BTS – Rozdział specjalny 3
Zaliczone
[Pran]
Westchnąłem głęboko, gdy osoba stojąca przede mną skończyła mówić. Położyłem na stole jasnoniebieską kartkę ozdobioną pięknie wyrzeźbionymi, ciemnoniebieskimi literami i z irytacją przeczesałem dłonią włosy. Wielki szczeniak podniósł na mnie wzrok. Gdyby mógł, skomlałby jak piesek.
– Pran…
– Dlaczego mi to pokazałeś? – Przerwałem mu i upiłem ze szklanki trochę kawy. Jej aromat mógł pomóc mi się uspokoić.
– Punch wychodzi za mąż.
– No i co z tego?
Pat nadąsał się, gdy odpowiedziałem pytaniem na pytanie, mimo że dobrze wiedziałem, dlaczego pokazał mi tę kartkę. Cóż innego mogło to być jak nie prośba o pozwolenie na wzięcie udziału w ślubie jego byłej narzeczonej?
– Daj spokój, nie gap się na mnie.
– Mam się uśmiechnąć?
– Ugh, Pran…
Nie używaj tego błagalnego głosu. Nawet tu nie podchodź!
– Nie dotykaj mnie.
– Cieszę się, że jesteś taki zazdrosny.
– Nie jestem zazdrosny.
– Jeśli mnie kochasz, po prostu to powiedz. A jeśli jesteś zazdrosny, powiedz, że jesteś. Jego słowa brzmiały znajomo. Czy już je kiedyś słyszałem?
– Nie jestem zazdrosny.
Byłem zdenerwowany, bo…
– Jesteś zły, bo cię nie zaprosiłem?
Zgadza się!
– Nie.
– Nie przyznasz się, nic nowego. Dlaczego jesteś taki uroczy, kiedy cię całuję? – Pat uśmiechnął się, przyciskając swoje ciało do kanapy, na której siedziałem. Odwróciłem się gwałtownie.
– Nie udawaj słodkiego.
– Pran. – Pat trzymał mnie blisko. – Wiesz, że skrzywdziłem Punch i jej rodzinę. To nie skończyło się dobrze. Prawie rok zajęło nam naprawienie stosunków. Byłoby brakiem szacunku dla nich, gdybym cię przyprowadził.
Przecież wiedziałem.
– Byłoby też brakiem szacunku, gdybym się nie pojawił.
– Tak, wiem.
– Więc o co chodzi? Zazwyczaj się tak nie zachowujesz – powiedział Pat. Wyglądał na tak szczęśliwego, że to było irytujące. – Ale mi się to podoba.
– Nic mi nie jest.
Nie mogłem się przyznać, że wciąż denerwowało mnie wspomnienie, że Pat był zaręczony z Punch i spędzał czas z nią, a nie ze mną…
– O czym myślisz?
Podskoczyłem, gdy poczułem ciepły dotyk w kąciku ust. Zdając sobie sprawę, że ukradł mi pocałunek, odsunąłem się.
– O niczym.
– Dlaczego zrobiłeś taką minę? Nie wiesz, jak bardzo cię kocham?
Spojrzałem mu w twarz, skupiając na niej wzrok. Uczucia, które dostrzegłem, były prawdziwe i trwałe. Minął rok od czasu, gdy się pogodziliśmy i wróciłem do Tajlandii. I wciąż miałem w głowie to jedno pytanie. A ponieważ byłem bardzo uparty, nigdy go nie zadałem. Nie byłem pewien, czy nie miałem odwagi zapytać, czy bałem się usłyszeć odpowiedź.
– Masz garnitur na ślub?
Pat się uśmiechnął.
– Par mi go przygotuje.
– Znowu zawracasz siostrze głowę.
– Nie spodobałby jej się rezultat, gdybym zrobił to sam. Lepiej pozwolić jej się tym zająć.
– Tak…
– A ty ułożysz mi włosy.
Drgnęła mi brew. Po co starał się dobrze wyglądać?
– Znowu się krzywisz. Sprawię, że twoje usta zatracą się w pocałunku.
– Zrób to, a odgryzę ci język.
– Zniesiesz tę stratę?
Zmarszczyłem brwi i odsunąłem się nieco, nieufny wobec jego przebiegłego uśmiechu.
– Co, do diabła?
