Drużba mojego brata – Rozdział 4
Cassian
Kiedy się
obudziłem, Juliana już nie było. Jego łóżko było posłane, a rzeczy ułożone tak,
jakby chciał zająć jak najmniej miejsca. Odgłos płynącej wody z łazienki
zdradził mi, gdzie się znajduje.
Leżałem przez
chwilę, wyobrażając sobie, co dzieje się po drugiej stronie ściany. Woda
spływająca po jego ciele, jego ręce w mokrych włosach…
To był błąd.
Ogromny błąd.
Zmusiłem się, żeby
wstać i zacząłem się ubierać. Dzisiaj był dzień próby, co oznaczało zdjęcia,
przećwiczenie ceremonii i godziny udawania normalności, podczas gdy Julian był
tylko kilka metrów dalej.
Drzwi łazienki
otworzyły się i wyszedł Julian, miał na sobie tylko ręcznik owinięty wokół
bioder.
Czas się
zatrzymał.
Krople wody lśniły
na jego mokrych włosach i spływały po konturach jego klatki piersiowej i mięśni
brzucha. Był szczuplejszy, niż go zapamiętałem, bardziej wyrzeźbiony, z
dojrzałą aurą, która sprawiła, że zaschło mi w ustach. Kiedy moje spojrzenie
powędrowało w dół, zauważyłem, jak nisko na jego biodrach znajduje się ręcznik.
Myślami powędrowałem do tego, co się pod nim kryje, a moje ciało natychmiast
zareagowało.
Cholera.
– Przepraszam –
powiedział, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, jaki wpływ na mnie wywiera. –
Myślałem, że jeszcze śpisz. Ja tylko…
– W porządku –
wykrztusiłem, chociaż nic nie było w porządku. Czułem reakcję swojego ciała na
jego obecność i miałem nadzieję, że on tego nie zauważył. – I tak miałem zamiar
wziąć prysznic.
Nasze spojrzenia
się spotkały, a atmosfera między nami stała się jeszcze bardziej napięta. Przez
chwilę wydawało mi się, że dostrzegam coś w jego spojrzeniu – pożądanie? Ale gdy
odwrócił wzrok, to wrażenie natychmiast się rozwiało.
– Powinienem się
ubrać – powiedział lekko ochrypłym głosem.
– Tak. Powinieneś.
Chwyciwszy ubranie,
skierowałem się do łazienki, koncentrując się na tym, żeby się nie odwrócić. Pod
prysznicem oparłem się o wyłożoną kafelkami ścianę, próbując uspokoić oddech i zapanować
nad reakcją swojego ciała.
To nie mogło się
wydarzyć. Nie mogłem na to pozwolić. Julian był tu z powodu Micaha, a nie mnie.
Kochał mojego brata, a ja… Ja byłem tylko przeszkodą, którą musiał znosić. Ale,
do cholery, widok jego oczu w tamtej chwili…
Odkręciłem zimną
wodę, pozwalając, by lodowaty strumień przywrócił mi nieco rozsądku. Po wyjściu
z łazienki ujrzałem ubranego Juliana. Miał na sobie granatową koszulę i spodnie
w kolorze khaki. Wyglądał swobodnie, ale schludnie. Właśnie poprawiał włosy
przed lustrem, ale na mój widok jego ręce zastygły.
– Myślę, że
powinniśmy porozmawiać o ostatniej nocy – powiedziałem, starając się zachować
neutralny ton głosu.
– Oczywiście. – Odwrócił
się do mnie. – Dzisiaj znajdę sobie coś innego. Nie chcę sprawiać ci kłopotu.
– Nie chodzi o
kłopot. – Słowa wyszły mi z ust ostrzej, niż chciałem. – Ta sytuacja jest po
prostu nieodpowiednia dla wszystkich zainteresowanych.
Julian zmarszczył
brwi.
– W jakim sensie
nieodpowiednia?
– Wiesz, w jakim
sensie. – Zacząłem zapinać koszulę, ponieważ potrzebowałem czegoś, czym mógłbym
zająć ręce. – Mamy wspólną przeszłość, Julian. Skomplikowaną przeszłość.
– Skomplikowaną –
powtórzył z nieodgadnionym tonem w głosie. – Tak to nazywasz?
– A jak ty byś to
nazwał?
Przez chwilę
patrzył na mnie, po czym odwrócił się i zaczął pakować swoje rzeczy.
– Dobrze. Masz
rację. Poszukam sobie dzisiaj innego miejsca na nocleg.
Obserwowałem, jak
się porusza. Nie umknęło mi napięcie w jego ramionach, sztywność ruchów. Przez
chwilę chciałem coś powiedzieć, żeby rozładować atmosferę, ale przypomniałem
sobie, dlaczego tu jest. Przypomniałem sobie, jak patrzył na Micaha,
przypomniałem sobie cały ten ból.
– Idę na śniadanie
– powiedziałem. – Próba jest o drugiej.
– Znam
harmonogram.
Zatrzymałem się w
drzwiach.
– Julian?
– Co?
– Dzisiaj… musimy
zachowywać się wobec siebie w sposób cywilizowany, dla dobra Micaha. Dasz radę?
Powoli odwrócił
się do mnie, a coś w jego oczach sprawiło, że zapragnąłem się cofnąć.
– Zawsze byłem
cywilizowany, Cassian. Problem nigdy nie leżał po mojej stronie.
