z uśmiechem słuchała tego, co
padało z ust ciekawskich rozmówców.
– W takim razie to
muszę być ja – zaopiniował Nuea, patrząc na Marka, który – odwzajemniwszy jego
spojrzenie – obdarzył go uśmiechem.
– Mówisz poważnie? –
zwrócił się do Nuei Dan.
– Właśnie sam próbuję
się tego dowiedzieć – odparł nieśmiało zapytany, na co Mark wydał z siebie
cichy chichot.
– Nie miałem na
myśli jego. Chodzi mi o ciebie. A raczej o to, czy od teraz zamierzasz na
poważnie się z kimś ustatkować? To… tak trudne do wyobrażenia, że niemal
niemożliwe, Nuea.
Po słowach Dana niemal
wszyscy obecni zaczęli się śmiać i prześcigać w wytykaniu wszystkich złych
uczynków Nuei.
– Nie przesadzać! Jeszcze
mi go tu odstraszycie! – zaprotestował podmiot ich kpin.
– Zdążyłem się już poczuć
niesamowicie onieśmielony – przemówił z uśmiechem Mark.
Dlaczego – do jasnej
cholery! – musiał się tak ciepło uśmiechać?! Słowo daję, że odczuwałem
niepohamowaną chęć, by przyciągnąć go do siebie i na oczach wszystkich pocałować
w usta!
Moi przyjaciele
wciąż kpili z Nuei, podczas gdy ja z sekundy na sekundę traciłem cierpliwość.
– Czego się obawiasz?
Chodźmy porozmawiać sobie od serca – zaproponował Nuea, machając do Marka.
– Mój junior nie
lubi takich szczerych rozmów. Woli używać kolan lub stóp, by kogoś szturchnąć –
wtrąciła Yeewa, wprawiając nas w zakłopotanie.
Przy stole na chwilę
zapadła cisza, a ja w reakcji na jej słowa poczułem ciepło na policzkach, które
stało się jeszcze bardziej intensywne, kiedy dostrzegłem czerwone uszy Marka.
Yeewa to
najprawdziwsza diablica!
– Do diabła! Masz
więc kogoś konkretnego na oku? A może mam jeszcze szansę? Pytam absolutnie
poważnie, Mark.
Odwróciłem wzrok od
czerwonych uszu chłopaka, by spojrzeć na twarz Nuei, która wyrażała błaganie.
Przewróciwszy oczami, zerknąłem z powrotem na Marka i poczułem się jeszcze
bardziej zdenerwowany, gdy w napięciu czekałem na jego odpowiedź.
– Cóż, to… nie jest jeszcze
jasne.
– Więc to znaczy, że
wciąż mogę mieć nadzieję?
Miałem ochotę wyłupać
oczy mojemu przyjacielowi, który błagalnym wzrokiem patrzył na obiekt swoich
westchnień. Co do cholery?! Czy to przytłaczające uczucie to agresja? Jeśli
tak, to chyba istotnie byłem agresywny.
– Mark…
– Mark, podejdź no.
Chcę z tobą pogadać – przerwał mi ten dzieciak James.
Odruchowo spojrzałem
w stronę chłopaka, który wypowiedział jego imię równocześnie ze mną, po czym
ponownie odwróciłem głowę, by spojrzeć na Marka.
– Pozwól mi najpierw
porozmawiać z moim przyjacielem – powiedział łagodnie, a na mojej twarzy nagle
pojawiło się odrętwienie.
Więc nie jestem dla
ciebie najważniejszy?
Zdałem sobie sprawę
z narastającego we mnie niezadowolenia. Zirytowany przesunąłem się, żeby mógł
wstać i porozmawiać ze swoim drogim przyjacielem, który był dla niego tak
ważny.
– Igrasz z ogniem – powiedziałem
cicho, gdy przechodził obok.
Mark się zatrzymał. Z
jego twarzy wyczytałem zdenerwowanie. Ale co potem? Kiedy nasze spojrzenia się spotkały,
on po prostu się uśmiechnął, jakby nie zrobił nic złego.
Argh! To tak cholernie
frustrujące!!!
Tłumaczenie: Juli.Ann
Komentarze
Prześlij komentarz