– Mój język jest niezwykle sprawny, Pran. Będziesz płakał, jeśli zostanie odgryziony.
Przewróciłem oczami, ignorując jego śmiech, i wstałem. Pat zawołał mnie, ale otworzyłem drzwi i wyszedłem, nie przejmując się niczym. Zszedłem po schodach i znalazłem tatę odpoczywającego na kanapie. Zatrzymałem się, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Wierciłem się przez chwilę, zanim kiwnął głową, gestem wskazując miejsce obok siebie.
– Jesteś już w domu? – zapytałem, usiadłszy. Chciało mi się krzyczeć, że byłem taki zdenerwowany. Odkąd wróciłem do Tajlandii, tata i ja nie rozmawialiśmy zbyt wiele. Nie wiedziałem, jak się zachować, zwłaszcza teraz, gdy Pat regularnie nas odwiedzał. Wiedziałem, że są w dobrych stosunkach do tego stopnia, że pracują razem, ale…
– Tak. Czułem się zmęczony, więc wróciłem, gdy skończyłem omawiać umowę – powiedział tata. Popijał wodę ze szklanki i patrzył na mnie. – Gdzie Pat?
– Hmmm?
– Jego samochód stoi przed bramą. Nie mógł zaparkować u siebie przed przyjazdem tutaj?
– Przepraszam. Spieszyłem się. – Od strony schodów dobiegł niski, radosny głos. Zanim się odwróciłem, właściciel głosu usiadł obok mnie. – Co powiedział klient?
– Porozmawiamy później. Jest wiele szczegółów. Przydzieliłem kogoś do napisania raportu. Przeczytaj go i następnym razem sam spotkaj się z klientem.
Pat zaśmiał się i kiwnął głową. Jeszcze przez chwilę rozmawiali, a ja siedziałem w ciszy. Wciąż byłem zaskoczony tym wszystkim. To była zupełnie inna historia niż wtedy, kiedy mój tata przeklął nienawistnymi słowami faceta siedzącego teraz obok mnie. Musiałem wiele przegapić, gdy mnie nie było.
***
– Posiedź tutaj. Wezmę prysznic – powiedział Pat i zniknął w łazience. Usiadłem na krawędzi łóżka. To był drugi raz, kiedy wszedłem do sypialni Pata. Odkąd wróciłem, zwykle to on nocował w moim pokoju. Przychodził i wychodził z mojego domu przez cały czas, aż stało się to normalne. Ja natomiast rzadko przychodziłem do niego. Porównując naszych ojców, jego tata jest bardziej surowy. Nadal odmawiał spojrzenia mi w twarz. Omiatałem go wzrokiem.
W akademiku, w pokoju Pata zazwyczaj panował bałagan, ale teraz było tu zaskakująco porządnie. Jakie to dziwne. Ktoś musiał za niego sprzątać. Mój wzrok padł na szufladę ukrytą obok szafy. Nie zauważyłbym jej, gdybym nie przyjrzał się uważnie. Dlaczego była otwarta? Podszedłem tam, by ją zamknąć, ale mój wzrok przykuło czerwone papierowe pudełko przewiązane białą wstążką. Wyglądało zbyt słodko, nie mogło należeć do właściciela pokoju. Co ważniejsze, była na nim wiadomość napisana uroczym pismem odręcznym: „PP”.
Co oznaczało „PP”?
PatPran?
Nie, niemożliwe. Pat nie zrobiłby czegoś tak słodkiego. Szkoda czasu na zgadywanie. Przykucnąłem, chwyciłem to cholerne pudełko i otworzyłem je. W środku było mnóstwo zdjęć i para niebieskich, aksamitnych puzderek. Podniosłem zdjęcie. Widać na nim było Pata pracującego przy biurku i dziewczynę, rzekomą właścicielkę tego pudełka, która owijała mu ramię wokół szyi, a drugą ręką wyciągała aparat, by zrobić selfie. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby jej różowe usta nie znajdowały się na jego policzku. Nieświadomie przygryzłem wargę tak mocno, że aż zaszczypała. W mojej głowie znów pojawiło się pytanie.
Spałeś z nią, Pat?
Kiedy byliśmy z dala od siebie. Kiedy nie byliśmy razem. W tamtym momencie…
TRZASK!