Te słowa wciąż
rozbrzmiewały mi w uszach, gdy drzwi już się za mną zamknęły. Popołudniowa
próba była męką, ale z innych powodów. Julian bezbłędnie wypełniał swoje
obowiązki drużby – dbał o to, by każdy znał swoje miejsce, zajmował się
obrączkami i uspokajał Micaha. Był profesjonalny, czarujący i całkowicie
skoncentrowany na zadaniu, które miał do wykonania. Starannie unikał też
bezpośredniej interakcji ze mną, chyba że było to absolutnie konieczne.
– Dobrze, a teraz
wymiana obrączek – powiedział urzędnik stanu cywilnego. – Julianie, ma pan
obrączki?
Najlepszy
przyjaciel mojego brata poklepał kieszeń marynarki, a potem się skrzywił.
– Ja… chyba
zostawiłem je w pokoju. W moim poprzednim pokoju.
– W tym zalanym? –
zapytał Micah z paniką w głosie.
– Pójdę po nie – rzucił
szybko Julian. – Konserwatorzy powiedzieli, że można zabrać rzeczy osobiste.
– Pójdę z tobą –
usłyszałem własny głos.
Julian wyglądał na
zaskoczonego.
– Nie musisz…
– Muszę. Dwie
osoby będą szybsze.
Prawda była taka,
że nie mogłem znieść zrozpaczonego wyrazu jego twarzy. Pomimo wszystkich
komplikacji między nami widok jego cierpienia nadal coś głęboko we mnie
poruszał.
20 minut później
staliśmy w drzwiach zniszczonego pokoju Juliana. Szkody były większe, niż się
spodziewałem. Dywan był całkowicie zalany, meble porozrzucane, a w powietrzu
unosił się zapach stęchlizny.
– O rany – mruknąłem.
– Tak, niezły widok,
co? – Julian starał się, żeby zabrzmiało to lekko, ale w jego głosie dało się
słyszeć napięcie. – Moja osobista apokalipsa.
Zaczął dokładnie
przeszukiwać swoje rzeczy, by znaleźć obrączki. Stałem w drzwiach, obserwując,
jak się porusza. Zauważyłem, jak delikatnie obchodzi się z każdym zniszczonym
przez wodę przedmiotem, jakby nadal miał jakąś wartość.
– Znalazłem! –
Podniósł małe aksamitne pudełko, a w jego głosie dało się wyczuć ulgę. – Dzięki
Bogu!
Kiedy wstał,
zauważył, że patrzę na zdjęcie na komodzie – cudownie ocalałe. Była to fotografia
nas trzech z jakiejś imprezy studenckiej.
– Nadal to masz. –
Wziąłem ramkę do ręki.
– Oczywiście. –
Julian podszedł do mnie i spojrzał na zdjęcie. – To była dobra noc.
Wpatrywałem się w
fotografię. Wszyscy trzej się śmialiśmy, ja obejmowałem Juliana ramieniem, a
Micah stał pośrodku. Przypomniałem sobie tę noc – urodziny kogoś z grupy. Wszyscy
byliśmy trochę pijani i pełni wielkich planów na przyszłość.
Pamiętałem też, co
wydarzyło się później tej nocy. Julian i ja na balkonie, pod nami migoczące
światła miasta. Powietrze było gęste od niewypowiedzianego napięcia i omal go nie
pocałowałem. Chciałem go pocałować. Dopóki nie zdałem sobie sprawy, że to nie
ja go interesowałem. Chodziło o zbliżenie się do Micah.
– Wyglądamy tak
młodo – powiedziałem, odkładając zdjęcie.
– Byliśmy młodzi.
Tacy naiwni. – Głos Juliana był cichy. – Myśleliśmy, że mamy świat u swoich
stóp.
– Tak. Zanim
rzeczywistość dała o sobie znać.
– Rzeczywistość –
powtórzył z dziwnym naciskiem. – Tak, myślę, że wszyscy nauczyliśmy się kilku
trudnych lekcji o rzeczywistości.
Coś w jego tonie
sprawiło, że na niego spojrzałem. Wpatrywał się w zdjęcie z wyrazem twarzy,
którego nie potrafiłem odczytać.
– Julian…
– Powinniśmy
wracać – przerwał mi. – Czekają na nas.
Ale kiedy się odwróciliśmy,
żeby odejść, znów się odezwał.
– Cassian?
– Co?
– Tamtej nocy, po
imprezie… Na balkonie. Pamiętasz?
Serce zaczęło bić mi
szybciej.
– Pamiętam.
– Zawsze się zastanawiałem,
co by się stało, gdyby Micah się nie pojawił. Gdyby nam wtedy nie przerwał.
Poczułem ucisk w
piersi.
– Julian…
– Myślisz, że
wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybyśmy odbyli tę rozmowę?
Spojrzałem na
niego, niepewny, o co pyta.
– Jaką?
– Rozmowę, którą
chciałem wtedy z tobą przeprowadzić. Zapomnij o tym. – Potrząsnął głową. – To
już przeszłość. Wracajmy.
Ale jego słowa coś
głęboko we mnie poruszyły. Pojawiło się uczucie niepewności, zupełnie jakbym
przegapił coś ważnego.
– Julian,
poczekaj.
– Nie, naprawdę.
Zapomnij o tym. – Wypowiadał słowa szybko. Zbyt szybko. – Po prostu… wróćmy na próbę.
Kiedy szliśmy do
windy, jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. „Rozmowę, którą chciałem
wtedy z tobą przeprowadzić”.
Co
chciałeś mi powiedzieć?
Tłumaczenie: Juli.Ann





Fajne to:) Wciągające i dobrze się czyta - z nutą dreszczyku. co się zaraz wydarzy... :) Pozdrawiam i bardzo dziękuję!
OdpowiedzUsuń