BTS – Rozdział specjalny 4




Mój!

[Pat]


    Odkąd wróciliśmy do siebie, nie kłóciliśmy się tak często jak wcześniej. Nie miałem określonej rutyny ani kręgów towarzyskich oraz ludzi, z którymi musiałem się codziennie spotykać. Poza pracą cały swój czas poświęcałem Pranowi, podążając za nim jak kaczątko trzymające się matki. Nawet moja siostra, która dorosła i rozkwitła jak kwiat, nie mogła odciągnąć mojej uwagi od Prana, surowego i absolutnie nieugiętego mężczyzny – dla osób obserwujących go z zewnątrz.

    Nie mylili się.

    Kiedy pracował, był bardzo surowy, bezpośredni i nieustraszony. Ale jeśli chodzi o otoczenie, poza jego rodzicami była tylko jedna osoba, z którą rozmawiał z takim szacunkiem, jakby miał do czynienia z bratem z tego samego łona. Mnie jednak niepokoił fakt, że tak nie było…


***


    W niedzielne popołudnie leżałem wygodnie na łóżku mojego partnera. Wcześniej rodzice Prana rozmawiali z Pongiem w salonie, a potem kuzyn, z którym mój chłopak mieszkał za granicą, dopadł go w pokoju. Zobaczyłem ich ze swojego balkonu, gdy przeglądałem plan jutrzejszego spotkania, więc zabrałem kilka teczek z dokumentami do Prana, nie dając im szansy na bycie sam na sam. Przez te dwa lata i tak spędzili ze sobą zbyt wiele czasu.

    – Moja mama zabiera nas do chińskiej restauracji. Dołączysz do nas, Pat?

    – Jestem zajęty pracą – odpowiedziałem, przerzucając kolejną stronę i nie napotykając jego wzroku. Pong był starszy ode mnie i Prana, przystojny, wysoki, dobrze zbudowany. Czułbym się swobodniej, gdyby ten idealny mężczyzna miał kochankę. – Wolałbym zjeść tutaj.

    – A co jest dziś u was na obiad? – zapytał Pran i poczułem się, jakby mnie wyrzucał. – Dlaczego nie pójdziesz do domu i tam nie zjesz? Ja idę zjeść z Pongiem.

    – Mam wyjść?

    – Tak, Pong nie przyjeżdża tu zbyt często.

    Rzuciłem wspomnianemu facetowi ukradkowe spojrzenie, zaciskając zęby.

    – Tak wybierasz?

    – Możemy wyjść później, jeśli to problem – powiedział Pong.

    – Nie ma mowy. Nie widziałem cię od miesięcy.

    – Chcesz, żebym też zniknął na miesiące? – zapytałem, a Pran spojrzał na mnie i westchnął ze znużeniem, wyłapując mój nastrój.

    – Przestań, Pat. Nie zachowuj się jak dziecko. Idź coś zjeść, jeśli jesteś głodny. Zobaczymy się po obiedzie.

    – Pran… – Próbowałem oponować.

    – Hej, nie kłóćcie się! – wtrącił się jego kuzyn. – Zjem z rodzicami. A ty, Pran, zostań tutaj z Patem. Później możemy się spotkać. Przecież zostaję na kilka dni.

    – Ale...

    – To najlepsze rozwiązanie. – Pong uśmiechnął się, pokazując białe zęby. Delikatnie poklepał Prana po głowie, a mój szalony ukochany mu na to pozwolił.

    W głębi duszy wiedziałem, że Pong to dobry facet. Jednak nie mogłem nic poradzić na to, co czułem. No bo przecież widziałem, w jaki sposób Pran patrzył na kuzyna, gdy ten odchodził. To było irytujące...

    Niedługo potem dźwięk łopatki drapiącej patelnię dobiegał z kuchni na dole. Usiadłem przy barze, obserwując zręcznego kucharza. Pran miał na sobie za duży podkoszulek częściowo odsłaniający talię i parę luźnych, niezbyt krótkich szortów. Jego skóra była jaskrawo biała, z kilkoma sekretnymi śladami pocałunków, które zostawiłem. W tym miesiącu było bardzo gorąco. Lubiłem sposób, w jaki się ubierał, ale nie kiedy Pong był w pobliżu. To mógł być powód, dla którego wciąż byłem ponury, nawet gdy honorowy gość Prana już wyszedł.

    – Smażone kiełbaski z ryżem i zupa.

    Postawił przede mną posiłek. Dostałem wielką porcję, znacznie większą niż on, jakby celowo mnie denerwował.

    – To, kurwa, za dużo.

    – Przecież mówiłeś, że jesteś głodny.

    – Jestem człowiekiem, nie świnią – jęknąłem. Kiedy szef kuchni próbował zabrać mi talerz, szybko go chwyciłem.