Słysząc, jak otwierają się drzwi do łazienki, sapnąłem. Wsunąłem pudełko do szuflady i zamknąłem ją tak szybko i cicho, jak to możliwe. Wstałem i spojrzałem na Pata, który po prostu zwrócił wzrok w moją stronę.
– Co robisz? – Uśmiechnął się, wycierając mokre włosy małym ręcznikiem. – Aha, robiłeś jakieś zboczone rzeczy sam? Wyglądasz na zaskoczonego.
– Kretyn.
Pat śmiał się radośnie. Podszedł bliżej i objął mnie w pasie.
– Puść. Jesteś cały mokry! – krzyknąłem.
– Cóż, nie wziąłeś ze mną prysznica.
– Jestem czysty, bo zostałem w domu. Ty pracowałeś cały dzień. Jesteś brudny.
– Wziąłem prysznic. Coś porobimy?
– Przestań żartować, Pat. – Chwyciłem dłoń, która wślizgnęła mi się pod koszulę i zaczęła pieścić mój brzuch. – Jesteśmy u ciebie w domu.
– Nikogo nie ma. Wszystko w porządku.
– Zawsze taki jesteś. Nie dostałeś nauczki?
– Moi rodzice już nam nie przeszkodzą. Nie wejdą tu.
– Pat…
– Hmm? – mamrotał, całując moją szyję.
– Nic.
– Znowu nic. Co mam zrobić, żebyś był bardziej szczery?
Pat śmiał się, niosąc mnie w swoich ramionach. Zrobił krok do przodu i położył mnie na łóżku, po czym wdrapał się na mnie i natychmiast pocałował. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie miałem szansy krzyknąć.
– Puś… Hmm…
– Cicho, nie opieraj się – wyszeptał. Wyglądało na to, że naprawdę był w nastroju.
– Pat…
– Hm?
– Przynajmniej zamknij drzwi.
Uniósł brew, pocałował mnie agresywnie w policzek i poszedł zamknąć drzwi. Spojrzałem za nim, po czym odwróciłem wzrok. Nie byłem zdenerwowany. Przynajmniej powinien był przykryć się ręcznikiem, który wyrzucił, zanim wstał!
***
– Gdzie jesteś? – zapytał Pat. Dzwonił do mnie już trzeci raz.
– Dzwoniłeś do mnie dziesięć minut temu. Jadę samochodem, przecież tam nie pofrunę. Nie mogę jechać szybciej.
– Tęsknię za tobą.
– Zrobiłeś coś złego?
– Co? Po prostu za tobą tęsknię. Dlaczego mnie podejrzewasz?
– W takim razie poczekaj. Już jadę.
– Pospiesz się, Mały Pranie. Duży Pat czeka.
Zmrużyłem oczy z rezygnacją. Włączyłem migacz i skręciłem. Nie wiedziałem, czy bał się, że będę zły, czy czegoś innego, bo ciągle naciskał, żebym szybko odebrał go z wesela.
– Co tak długo ci zajęło? – Pat zaczął marudzić, jeszcze zanim jego tyłek znalazł się na siedzeniu.
– Nawet nie myśl o udawaniu słodkiego w tej chwili.
– Tak bardzo za tobą tęskniłem.
– Flirtowanie ze mną nic ci nie da!
Zaśmiał się, a ja przyspieszyłem.
– Jak było na weselu?
– Nic wielkiego.
– Jak jedzenie?
– Dobre.
– Drinki?
– Wspaniałe.
– Atmosfera?
– Bardzo romantyczna.
– Dziewczyny?
– Mnóstwo. Hej! – Pat podskoczył i uszczypnął mnie w policzek. – Oszukałeś mnie, mówiąc bzdury.
– Jesteś nieokiełznanym bacho¬rem.
– Nieokiełznanym? Nigdy cię nie ugryzłem. To ty mnie ugryzłeś. Ugryzłeś mnie i podrapałeś.
– Pat! – wykrzyknąłem. Wspomnienie pojawiło się w mojej głowie. Gdy przypominałem sobie, co wydarzyło się w łóżku zeszłej nocy, moja twarz zapłonęła. – Zamknij się albo wyrzucę cię z samochodu.
– Gdzie będziemy dziś spać?
– Nie razem.
– Nawet tak nie myśl – westchnął Pat.
– Byliśmy razem zeszłej nocy. Powinniśmy trochę odpuścić.
– Nie.