    – Za dużo gadasz. – Pran usiadł naprzeciwko mnie. Miska gorącej, klarownej zupy stała na środku stołu. Zacząłem pochłaniać jedzenie. Tak naprawdę nie byłem głodny, po prostu szukałem uwagi. – Nienawidzisz Ponga, Pat? Już wiele razy zauważyłem, co wyprawiasz.

    – Nie nienawidzę go, ale też go nie lubię.

    – Przetłumacz to na ludzki język.

    – Cóż… – Przełknąłem kęs, zanim wyjawiłem swoje uczucia. Może to brzmiało nierozsądnie, ale mnie dręczyło. – Tak miło z nim rozmawiasz.

    – Cóż, jest naszym seniorem.

    – I jesteś mu posłuszny. – Pran spojrzał na mnie, po czym kontynuował jedzenie.

    – O co ci chodzi?

    – Jestem twoim chłopakiem, ale nie jesteś dla mnie tak miły jak dla Ponga – przyznałem, wzdychając i wciąż jedząc. Obaj zamilkliśmy, jakbyśmy potrzebowali trochę czasu, aby poradzić sobie z uczuciami.

    – Pat… Czy ty jesteś zazdrosny?

    – Nie.

    – Więc co jest nie tak?

    – Nic. – Trudno to było zrozumieć. Stałem się bardziej małostkowy, teraz – gdy miałem się z kim porównywać. Czy to nie Pong był z Pranem w trudnych chwilach? Czy to nie on widywał Prana, kiedy ja nie mogłem?

    – Nie bądź nierozsądny, Pat. Pong jest moim starszym kuzynem. To normalne, że traktuję go uprzejmie. Nie mogę z nim żartować tak jak z tobą.

    Spojrzałem na niego i jadłem bez słowa. Gorycz w moim sercu rozprzestrzeniała się jak kurz. Bez względu na to, ile czasu minęło od dnia, kiedy zobaczyłem ich pierwszy raz, wciąż miałem to samo uczucie. Byłem niespokojny.

    – Zjesz z nim coś później?

    – Tak. Jeśli obawiasz się, że zabierze mi to czas na bycie z tobą, pójdę wtedy, kiedy będziesz pracował.

    – Musisz iść?

    – Pat.

    – Nie chcę, żebyś szedł. Nie chcę, żebyście byli razem.

    – On jest moim kuzynem!

    Pran nigdy nie zrozumie, bez względu na to, ile razy będę mu tłumaczył.

    Bliski kuzyn, o którym nigdy nie słyszałem, nagle pojawił się w jego życiu w dniu, w którym był załamany po zerwaniu. I gdy ja nie mogłem, on pocieszał Prana, skupiając na sobie całą jego uwagę.

    – Nieważne.

    Odniosłem talerz do zlewu i umyłem go. Oczywiście Pran mnie nie słuchał, bo nie byłem jego Pongiem. Sfrustrowany, postanowiłem wyjść, nie zawracając mu dłużej głowy. Tym razem nie żartowałem. To paranoiczne uczucie powracało do mnie za każdym razem, gdy ten człowiek pojawiał się u nich z wizytą. Z punktu widzenia mojego faceta to nic takiego, ale u mnie powodowało to ciągły niepokój.

    – Dokąd idziesz?

    – Do domu. Popracuję.

    – Zgubisz jakieś dokumenty, nosząc je w tę i z powrotem. Moja rodzina wciąż jest twoją konkurencją – ostrzegł Pran, marszcząc brwi. Ta wymówka brzmiała niedorzecznie. Po prostu martwił się moim zachowaniem.

    – Zadzwonię jutro po pracy.

    Wyszedłem, dając nam trochę czasu. Nie chodziło o to, że mu nie ufałem. Po prostu bałem się, kiedy porównywałem się do Ponga. Mężczyzny, którego każde słowo Pran traktował poważnie.

    Spędziłem wieczór w pokoju, siedząc do późna. Zaciągnąłem zasłony, zamknąłem balkon i skupiłem się na dokumentach dotyczących linii biznesowej, którą planowaliśmy wkrótce rozszerzyć. Prowadzenie firmy nie było łatwe.

    Ciszę przerwało pukanie do drzwi. Wstałem, żeby otworzyć, ale nie zobaczyłem Par ani mamy, tylko osobę, na którą się denerwowałem. Pran nie patrzył na mnie...

    – Zobaczyłem, że światło się świeci, więc podgrzałem ci mleko.

    – Jak wszedłeś?

    – Normalnie. Par jeszcze nie śpi – odpowiedział swobodnie, podając mi ceramiczny kubek. W powietrzu unosił się cudowny zapach gorącego mleka. Pran nie przychodził do mnie zbyt często, bo czułby się niezręcznie, gdyby natknął się na mojego tatę.

    – O której masz jutro spotkanie?

    – O ósmej.

    – Czy to ważne? – zapytał, przerzucając dokumenty na biurku. – To ta linia, którą zamierzasz rozwinąć?

    – Tak.