– To dlaczego w ogóle zapytałeś?
– Chciałem, żebyś wybrał między moim a swoim pokojem.
– Dokonałem wyboru.
– I co?
– Ja śpię w swoim pokoju. Ty śpisz w swoim. – Zaakcentowałem każde słowo. Droga była pusta i mogłem jechać z dużą prędkością, więc błyskawicznie dotarliśmy na miejsce. Zaparkowałem i spojrzałem na niego. – W porządku, wysiadaj.
Pat się uśmiechnął. Wysiadł z samochodu i wszedł do mojego domu bez pozwolenia. Moi rodzice już spali. Stęknąłem i wyłączyłem silnik. Zamknąłem auto i bramę, po czym poszedłem za synem sąsiadów do mojego pokoju.
– Za bardzo się rządzisz! – skarciłem go po zamknięciu drzwi.
– Czasem. – Uśmiechnął się, objął mnie od tyłu i pogłaskał po policzku. – Dlaczego jesteś dzisiaj taki czepliwy? Pran?
– Hm?
– Coś jest nie tak?
– Co masz na myśli?
Pat oparł czoło o moje ramię i mocniej mnie przytulił.
– Coś cię dręczy.
– Skąd ci to przyszło do głowy?
– Nie zachowuj się tak, jakbym cię nie znał.
– Nigdy tego nie robię.
– Chodzi o Punch, prawda?
Nie odpowiedziałem. Pat musiał to wyłapać po mojej reakcji.
– Zawsze trzymasz swoje zmartwienia dla siebie. Jesteś cichy, kiedy jesteś zdenerwowany. Chyba muszę to rozwiązać seksem.
– Zamknij się.
Zaśmiał się i potargał mi włosy.
– Niegrzeczny chłopiec.
– Pat, do cholery…
– Widziałeś pudełko z moimi zdjęciami z Punch, prawda?
– Kied…
Kiedy się dowiedział?
– Twoja twarz mówiła wszystko. I tak się spieszyłeś, że nie odłożyłeś go porządnie. Wstążka zwisała z szuflady.
– …
– Par sprząta mój pokój. Nawet nie wiedziałem, że to pudełko tam jest. Poza tym Punch jest mężatką. Nie ma się czym martwić – wyjaśniał Pat, skubiąc moje ucho. Odwróciłem głowę. – Gdybym mógł ją pokochać, zrobiłbym to już dawno temu. Nie pojechałbym za tobą do innego kraju.
– Nic o tym nie mówiłem.
– Więc o czym myślisz?
– Po prostu zastanawiam się…
– Hm?
Co mam zrobić?
– Zastanawiasz się nad czym? Pran, mów.
– Cóż… – Cholera, trudno. – Czy… spałeś z Punch?
– Co? – Pat znieruchomiał, jego ręce opadły na boki. Odwróciłem się, by stanąć z nim twarzą w twarz.
– Więc?
Pat wyglądał na oszołomionego, a moje serce zamarło. Ale potem uśmiechnął się szeroko, jakby właśnie usłyszał dobry żart.
– Dlaczego pytasz? Co ty sobie myślisz? – Nie byłem ani trochę rozbawiony. – Hej, nie rób takiej miny. Przepraszam. Już przestaję się śmiać! – powiedział Pat, szybko podchodząc bliżej, by pogłaskać mnie po policzkach. – Jak mogłem z nią spać? Twój chłopak staje się twardy tylko przy tobie i dla ciebie.
– Ty dupku! Zamknij tę swoją brudną gębę, zboczeńcu!
– Jak słodko się rumienisz…
– Nikt nie jest tak bezwstydny jak ty!
– Tylko nad tym się zastanawiałeś, tak? Pran! Powiedz mi wszystko, co ci chodzi po głowie.
– Nie ma nic więcej! Trzymaj się ode mnie z daleka!
– Daj spokój, przeganiasz mnie, gdy dostałeś już odpowiedź. Uspokoiłem cię. Teraz twoja kolej, by mnie rozluźnić.
Przewróciłem oczami. Przetarłem dłońmi twarz, mając już dość jego niecenzuralnych odzywek. Chciałbym w tej chwili ścisnąć nos i udusić się na śmierć.
Nie powinienem był się tym przejmować. Do cholery, Pat!
Tłumaczenie: Baka





Komentarze
Prześlij komentarz