    – To nie jest pilne. Zrób to kiedy indziej – powiedział Pran, zerkając na zegar. – Jest już po drugiej.

    – Dam radę, lepiej wróć do siebie.

    Pran milczał. Spojrzałem na niego, a on znów odwrócił wzrok.

    – Pat, dlaczego jesteś taki zdenerwowany?

    – Nie zrozumiesz, Pran.

    – Dlaczego jesteś zazdrosny? On jest moim kuzynem i zawsze nim będzie. To tak, jakbym podejrzewał, że Par i ty możecie być w sobie zakochani.

    – To nie to samo! – zaprzeczyłem. Jak mógł to porównywać? Par i ja dorastaliśmy razem, a Pran i Pong zbliżyli się do siebie, gdy byli już dorosłymi ludźmi, którzy rozumieją różne rodzaje miłości. – Nie wiesz, jak bardzo jesteś przy nim milusiński?

    – Jestem inny, niż kiedy jestem z tobą, tak?

    – Tak. – Im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej się irytowałem. Odwróciłem się, a Pran podszedł do mnie. Potargał mi włosy, położył lewą rękę na mojej szyi, a prawą owinął mi wokół talii, przytulając mnie od tyłu.

    – Różnie was traktuję, bo to różne relacje. Besztam cię i nigdy nie traktuję uprzejmie, bo jesteś moim chłopakiem, a nie starszym bratem. Jeśli chcesz być traktowany jak mój kuzyn, mogę zachowywać się tak, jak robię to przy Pongu.

    – To nie jest śmieszne, Pran.

    – Boisz się, że pokocham go bardziej niż ciebie? – Oparł ostry podbródek na moim ramieniu, muskając mi szyję. – Nie bądź głupi, Pat. Jedyną osobą, którą mogę przytulić w ten sposób, jesteś ty. Czego się boisz?

    – Dlaczego on nikogo nie ma?

    – Skąd mam wiedzieć? – powiedział Pran, śmiejąc się. Raz po raz szturchał nosem moją szyję. – Nie jestem jego chłopakiem. I nie jestem z nim na tyle blisko, by znać jego prywatne sprawy. Możesz już przestać być zazdrosny?

    – Nie próbował niczego, gdy byliście razem w Anglii?

    – Nie. A nawet gdyby to zrobił, to i tak wybrałem bycie z tobą. – Jego odpowiedź wbiła we mnie trochę rozsądku. Przeszliśmy tak wiele, że nie powinniśmy tracić czasu na denerwowanie się. – Pat, zapomniałeś, kogo kocham?

    – Nie zapomniałem. Po prostu nie chcę, żebyś był z nim sam na sam.

    – W takim razie chodź z nami. Nigdy ci tego nie zabroniłem. To ty zawsze marudziłeś. Nie chciałeś do nas dołączyć i próbowałeś mnie powstrzymać. Co za dziecinne zachowanie.

    – Wiesz, że jestem po prostu zazdrosny. – Odwróciłem się, by zobaczyć jego figlarny uśmiech i pocałowałem go w dłoń. – Spróbuję się uspokoić.

    – Ale to nawet słodkie. Chociaż sprawia, że mam ochotę skopać ci tyłek.

    – Spokojnie. Jestem twoim chłopakiem – jęknąłem, przyciągając go do siebie. Pocałowałem go w policzek i przycisnąłem nos do jego szyi, tak jak robił mi to przed chwilą, a on objął mnie ramieniem. Otulaliśmy się nawzajem swoim ciepłem.

    – Pat, nie masz spotkania wcześnie rano?

    Przytuliłem go mocniej. Widząc szczelinę między koszulą a krawędzią spodni, dotknąłem go. Mój pocałunek stał się bardziej zaborczy. Pran mruczał, protestując, ale odchylił głowę, abym mógł całować jego szyję tak mocno, jak tylko chciałem.

    – To będzie dopiero jutro – odpowiedziałem i przeniosłem go na łóżko. Nigdy się tu nie kochaliśmy. Zazwyczaj robiliśmy to w pokoju Prana.

    – Pat... Twoi rodzice nas usłyszą.

    – W porządku – powiedziałem, zdejmując koszulę i przyciskając biodrami jego rozgrzewające się ciało. – To naturalne dla męża i żony.

    – Ty dupku!

    – Powiedziałeś, że jestem inny niż Pong.

    Czubkami palców pieściłem jego policzek i przycisnąłem kciuk do czerwonych ust. Pocierałem je, aż byłem usatysfakcjonowany, a moje oczy skupiły się na ukochanym.

    – Chcę ci tylko przypomnieć, że Pong może być w stanie zmienić cię w grzecznego chłopca, ale tym, który może sprawić, że będziesz krzyczał z radości i bólu, jestem ja. I tylko ja.

    Zawsze ja.



Tłumaczenie: Baka 

Korekta: paszyma 



 Poprzedni   👈              👉  Następny



Komentarze

Popularne posty